czwartek, 26 stycznia 2017

Zdążyć przed Końcem ~ G-Dragon


Adrenalina
, która towarzyszyła mi od najmłodszych lat. Była jak życię, powietrze, którego tak bardzo potrzebowałam. Jestem Kang GaMin i mam 8 lat. Jestem córką najlepszego rajdowca Kang Yu. Moja mama i ja wspieramy go tak bardzo jak tylko możemy. Jednak moja babcia nie nawidzi go za to ze jest rajdowcem. Lecz mimo iż powinnam kibicować mojemu ojcu, wolę 20 letniego rajdowca Kwang JiYounga jest najmłodszy i najlepszy. Wielu ludzi czuło w nim zagrożenie. Ten dzień jest dniem szczególnym, ponieważ to właśnis dziś ojciec będzie brał udział w swoim setnym wyścigu. Siedziałam na trybunach i czekałam. Nagle zobaczyłam tatę, machał do mnie i coś krzyczał.
- GaMin chodź do mnie ! - Zerwałam się z miejsca i pobiegłam przez czarny korytarz, którym wchodził ojciec. Kiedy byłam w połowie drogi zobaczyłam Kwon JiYounga siedzącego na ziemi.
- Coś się stało ? - Spytałam, ponieważ zmartwiłam się tym iż siedzi tu zamiast przygotowywać się do wyścigu. Który ma się zacząć za godzinę.
- Nic złotko - Kiedy to powiedział spojrzał na mnie a ja zobaczyłam rozciętą brew i wargę z której sączyła się krew. Wyciągnęłam białą chusteczkę i przyłożyłam do ust chłopaka
- Nie kłam nie wychodzi ci to najlepiej - Mruknęłam, na co chłopk tylko się zaśmiał i pogłaskał po głowie.
- Jak ci na imię ? - Spytał
- Kang GaMin i mam 8 lat.
- Piękne imię - Mruknął
- No to powiesz w końcu co ci się stało ?
- Jak na ośmiolatkę jesteś bardzo ciekawska. Ale jeśli chcesz wiedzieć, to naraziłem się komuś a ten człowiek rozprawia się z takimi opryszkami jak ja właśnie w ten sposób.
- Czyli cię zlali - Burknęłam, chłopak zdziwił się kiedy usłyszał takie słownictwo od ośmiolatki.
- Tak zlali mnie. A ty GaMin co tu robisz ?
- Właśnie biegłam do taty
- Też jezdzi w wyścigach?
- Tak Kang Yu - Chłopak zrobił duże oczy, śmiesznie to wyglądało
- Ah więc jesteś córką mojego największego wroga - Zasmuciłam się ponieważ myślałam że wszyscy na torze się lubią.
- Przepraszam. Ale mimo to i tak jesteś moim numerem jeden
- Na prawdę?
- Tak. Chyba już muszę iść. Proszę - Położyłam na jego dłoni pozłacany kwawłek małego puzelka-zawieszki - To są magnesy. Od teraz jesteś moim przyjacielem więc sory ale nie masz wyboru. - Chłopak wstał i cmoknął mnie w czoło.
- Zgoda moje złotko a teraz leć do taty - Od tego czasu często spotykałam się z GD regularnie oczywiście przed wyścigiem. Ponieważ moi rodzice są pesymistycznie nastawieni do chłopaka.
Jednak z czasem wszystko się skończyło. Kwon JiYoung zapomniał.
Postanowiłam skupić się tylko na nauce.
Minęło 10 lat i jesten w ostatniej klasie liceum. Ostatni rok, który decyduje o mojej przyszłości ale mam wsparcie w moim przyjacielu. Bobbyego poznałam kiedy miałam 13 lat i od tam tego czasu jesteśmy nierozłączni. Tego dnia, kiedy tylko moja mama podjechała pod szkołę Bobby stał  już przy drzwiach.
