czwartek, 1 grudnia 2016

B.A.P - JongUp - Pill Death



Bycie prywatnym detektywem nie jest kolorowe, a szczególnie wtedy, gdy zlecają ci znalezienie i zabicie osoby, którą kochasz. Dlatego ja jestem inna nie mam kogo kochać. Jestem Kang Hana i nie mam rodziców, oboje dawno zostali zamordowani. Miałam wtedy 12 lat. Dorosłam i przejęłam firmę ojca mając 22 lata. Interes kwitnie. Nie raz przychodzą do mnie kobiety, które podejrzewają męża o zdradę lub załamani rodzice, bo ich córka zaginęła po czym okazuje się uciekła z domu, bo rodzice nie kupli jej rzeczy o którą prosiła. Tego dnia było inaczej, cały dzień było pusto nikt nie wszedł ani nawet nie przeszedł.
- Co jest do cholery - Spytałam sama siebie, kiedy już od kilku godzin nikt nie przychodził Nagle usłyszałam pukanie. Poszłam do drzwi a za mną mój kochany pupil Lucky, pies rasy wilk. Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam dwóch dziwnie wyglądających ludzi. Natychmiast odnalazłam broń, która spoczywała w kaburze przypiętą na moim udzie.
- Hana Kang?
- Tak a wy... To kto? - Spytałam
- Lekarz i szef wydziału kryminalnego. - Oparłam się o futrynę i przyglądałam się im.
- Proszę, zapraszam - Mruknęłam i poszłam do gabinetu. Oboje usiedli przede mną.
- A gdzie reszta pracowników?
- Jestem tylko ja, ale chyba nie przyszliście tu tylko po to by rozmawiać o mojej firmie.
- Tak, masz racje - Mruknął lekarz i wyciągnął ze swojej teczki kopertę i podsunął do mnie.
- Co to?
- Zdjęcia. Od dwóch tygodni ścigamy dilera dziwnego narkotyku.
- Co znaczy dziwnego?
- Owy narkotyk zabija 30 minut po zażyciu.
- Co wiecie do tej pory?
- Nic, zupełnie nic. Z ciała ofiary zostały suche szczątki. Nie znaleźliśmy żadnych śladów obcej substancji.
- Rozkład? W takim czasie?
- Ludzie z gazet nazwali to mumifikacją. Co dziwnego, przy każdym ciele ofiar znaleziono kartę z rysunkiem diabła.
- Ilu ludzi zginęło? - Spytałam.
- Pięć. Samych premierów, wysoko postawionych urzędników, bankowców...
- Czyli na celowniku jest elita. Zajmę się tym. Podniosłam szklankę i wzięłam łyk wody.
- Ciekawy kształt... Znamię. - Spytał lekarz pokazując na moją wypaloną bliznę na nadgarstku.
- Można powiedzieć, że pamiątka rodzinna, ale nie jesteście tutaj by rozmawiać o mnie, tylko o mumii razy pięć. Więc czy jeszcze coś powinnam wiedzieć.
- Raczej to wszystko - Stwierdził lekarz. Nagle zobaczyłam, że szef wydziału wyciąga cygaro.
- Nie można tutaj palić - Wskazałam na tabliczkę.
- Mniejsza. Jest jedno „ale”. Pracujesz dla mnie, jestem tak jak by twoim szefem, oczywiście na czas śledztwa. - Wkurwiona wstałam wyrwałam mu cygaro z gęby i przyłożyłam spluwę do głowy.
- Nie. Jestem sama sobie szefem i żaden kurwa glina nie będzie mi mówił co mam robić. Zobaczyłam przerażenie w jego oczach. Puściłam go i rzuciłam mu cygaro.
- Masz. - Rzucił mi na stół numer telefonu. - To mój człowiek. Zadzwoń do niego jeśli chcesz mieć wtyki w mafii.
- Wynoście się. - Powiedziałam, a lekarz zaczął zbierać zdjęcia. - To zostaw, odeśle jeśli nie będę ich potrzebować. Dziękuję. - Kiedy w końcu wyszli włączyłam podświetlany stół i rozłożyłam mapę miasta dzięki krótkiej notatce lekarza porozkładałam zdjęcia w miejscach, gdzie znaleziono ciała. Postanowiłam zadzwonić do starego przyjaciela mojego ojca- grabarza. Zapewne to on teraz posiadał ciała wszystkich ofiar. Od razu wybrałam numer.
- Halo.