- Moja GaMinie przyjechała - Spojrzałam na chłopaka i zobaczyłam rozciętą wargę.
- Co żeś znów odwalił! - Chłopak nachylił głowę - Kim Jiwon !
- Zlali mnie...
- Ah zlali cię czyli ? - Spytałam chodź wiedziałam że kłamie.
- No to ja zacząłem
- A no właśnie - Mruknęłam zakładając plecak na ramię i poszłam do szkoły.
Chłopak pobiegł za mną aż do klasy tłumacząc mi się że nie miał wyboru.
- GaMin no przepraszam
- Przeproś swoja twarz bo nie ja wygladam jak obite jabłko. - Bobby był 3 lata starszy a mimo to chodził ze mna do klasy. Kiedyś był huliganem, teraz zboczył ze ścieżki zła.
- Co robimy po szkole ? - Spytał chłopak
- Jutro mamy sprawdzian pewnie spędzimy wieczór przy książkach.
- Minie jesteś nudna.
- W taki razie spędzaj czas z ciekawszymi osobami. - Burknęłam, jego zachowanie czasami przypominało dzieciaka.
Nagle chłopak zaczął bawić się bransoletką gdzie wisiał kawałek puzla, któremu brakowało jednej części.
- Byłaś taka od kiedy cię poznałem
- Czyli jaka ? Co ty mi instynuujesz - Warknęłam
- No właśnie taka, wredna, i zimna to przez tego rajdowca?
- Możesz już nie wspominać o nim prosze. Zamierzam zostawić przeszłość za sobą i tyle.
- To gdzisiaj idziemy ?- Spytał ponownie Bobby
- Kino może być - Podczas zajęć chłopak nie odstępował mnie na krok. Ponieważ jak to on stwierdził chce zastąpić mi rajdowca, w którym się bezcelowo zakochałam. Kiedy lekcje dobiegły końca wyszliśmy ze szkoły i poszliśmy w kierunku kina. Siadając na sali kinowej Bobby pobiegł po popcorn i cole, ja zostałam sama i czekałam na powrót chłopaka. Nagle poczułam jak coś dotyka mojej dłoni. Spojrzałam i zobaczyłam drugą część puzla, podnosząc głowę zobaczyłam go zmienił się i to bardzo. Jego niegdyś blond włosy były teraz czarne, a oczy zawsze szczęśliwe stały się przytłoczone biegnącym czasem. Na jego ciele pojawiły się liczne tatuaże. To on Kwon JiYoung.
- Skąd to masz ?! - Spytał krzycząc łapiac mnie za nadgarstek .
- To moje - Mruknęłam przerażona, ponieważ chłopak, którego znałam zmienił się o 180°
Nastała cisza chłopak przyglądał mi się swoimi czarnymi oczami.
- GaMin? - Mruknął, zerwałam się z miejsca i wybiegłam z sali jednak słyszałam za mną jego krzyk. Na korytarzu zobaczyłam Jiwona.
- Bobby! On tam jest.
- Kto GaMin uspokój się kto jest? gdzie ? 
- Kwon JiYoung był w sali - Spojrzałam w stronę drzwi jednak nikt nie wychodził.
- Złotko spokojnie - Jiwon przytulił mnie, cała drżałam. - GaMin! Tam nikogo, nie ma proszę uspokój się.
- Bobby zostaniesz dzisiaj u mnie.
- Czemu ? 
- Jesteś moim przyjacielem nasz mnie wspierać - Warknęłam na co chłopak tylko się zaśmiał. Postanowiliśmy wrócić do domu i tam obejrzeć film. Jednak nawet w nocy myślałam o chłopaku jego oczach, które przeszywały mnie na wylot. Budząc się w środku nocy byłam zlana potem. Wstałam i podeszłam do okna otwierajac je. Spojrzałam na bransoletkę chciałam ją zdjąć jednak coś mi podpowiadało by jednak została. Tak zleciał mi cały weekend. W poniedziałek rano po szkole poszłam do pracy gdzie robiłam jako kelnerka, codziennie mieliśmy dużo klientów najgorsze było to że naszym ubraniem firmowym były stroje pokojówek. 