- Grabarzu, tu Hana.
- Ah Hana, jak dobrze znów cię słyszeć.
- Bez zbędnych tłumaczeń, potrzebuje zobaczyć ciało.
- Imię i nazwisko - Spojrzałam na kartkę i odczytałam...
- Anglik Corbert Abernathy. Potrzebuję 10 minut.
- Wiesz, ile przynieść.
- Tak - Kiedy się rozłączyłam usłyszałam pukanie, zabrałam torebkę i podeszłam otworzyć mojej ciotce, która zawsze opiekuje się moim psem pod moją nieobecność.
- Hana, gdzie wychodzisz o tej porze?
- Musze spotkać się z grabarzem, dostałam sprawę - Mruknęłam machając jej kopertą. Kiedy wyszłam wsiadłam do czarnego samochodu i obrałam kierunek portu, gdzie miałam się spotkać z grabarzem. Kiedy już dojechałam trzasnęłam drzwiami i podeszłam do osoby stojącej przy czarnym karawanie.
- Masz - Wręczyłam mu pokaźną sumę pieniędzy. - Gdzie ciało? - Wskazał kciukiem na karawan. Podeszłam i zobaczyłam trumnę, unosząc wieko zobaczyłam zeschnie te na wiór ciało. W głowie zadawałam sobie pytanie, jaki narkotyk może zrobić mumie z człowieka. Zaczęłam dokładnie oglądać twarz z pustymi oczodołami nagle moją uwagę przykuło coś między zębami ofiary z kieszeni płaszcza wyciągnęłam małe szczypczyki, którymi wyjęłam kawałek papieru. Wąchając wyczułam tytoń, pochodzenie Indie i nic więcej, żadnych śladów. - Czyściłeś ciało?
- Nie jeszcze
- Cholera wszelkie ślady wyparowały czy co. Nagle moją uwagę przykuła chusteczka zwinięta w kant i włożona do kieszeni garnituru. Wyciągnęłam ją i zobaczyłam czerwoną plamę wąchając ją wyczułam aromatyczną woń wina. - Skończyłam możesz zabrać ciało - Mruknęłam
- Znalazłaś to czego szukałaś?
- Można tak powiedzieć - Spojrzałam na mała torebeczkę i chusteczkę.
- Interesy z tobą to czysta przyjemność Hano.
- I na wzajem. - Wsiadłam do czarnego Volvo i wróciłam do domu. Od razu poddałam analizie kawałek tytoniu, który znalazłam przy ciele.
- Co robisz? - Spojrzałam na ciotkę, która weszła do mojego laboratorium.

- Musze sprawdzi co to... O właśnie - Mruknęłam odbierając wyniki - Dziwna substancja była w tym cygarze.
- Jak bardzo dziwna - Spytała spoglądając mi przez ramie - Hana.?
- Ciociu muszę iść - Mruknęłam.
- O której wrócisz? Ja muszę wyjść o 21
- Nie wiem o której wrócę. Lucky będzie grzeczny - Krzyknęłam wybiegając, wybrałam numer do szefa wydziału. 

- Halo? 
- Tu Hana, gdzie teraz jest twój pies?
- Facet nazywa się JongUp Bar "Devil" na rogu alei...
- Wiem, gdzie to jest. - Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i ruszyłam wrzucając kolejny bieg. Kiedy dojechałam pod wskazane miejsce wyszłam, siedzieli tam sami kryminaliści.
- Dobry wieczór co podać?
- Szukam mężczyzny o imieniu JongUp.
- To nie najlepsza partia dla panienki. - Spojrzałam na mężczyznę i zaśmiałam się pod nosem
- Nie szukam partnera, szukam psa - Warknęłam spoglądając na faceta za barem, który akurat czyścił kufel od piwa. Wskazał palcem na srebrne drzwi, które prowadziły do innej sali. Postanowiłam w końcu ruszyć się z miejsca i go znaleźć. Przechodząc przez całą salę czułam spojrzenia innych, co wywoływało u mnie frustracje. Jednak kiedy już dotarłam do drzwi, otworzyłam je i moim oczom ukazał się luksusowy pokój z grami ruletka, poker lub bakarat, pokój był ogromny, a mimo to siedziało w nim 7 osób, ubranych na czarno, każdy siedział w oddzielnej części.
- Jestem detektyw Hana Kang, poszukuję chłopaka o imieniu JongUp. - Wszyscy skierowali wzrok na kogoś, kto siedział w najciemniejszym roku sali. - To ty ?
- Heh, co jeśli tak?
- Pan cię wzywa kundlu - Warknęłam, nigdy nie lubiłam kryminalistów.
- Hau hau - Udał szczekanie psa. Miałam ochotę podejść i go spoliczkować - Nie pamiętam by zmieniał właściciela, jednak chyba wolę ciebie niż tego starego alkoholika.
- Kto to jest? - Spytał chłopak siedzący na fotelu i bawiący się rzutką. - JongUp?
- Widocznie to mój właściciel na kolejne śledztwo - Burknął i wstał nabijając magazynek od broni. Włożył dwie spluwy do kabury i nóż, kiedy mnie minął wyciągnęłam broń i wycelowałam w jego głowę.
- Nie mój drogi, broń posiadam tylko ja - Warknęłam, jednak reszta osób zaśmiała się pod nosem.
- Może jednak nie - Warknął i przyłożył mi nóż do gardła.
- Stwierdzenie, jeśli zabijesz mnie ja zabije ciebie, a kiedy policja tu przyjedzie oskarżą twoich kumpli o zabicie detektywa. Twój wybór. Mam sposoby by wsadzić takich jak wy za kratki.
- Pewna siebie jak widzę. Mam nadzieje, że przy łapaniu przestępców też taka jesteś. - Wręczył mi broń i nóż i wyszedł - Pewnie wrócę nie długo.
- Tak, powodzenia - Wymamrotała reszta. Kiedy wyszliśmy z baru chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Czego dotyczy sprawa?
- Jedźmy do mojego biura, tam wszystko ci wytłumaczę - Odparłam i otworzyłam czarne volvo.
- Dobrze pani detektyw, jedźmy. - Przez całą drogę do mojego biura starałam się przyjrzeć chłopakowi i jedyne co zauważyłam to liczne tatuaże, granatowe włosy, kilka blizn i rany cięte. Kiedy byliśmy już na miejscu chłopak niepewnie wszedł do domu, a potem podszedł do podświetlonego stołu i zobaczył zdjęcia przekazane przez lekarza.
- To byli ludzie?
- Tak, byli. Po oględzinach zwłok anglika Abernathy znalazłam coś między zębami, był to kawałek cygara, który zawierał minimalne ilości dziwnej substancji. Przy zwłokach zalazłam również chusteczkę, na której była czerwona plam po winie oraz kartę diabła.
- Jak to możliwe, że wygląda tak?
- Każdy z nich musiał przyjąć narkotyk, po 30 minutach narkotyk zabijał podejrzewam że zostali pozbawieni tlenu co przyspieszało proces mumifikacji. Jednak dopóki nie dowiemy się kto za tym stoi i nie wiemy czym jest ten lek. Nie mamy szans.
- Czekaj. - Chłopak złapał za chusteczkę i powąchał - Znam ten zapach, Chāteau Bonheur z 75 roku, tylko jeden klub ma takie wino.
- Skąd wiesz? - Spytałam zdziwiona
- Byłem tam raz. - Ten facet mógł mi się przydać.
- Mogę cię prosić o zdobycie listy gości?
- Co będę z tego miał - Zmierzył mnie od stóp do głów i zatrzymał się na mojej twarzy
- Nic, satysfakcję - Chłopak zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Ja również postanowiłam iść  spać, miałam dość tego dnia. Jednak jak zawsze podczas sprawy, nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok i błądziłam myślami. W końcu wstałam i zaczęłam ponownie analizować próbki, chcąc rozwiązać zagadkę tajemniczej trucizny. Jednak siedząc do rana nic nie udało mi się wymyślić. Usłyszałam pukanie, ledwo żywa podeszłam i otworzyłam. Zobaczyłam JongUp'a
- Ranny ptaszek z ciebie - Odparłam
- Za to ty wyglądasz okropnie, kiedy wstaniesz.
- Milutki. Akurat dzisiaj nie spałam, jak zawsze kiedy mam sprawę
- Zrobię kawy. - Odparł i wszedł do mojego domu od razu znajdując kuchnie.
- Nie szwendaj się po moim domu. Co znalazłeś? - Spytałam i odebrałam od niego dokumenty, które mi wręczył. 