- GaMin masz klienta - Odparła moja szefowa
- Już idę - Odparłam i poszłam na salę i zaczęłam szukać stolika cztery myślałam, że zastanę tam Bobbyego jednak moim oczom ukazał się Kwon JiYoung. 
- GD ?
- GaMin możemy porozmawiać ? - Chłopak wyglądał teraz o wiele spokojniej niż w kinie. 
Był ubrany w czane rurki i czarny golf, który miał zaciągnięty na usta, na krześle wisiał beżowy płaszcz. 
- Nie wiem o czym, nie chce wracać do czegoś co wydarzyło się 10 lat temu. 
- Przez te 10 lat nie zapomniałem o tobie. Przychodziłem  dzień w dzień w to samo miejsce, jednak już nie przyszłaś. 
- JiYoung dla mnie nie ma różnicy prosze cię o opuszczenie kawiarnii. 
- Ale GaMin...
- Prosze bo potem będzie jeszcze trudniej.
Chłopak złapał płaszcz i wyszedł, było mi ciężko widząc go takiego smutnego. Ale tak będzie lepiej. Po całym męczącym dniu pracy. Postanowiłam wrócić do domu, zmieniłam przebranie pokojówki na normalne rzeczy, kiedy wychodziłam z kawiarnii czułam się obserwowana. Starałam się dodzwonić do Jiwona jednak nie odbierał, kiedy byłam obok parku miałam zaledwie 10 do domu i wtedy usłyszałam krzyki kierowane w moją stronę.
- Hej widziałem cię w kawiarnia. Czy dla mnie też przebieżesz się w strój - Odwracając się zobaczyłam chłopaka naszego stałego klienta. Nigdy nikomu nic nie robił, był miły i kulturalnym mężczyzną. - Pomóc ci ? - Nagle poczułam na ramieniu dłoń.
- Czy moja dziewczyna przeszkadza ci w czymś - Facet zorientował się że z JiYoung'iem nie ma co zadzierać więc pomamrotał coś pid nosem i krzyknął.
- Nigdy nie widziałem cię w okolicy mojego złotka - Facet zaczął prowokować chłopaka.
Wtem Kwon spojrzał na mnie pocałował. 
- Uciekaj - Wyszeptał - Nie jest sam. 
- Co ? A co z tobą ? 
- Złotko spokojnie dam sobie radę - Pogłaskał mnie po głowie i poszedł w kierunku faceta, który coś mówił do Kwona i wtedy JiYoung zamachnął się i uderzył chłopaka. Zaczęłam uciekać a gdy byłam już w domu nie mogłam usiedzieć na dupie. Ponieważ bałam się co z chłopakiem nie żeby mi zależało. Rodziców nie było w domu, na stole leżała kartka informacyjna ze wyjechali odpocząć. Minęła 23 a ja nadal bałam się o JiYounga. Postanowiłam wrócić w miejsce gdzie się rozdzieliśmy. Zabrałam kurtkę i już chciałam wyjść kiedy zobaczyłam chłopaka. Jego twarz była cała poobijana, warga była rozcięta, na polizku i przy oku zaczął twarzyć się dość spory siniak. Moje oczy zaszkliły się od nadmiaru emocji.
- Wszystko w porządku ? - Spytał chłopak, chociaż widziałam że kiedy wchodził kulał.
- Dlaczego to robisz! Chcesz zebym czuła się winna!
- GaMin uspokój się! - Chłopak złapał mnie za ramiona.
- Ani! Nigdy więcej tak nie rób! - I wtedy poczułam piekący policzek.
- Musiałem inaczej byś się nie uspokoiła.