- Organizatorem przyjęć jest Shin YooSon dzięki znajomościom dowiedziałem się jest prezesem "Epsilon" fabryki farmaceutycznej. - Zaczęłam  przeglądać papiery a kiedy zobaczyłam zdjęcie sparaliżowało mnie ujrzałam znak taki sam jak  blizna na moim nadgarstku, możliwe, że ciotka zna tego mężczyznę. Od razu poszłam zadzwonić.
- Halo?
- Ciociu, mam kilka pytań, przyjedziesz?
- Oh tak oczywiście, będę u ciebie za kilka minut - Kiedy kobieta się rozłączyła, poszłam do kuchni gdzie JongUp właśnie zalewał kawę.
- Napij się zdechlaku - Mruknął
- Dzięki - Wzięłam do ręki i zaczęłam sączyć gorący napój.
- A gdzie twoi rodzice? - Spojrzałam na niego zdziwiona skąd wytrzasnął takie pytanie.
- Nie żyją - Mruknęłam patrząc się w martwy punkt
- Kiedy? - Poczułam, jak kawa staje mi w gardle.
- Czemu miała bym się zwierzać tobie - Usłyszałam dzwonek mojego telefonu , odstawiłam kawę na stół i podeszłam do biurka. 
- Tak ciociu ? 
- Hana słońce wybacz ale coś mi wypadło i...
- Rozumiem chciałam się spytać czy znasz Shin YooSon?
- Tak to mój stary przyjaciel czemu pytasz ?
- Słyszałam że organizuje często przyjęcia.
- Tak jego bankiety są dla elity raz czy dwa razy byłam tam.
- A czy załatwiła byś mi wejściówkę.
- Hana o co chodzi co chcesz odkryć ?
- Trafiłam na ślad mordercy moich rodziców. 
- Rozumiem pamiętaj że masz moje wsparcie to była moja siostrę również pragnę zemsty. Dobrze załatwię zaproszenie i przyjadę.
- Dobrze - Rozłączyłam sie i spojrzałam na JongUp'a,  który opierał się o futrynę. 
- Musimy poczekać. 
- Czyli co mogę iść? - Spytał 
- Tak będziemy w kontakcie - Odparłam podchodząc do zdjęć i od nowa zaczęłam wszystko analizować, jednak zobaczyłam że JongUp wcale nie wychodzi usiadł na przeciw mnie i zaczął się przyglądać zdjęciom. 
- Co cię dręczy Hana?
- Nic absolutnie nic - Odparłam i poprawiłam okulary na nosie.
- Nie kłam...
- Eh na zdjęciu gdzie był Shin YooSon bylo jeszcze 5 osób dwoje z nich mieli sygnety na których był ten znak - Wskazałam na mój nadgarstek gdzie widniał wypalony wąż. - Pamiątka z dnia gdy widziałam ich śmierć. 
- Nie złapano ich?
- Nikt nie wie kim byli mieli maski. I broń na której był ten piekielny wąż. - Chłopak dotknął mojej ręki.
- Przepraszam że przez moje pytania wspomnienia wróciły. 
- Jesteś moim partnerem w tej sprawie powinieneś wiedzieć. A ty dlaczego jesteś w mafii.
- Mając 18 lat zrobiłem coś bardzo złego postanowiłam dołączyć do mafii JongUpa bo tylko on wiedział co się stało i tylko on wiedział co zrobić bym nie trafił za kratki.
- Ile masz lat? - Spytałam
- 30 Prawda że nie wyglądam - Poprawił swoje granatowe włosy i zaśmiał się. Przez kilka godzin rozmawiałam z JongUp'em zaczęłam go tolerować. Kiedy usłyszałam pukanie podeszłam i zobaczyłam moją ciotkę.
- Dobrze że już jesteś.
- Wybacz ze trwało to tak długo. - Kiedy ciotka weszła do biura zobaczyła chłopaka i zrobiła dziwną minę.
-  Znacie się ? - Spytałam 
- Nie po prostu kogoś mi przypomina - Odparła i potargała mnie po głowie. - Proszę - Spojrzałam i zobaczyłam fioletową kopertę z przeklętą pieczęcią.
- Dziękuję ciociu.
- Uważaj na siebie to niebezpieczne miejsce.
- Nie będę sama - Odparłam i spojrzałam na chłopaka, który uśmiechnął się i spojrzał na zdjęcia na stole.
- Ja muszę uciekać - Odparła i wyszła. Ja zaczęłam czytać zaproszenie - Kiedy jest ten bankiet ? 
- Dzisiaj wieczorem dokładnie 23 - kiwnął głową i wstał podchodząc do drzwi wyjściowych.
- Mam sprawę do załatwienia co będziesz robiła przez ten czas ?
- Mam zamiar odwiedzić "Epsilon"
- Bawisz się w złodzieja.
- Nie, raczej w w redaktora gazety naukowej - Odparłam pokazując mu plakietkę. 
- Życzę powodzenia uważaj na siebie - Odparł i wyszedł. Zebrałam wszystkie potrzebny rzeczy i poszłam na zwiady do firmy farmaceutycznej.
Bałam się jak cholera co jeśli mnie złapią ?
Kiedy już stałam pod drzwiami cały stres opadł czytałam w internecie ze prowadzą kolejne badania i właśnie to jest pytanie nad czym tak pracują.
- Witam pani do kogo?
- Jestem redaktorem z magazynu naukowego "Krystal" ostatnio po internecie krążą pogłoski że pracuje pan nad nowym lekiem to prawda ? - Wyjęłam z torebki notatnik i zaczęłam notować
- Tak ostatnimi czasy planujemy wynaleźć lek na wirus.
- A czy został on testowany na ludziach ?
- Czy pani coś podejrzewa.
- Nie po prostu próbki leków są testowane.
- Spokojnie staramy się by wszystko było pochodzenia naturalnego. 
Przemierzaliśmy korytarze starałam się zobaczyć coś podejrzanego jednak nic pełno ludzi i pomieszczeń gdzie przechowywali leki. Nagle minęliśmy pokój gdzie pisane "Secrets" 
- A co jest tutaj.
- Ah tutaj nic specjalnego. Chyba musimy zakończyć nasz wywiad mam jeszcze kilka spaw do załatwienia. Panowie cię wyprowadzą.
- Dobrze dziękuje za poświęcenie mi chwili.
- Oczekuje pozytywnej opinii.- Mężczyzna uśmiechnął się i odszedł
- Dobrze - Kiedy stanęłam przed drzwiami fabryki zaczęłam przeklinać pod nosem.
- Cholera jasna ! - Wydarłam się na całe gardło i kopnęłam śmietnik, który stał przy wejściu.
- Czego się pieklisz - Spojrzałam i zobaczyłam JongUp'a - Wsiadaj- Podeszłam do samochodu chłopaka i wsiadłam. - I jak poszło pani detektyw ?
- Ni jak nic się nie dowiedziałam, A kiedy już coś znalazłam spławili mnie - Warknęłam rzucając pieprzony notes przed siebie.
- Odwiozę cię do domu przebierzesz się masz jeszcze dwie godziny przed bankietem chyba zdążysz się ogarnąć ?
- Tak a co z tobą ? - Spytałam - Gdzie twój smoking ?
- Spokojnie leży z tyłu. - Mruknął odpalając samochód. - A teraz powiedz czego się dowiedziałaś ?
- No mówię że niczego kiedy zobaczyłam ten pokój stwierdził że lepiej będzie zakończyć wywiad.
- Uspokój się Hana wiem że denerwuje cię to że nic nie możesz znaleźć ale nic na to nie poradzisz
- Znawca się znalazł - Warknęłam - Jedź już. Kiedy dojechaliśmy do mojego biura, wyszłam z pojazdu trzaskając drzwiami.
- Dziewczyno bo uszkodzisz moje Ferrari 
- Ferrari pff też mi coś - Mruknęłam i podeszłam do drzwi. Zaczęłam szukać kluczy po kieszeniach, jednak nigdzie ich nie było.
- Hana co się stało ?
- Nie mam kluczy, cholera - Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer. 
- Gdzie dzwonisz ?
- Do ciotki, ma zapasowe klucze. - Nagle telefon został mi wyrwany z rąk.  Spojrzałam ma JongUp'a, który zabrał mój telefon i schował do swojej kieszeni. - No co ty robisz ?
- Chodź, pojedziesz do mnie.
- Ale moja sukienka i wszystko jest w środku.
- Załatwię ci kieckę a teraz chodź juz - Złapał mnie za rękę i zaciągnął do swojego samochodu . Wsiadając czułam się nie swojo, że JongUp jest taki dobry. 
- Litujesz się ?  - Spytałam spoglądając na niego.
- Nie, po prostu staram się być lepszy. 
- Członek mafii jest dobry dla pani detektyw, brzmi ciekawie. - Zauważyłam ze chłopak się uśmiechnął. Kiedy dojechaliśmy do domu chłopaka pod drzwiami leżało białe pudło z czarną kokardą.