- Wejdź ogarnę ci twarz - Burknęłam 
Poszłam do kuchni a chłopak podążył za mną krok w krok. Kiedy się odwróciłam stał tuż przede mną.
- Usiądź - Mruknęłam jednak chłopak zrobił coś całjowicie innego. Podniósł mnie jak szmacianą lalkę i posadził na blacie kuchennym. - Nie musiałeś tego robić.
Jednak ten nic nie powiedział tylko przyglądał się mi. Namoczyłam wacik i przyłożyłam do warki, chłopak syknął mrużąc oczy.
- Przepraszam - Mruknęłam 
- Co robiłaś przez 10 lat ? - Spytał
- Skupiłam się na nauce ale nie powinno cię to obchodzić - Warknęłam 
- Złotko ile razy mam cię przepraszć hmm? 
- Nie mów tak do mnie - Zabierając się za jego brew chłopak próbował się odsunąć jednak byłam szybsza i przemyłam miejsce. - Koniec
- Jeszcze chwile - Spojrzałam na niego, chciałam zejść ale JiYoung mi nie pozwolił
- Wyjdź
- Nadal kochasz mnie jak swojego ulubieńca ?
- Wyjdź!
- Czy bardziej jak kogoś z kim możesz spędzić reszte życia ?
- Wynocha!! - Wydarłam się. Kwon zaśmiał się i wyszedł zostawiajac mnie zdenerwowaną. Posprzątałam waciki i wodę utlenioną i poszłam się położyć. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Przez reszte weekendu nie robiłam nic specialnego, rozmawiałam z Bobbym dzwonili rodzice. A JiYoung już nie pojawił się w moim domu. W niedziele nie miałam nic innego do roboty niż oglądanie telewizji, nagle zobaczyłam wiadomości o nadchodzącym wyścigu JiYounga. Miałam achotę znów zobaczyć tor i poczuć adrenalinę. Bez chwili zamysłu poszłam przebrać się w wygodniejsze rzeczy, kiedy zeszłam na dół przeczesałam moje krótko ścięte włosy i wyszłam zamykając drzwi na klucz. Kiedy byłam na miejscu poczułam się tak samo jak 10 lat temu, zajęłam wolne miejsce i przyglądałam się. Dołączyło wielu nowych rajdowców, ale oni byli tu tylko dla sławy, nie dla pasji którą widziałamm w oczach Kwon JiYounga. Czekając na wyjście chłopaka usłyszałam jak dwóch mężczyzn mówiło o GD
- Ja nie rozumiem dlaczego Kwon nadal walczy
-  Przecież to nieudacznik od 10 lat nie wygrał żadnego wyścigu.
- Ciekawe co się stało - I wtedy zrozumiałam, to wszystko przeze mnie, muszę mu pomóc,
Tylko jak! Spojrzałam na dzieciaki z benbenkiem. 
- Hej mogę to porzyczyć ? - Dzieciaki spojrzały na mnie a jeden z chłopców spytał.
- Ile za to dostanę ?
- 30 - Mruknęłam
- Zgoda - Podałam dzieciakom banknot i zabrałam benbenek. Uderzajac w niego wytwarzał się rytm, dołączyłam słowa, które miały motywować Kwona. Kiedy chłopak wyszedł i zobaczył mnie na trubunach najpierw był zdziwiony a potem szeroko się uśmiechnął.
- Co pani robi i tak sję mu nie uda - Mruknął jeden z mężczyzn.
- Panie niech pan się przymknie i nie przeszkadza. - Wstałam i wydarłam się - Kwon na co się lampisz! Wsiadaj do samochodu i wygraj mecz bo jak nie to cię rodzona matka nie pozna! - Usiadłam i wybiłam rytm po czym kilka osób z trybun krzyknęło "Kwon JiYoung"
Kiedy mecz się rozpoczął nie przestawałam grać z czasem zaczęłam czerpać z tego całkiem dobrą zabawę. Kiedy mecz już się kończył a JiYoung był na pierwszym miejscu zerwałam się i pobiegłam czarnym korytarzrm tym samym co 10 lat temu. Kiedy krzyk ludzi oznaczał koniec od razu odnalazłam czarny samochód Kwona. Chłopak stał i chyba czekał na mnie. 