- Proszę to dla ciebie.
- Dziękuję pieniądze oddam cie później.
- Nie chce pieniędzy Hana. - Mruknął i spojrzał na mnie zbliżając swoja twarz do mojej. 
Nagle poczułam jego usta, które były co raz gorętsze. Kiedy się odsunął oblałam się rumieńcem.
- Wejdź - Odparł otwierając przede mną drzwi. Przekraczając próg zobaczyłam przestrzenny salon i kuchnie. Nie było to duże mieszkanie ale robiło wrażenie. - Jeśli chcesz wziąć prysznic to tam jest ręcznik. 
- Dziękuję - Odwiesiłam kurtkę na wieszak a torbę położyłam ba kanapie. Weszłam do wskazanych wcześniej drzwi przez JongUp'a. Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Spędziłam tam około 15 minut. Kiedy wyszłam zobaczyłam uszykowaną bieliznę i białe pudło.
Otwierając zobaczyłam czarną sukienkę na długi rękaw. Mimo iż moje włosy nie były długie mogłam swobodnie upiąć je w kok. Potem ubrałam sukienkę i szpilki. Kiedy wyszłam zobaczyłam chłopaka miał na sobie czarny garnitur. 
- Wyglądasz pięknie.
- Dziękuje, a ty wyglądasz jak prawdziwy dżentelmen. - Chłopak odłożył szklankę, którą trzymał w dłoni. Podszedł i wyciągnął z kieszeni wisiorek z czarnym kamieniem.
- Tak myślałem że będzie pasował. Możemy jechać. - W drodze do klubu odszukałam w torebce purpurowe zaproszenie. - Hana musimy coś ustalić, jeśli zauważysz coś podejrzanego natychmiast mnie o tym informujesz. 
- Dobrze - Mruknęłam - Traktujesz mnie jak dziecko.
- Lepiej być ostrożnym.
- Dobrze - Kiedy podjechaliśmy pod klub nie było tam dużo ludzi. Podchodząc do jednego z ochroniaży wręczyłam mu list. Wskazał nam w którą stronę powinniśmy iść. Przed pozłacanymi drzwiami zostaliśmy przeszukani, JongUp patrzył na ochronę jak by miał ich wszystkich zaraz pozabijać. Kiedy otwierano nam drzwi znów zobaczyłam znak z nadgarstka. 
- On musi tu być - Warknęłam sama do siebie.
Kiedy weszliśmy na główną sale zobaczyłam coś czego w ogóle się nie spodziewałam. Mężczyźni i kobiety pochłaniali spore ilości pigułek i alkoholu. 
- To jest nie normalne. JongUp czy to nie Bang ? - Chłopak zaczął się przyglądać. 
- Tak poczekaj - Chłopak odszedł a ja zostałam sama. Nagle zobaczyłam mężczyznę który oprowadzał mnie po firmie "Epsilon"
- Witam was moi wierni przyjaciele cieszę się że znów tu jesteście i możecie znów wyruszyć w podroż w nieznane a wszystko to dzięki Hiro Tadashiemu. - Przyjrzałam się i zobaczyłam szefa wydziału kryminalnego. - A teraz bawcie się! - Nagle odeszli spojrzałam i zobaczyłam, że chłopak nadal rozmawia z przyjacielem.
Postanowiłam to sprawdzić. Poszłam na pierwsze piętro i starałam się śledzić ową dwójkę. Jednak zobaczyłam przede mną ochroniarza, który mnie tu wpuścił. 
- Kang Hana mój psie - Odwracając się i zobaczyłam szefa.
- Dlaczego to robisz ?! Sam mnie zatrudniłeś ?!
A teraz okazuje się że współpracujesz z nimi.
- Wybacz moja psinko - Dostałam ogłuszające uderzenie w twarz i straciłam przytomność.
Kiedy się ocknęłam byłam w osobnym pomieszczeniu, przede mną siedział szef wydziału i farmaceuta. Chyba nie zorientowali się ze już wszystko słyszę.
- Zademonstruję ci jak działa nasz narkotyk. Dzięki twojemu wkładowi  eksperyment jest ukończony. Za szybą zobaczyłam około 15 osób które bawiły się i tak samo jak osoby na dole napychali się tabletkami popijając je alkoholem. Mężczyzna zaczął mówić do mikrofonu. 
- Widzę ze bawicie się nieziemsko, to dobrze ostatnio robiliśmy eksperymenty by stworzyć dla was pigułkę bogów, którą nazwaliśmy Necrosis. - Do sali weszło trzech ludzi ubranych w kostium katów. Mieli ze sobą trzy tace jeden z katów zdjął białą chustę. Zobaczyłam stos żółtych okrągłych pigułek.
Kat wziął w dłoń jedną pigułkę i zgniótł ją. 
- Teraz substancja z narkotyku ulotniła się i wchłania się w wasze ciała. Jednak wszystko ma swoją cenę. Necrosis jest nie tyle narkotykiem co trucizną która zabija.  Pierwsze objawy to krwawienie z nosa potem uszy, oczy i umierasz. Ale jeśli istnieje to cudo to musi i odtrutka - Kolejna dwójka katów podniosła chusty gdzie była tylko jedna czerwona pigułka a na drugiej tacy leżała karta z diabłem - Życzę miłej zabawy - Odparł i wyłączył mikrofon. - Tak więc dziękujemy ci za użyczenie modułu. Ale wszystko zawdzięczamy twojej ciekawości na temat wiecznej młodości. Kto by pomyślał że z ciała młodych kobiet można wyciągnąć esencje.
- Ma pan racje, sama nie wiedziałam ze jest to możliwe ale udało się. 
- Rozmawiałem już z szefem wydziału kryminalistycznego. Powiedział, że zatuszuje sprawę śmierci 5 osób.Ah widzę że panna Kang się obudziła. - Kiedy farmaceuta wstał został zastrzelony przez osobę siedzącą na fotelu, która po chwili stała przede mną. Jednak nie znałam go, miał na sobie czarny długi płaszcz i maskę. 
- Kim jesteś ?! - Nic nie odpowiedział, tylko jeszcze bardziej zbliżył broń do mojej głowy, na której był znak węża - Dlaczego to robisz ?!
- Dowiesz się w swoim czasie detektywie Kang. Dowiesz się również prawdy o twoich rodzicach uważaj bo nawet bliższa osoba cie okłamuje - Zamaskowana postać schowała broń i uciekła. Starałam się uwolnić ale na nic. Nagle zobaczyłam JongUpa wbiegającego go sali. Rozciął taśmę, którą miałam oklejoną w okół dłoni.
- Wszystko w porządku ?
- Tak ale ten człowiek mówił mi że dowiem się prawdy o moich rodzicach.
- Nie ufaj mu, skąd możesz wiedzieć że nie oszukał cię. - Postanowiłam nie udzielać się i wyjść z imprezy towarzyskiej. W drodze do domu zadzwoniła moja ciotka mówiąc, że chce się spotkać. Bang zgodził się mnie tam zawieźć.  Przez cała drogę żadne z nas nie podjęło się rozmowy. Nie wypytywał również o to co zobaczyłam za szybą. Kiedy dojechaliśmy do mojego biura, samochód ciotki już tam stał. 
- Dziękuję że mnie odwiozłeś 
- Jeśli coś było by nie tak od razu dzwoń.
- Dobrze, od kiedy tak się o mnie troszczysz.
- Pewnie od momentu kiedy się w tobie zakochałem - Złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Wyszłam z samochodu i poszłam do biura, gdzie czekała na mnie moja ciocia. 
- Hana wszystko w porządku ? 
- Tak.
- Słyszałam o śmierci zastępcy szefa z fabryki "Epsilon" 
- Tak zabiła go zamaskowana postać ta sama, która zabiła rodziców. 
- Oh kochanie spokojnie kiedyś ich złapiesz - Ciotka przytuliła mnie, jednak zobaczyłam coś podejrzanego w jej kieszeni, wyciągając dłoń zobaczyłam moduł, który otrzymała od farmaceuty. 
- To ten sam moduł co... Co to ma znaczyć.
- Cholera wydało się. Bierzcie ją - Poczułam pod nosem śmierdzące coś po którym straciłam przytomność. Kiedy się ocknęłam zobaczyłam moją jedyną rodzinę z rosłym mężczyzną u boku. 
- Co to ma znaczyć? - Spytałam, chciałam wstać jednak środek, który mi podali był bardo silny i zakręciło mi się w głowie.
- Co się stało źle się czujesz ? Haha - Zaczęła się śmiać. - Ale i tak twoja ciekawość musiała kiedyś zostać ukarana detektywie Kang. 
- Gdzie jesteśmy ? 