- Gratuluję - Mruknęłam 
- Wszystko dzięki tobie. Jeszcze nigdy nie miałem tak wielkiego wsparcia.
- Od 10 lat.
- Racja to twoja wina - Chłopak powiedział to z poważną miną - Od kiedy przestałem się z tobą widywać złotko nie miałem powodu by wygrywać. 
- Pieprzysz, ja już muszę uciekać.
- Powiedz szczerze chciałaś mnie zobaczyć. Inaczej nie przyszła byś do mnie na tor.
- Wcale nie - Poczułam że robię się czerwona 
Chciałam odejść ale Kwon złapał mnie za nadgarstek.
- Zobaczymy się jeszcze ? 
- Raczej wątpię 
- I tak wiem gdzie mieszkasz - Prychnęłam śmiechem i ideszłam. Po powrocie do domu zastalam w nim Bobbyego.
- GaMin gdzie byłaś ?! Dziewczyno nie dzwoniłaś? nie odpisywałaś ? 
- Przepraszam, poszłam na rajd GD.
- Dlaczego ?! Przecież powiedziałaś że o nim zapomnisz teraz jesteś moją przyjaciółką! 
- Uspokój się.
- Daj mi dowód żebym był spokojny iż jesteś tylko moją - Podeszłam do chłopaka i przytuliłam, jednak on złapał mnie za podbrudek i zmusił do pocałunku. - GaMin zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak - Nie miałam nic przeciw temu, tak będzie lepiej przynajmniej dla GD. 
- Obiecaj mi że nie będziesz się z nim spotykać. -  Starałam się unikać Kwona. Po dwóch tygodniach mój związek z Jiwonem toczył się, jednak co raz częściej pojawiał się JiYoung zdobył mój numer telefony znał adres domu. Dzisiejszego dnia Bobby musiał wyjechać ze znajomym do sąsiedniego miasta, więc miałam dwa dni wolnego. Około godziny szesnastej do mojego domu wszedł Kwon.
- Hej masz dzisiaj czas ?
- T...Tak coś się stało ? - JiYoung nie wiedział o moim związku z Bobbym. 
- Chodźmy do wesołego miasteczka 
- Serio ?! - Uśmiech chłopaka mówił wszystko. Postanowiłam się zgodzić, docierając na miejsce JiYoung zabrał mnie na wszystkie możliwe karuzele. Świetnie się z nim bawiłam, jendnak ból sprawiała mi wiadomość że nie wie o tym iż nie możemy być razem. 
Wieczorem odprowadził mnie do domu.
- GaMin a teraz możemy porozmawiać o nas.
- JiYoung przepraszam ale to nie możliwe. Jestem w związku z Bobbym.
- Co ? Dlaczego?!  Chodzi ci o wiek?
- Wiek nie ma tu nic wspólnego poprostu od dwóch tygoni spotykamy się.
- dwa tygodnie!! GaMin mogłaś powiedzieć mi wcześniej a jak idiota starałem się o twoją uwagę.
- Przepraszam GD 
- Daruj sobie - Warknął i wyszedł trzaskając drzwiami. Zaczęłam płakać bo czułam ze kochałam JiYounga a nie Bobbyego. 
Przez kilka dni myślałam co zrobić. Bobby okazywał mnie dużo swojej miłośći ale to nie było to samo co w obecności  Kwona.
Pewnego deszczowego wieczoru siedziałam z Bobbym oglądajaąc film. Nagle mój telefon zaczął wibrować. 
- Halo ?