- W katedrze na piętrze. Jak myślisz co nas tu sprowadza ? Hm - Po mojej głowie zaczęły przeplatać się różne scenariusze. - Nim odpowiesz wyręczę cię chce zabić całą tą elitę tak jak twojego ojca. - Myślałam że się przesłyszałam - Tak kochanie dobrze słyszałaś to ja zabiłam twoich rodziców , lecz nie sama.
3/2/1 - Mruknęła i przez drzwi został wprowadzony JongUp, który natychmiast został przywiązany do krzesła.
- A oto i mój wspólnik- Nie mogłam uwierzyć jeszcze kilka godzin temu wyznawał mi miłość a teraz okazuje się że zabił moich rodziców.
- Nie wierze - Mruknęłam i zaczęłam płakać. 
- To uwierz moja droga. JongUp pomagał mi zamordować twoich rodziców by dokonać mojej zemsty.
- Co oni ci zrobili, to była twoja siostra!
- Która zabrała mi mężczyznę. Mojego męża!
Tak ja i twój ojciec  byliśmy razem a ja byłam w ciąży jednak kiedy doszło do wypadku straciłam je a tym samym zostałam odtrącona przez mężczyznę, którego kochałam. Powiedziałam że nigdy więcej nie będę poniżana! I wynalazłam to. - Kobieta otworzyła skrzynkę zobaczyłam Necrosis. - Ma to na celu zabić całą elitę tak samo zimną i nieokrzesaną jak twój ojciec. 
- Nie tak się umawialiśmy, miałaś zostawić Hanę w spokoju reszta ludzi mnie obchodzi. 
- Wybacz JongUp ale jeśli ona nie zginie nadal będę widziała jej ojca ! - Kobieta wzięła w dłoń narkotyk i włożyła mi go do ust. Poczułam metaliczny smak który rozszedł się po każdym zakamarku mojego ciała.
- Hana wypluj to świństwo! 
- Już za późno Necrosis rozprzestrzenia. Więc JongUp nadchodzi czas pożegnań - Moja ciotka podeszła do walizki wbiła kod, który zamknął pudełko i zaczęło odliczać minuty do wybuchu.
Kobieta wraz towarzyszem opuściła sale. Byłam otumaniona działaniem narkotyku mimo to musiałam uratować ludzi, którzy przebywali w kościele. Wstałam z krzesła i podeszła do walizki unosząc ją.
- Hana pomogę ci ale rozwiąż mnie.
- Zachowujmy się jak byśmy się w ogóle nie znali - Ruszyłam na dach, musiałam pozbyć się tego świństwa. Nagle poczułam lepką ciecz, którą spływała mi z nosa lecz teraz nie mogłam się poddać, brnęłam przed siebie mimo że miałam coraz mniej siły. Obok mnie stanął JongUp, który chciał mi pomóc jednak wymierzyłam w niego bronią.
- Pomogę ci 
- Nie chce sama dam sobie radę
- Musisz wziąć antygen, miałaś pomścić śmierć rodziców - Odparł prawie krzycząc.
- Będą mówili mi wybaczyć - Kiedy byłam już u szczytów schodów krwawienie pojawiło się również z uszu. 
- Hana do choler musisz ro wziąć
- Skąd to masz.
- Lekarz wydziału odkrył co kombinuje reszta, przyszedł do mnie chwilę przed moim porwaniem.
- Odwal się - Burknęłam, a kiedy byłam już na dachu zegar wyświetlił minutę. Szybko wbiłam kod urodzin ciotki, jednak wyskoczył błąd, wbiłam kilka innych dat ale nic z tego. Postanowiłam spróbować i wpisać datę śmierci ojca. Zobaczyłam zielone światełko co oznaczało ze walizka została otworzona a kod był poprawny. Zobaczyłam około stu kapsułek Necrosis i detonator. Wyjęłam małe urządzenie i wyrzuciłam, po chwili wybuchło. Spojrzałam na walizkę ale nic się nie wydarzyło. Położyłam się na zimnej ziemi i spojrzałam w niebo, nagle obok mnie pojawił się JongUp. 
- Bierz to szybko
- Nie marnuj ich musisz mieć dowody
- Mam w dupie dowody wole stracić dowód niż ciebie! - Krzyknął, jednak jego głos docierał do mnie jak przez mgłę. Mimo to nadal patrzyłam na JongUp'a. Potem zobaczyłam ciemność. Czy żałuje ? Nie. Żadnej z moich decyzji.