- Czy rozmawiam z GaMin ? - Spytał obcy głos 
- Tak - Mruknęłam
- Jestem T.O.P przyjaciel GD. Możesz przyjechać do baru po Kwona? Zalał się chłopak a nie mam go jak odprowadzić.
- Dlaczego dzwonisz?
- Blublał twoje imię więc poszukałem cię u niego w telefonie i tyle.
- Mnie już z nim nic nie łączy.
- Łączy więcej niż ci się wydaje. Jeśli coś się mu stanie będzie to twoja wina. Przyjedź do baru "KIRI" - Kiedy się rozłączyłam wstałam i poszłam po płaszcz. 
- Kochanie kto to ? 
- Musze iść do JiYounga...
- Obiecałaś mi coś - Odparł wstając z kanapy 
- Wybacz Bobby ale nie kocham cię, byłeś wpaniałym przyjacielem ale to nie ty byłeś mi przeznaczony. - Wyszłam i przywołałam taxi ruchem ręki.
- Gdzie jedziemy ?
- Bar "Kiri" tylko szybko - Odparłam, po mniej niż 15 minutach byliśmy na miejscu. Poszłam do barmana.
- Przepraszam szukam pracownika tego baru T.O.P - Chłopak w różowych włosach spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Jak mnie mam GaMin. Chodź oddam ci GD 
- Jak to oddasz.
- Jest tak zalany że śpi. - Zaśmiał się T.O.P
Poszłam za chłopakiem do osobnego pomieszczenia. Kied weszłam do pokoju. JiYoung leżał na łóżku, podeszłam do niego i przegarnęłam jego czarne włosy, na twarzy pojawił się kilku dniowy zarost. 
- JiYoung wracamy do domu 
- Ani!
- Wracamy do cholery! - Wydarłam się i podniosłam chłopaka z kanapy. Kiedy wyprowadziłam go na powietrze troche się obudził. 
- GMin?
- Tak - Mruknęłam 
- Nie musiałaś przyjeżdżać, zostawiłaś swojego chłoptasia ? - Odsunął się ode mnie i starał się iść własnymi siłami. 
- Pomogę ci 
- Nie chce twojej pomocy! - Krzyknął i wyrwał rękę. - Złotko nie raz byłem w takim stanie.
- Zerwałam z nim - Mruknęłam - Tylko dlatego żeby przyjechać po ciebie więc jeśli chodź troche zależy ci na mnie poprostu pozwól sobie pomóc ! - Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, ale nie odezwał się kiedy doszliśmy do jego mieszkania chłopak był lekko wstawiony
- Odstawiłam cię więc teraz cześć 
- Zostań - Chłopak złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie namiętnie mnie całując.
Kiedy skończył spojrzał mi w oczy - Prosze.
- Nie, muszę wracać nie powiedziałam nic rodzicą - Chłopak zaczął na mnie napierać swoim ciałem aż w końcu dotknęłam zimnej ściany. JiYoung zjechał z lini szczęki na obojczyki, by potem zdjąc ze mnie płaszcz.
- Kocham Cię - Mruknął a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć, chłopak złapał mnie za dłoń i zaprowadził do sypialni,  by potem znów zacząć swoje igraszki.
- Miałeś być moim wrogiem numer jeden. Dlaczego nie potrafię cie nie nawidzieć.
- Nie chcę żebyś mnie nie nawidziła. Nie chce być twoim wrogiem. Mogę być twoim kochankiem mężczyzną, który się tobą zaaopiekuje i otrze łzy. - Spojrzałam na chłopaka, który uśmiechał się ciepło, zbliżyłam się do niego i musnęłam jego usta. Chłopak podniósł mnie do góry a ja oplotłam nogi w okół jego pasa, kiedy dotarliśmy do łóżka delikatnie położył  na czarnej pościeli. Rozpiął moją bluzkę i zaczął składać delikatne pocałunki. Tera ja musiałam zrobić krok do przodu złapałam za jego bluzkę ukazując liczne tatuaże. Chłopak rozpiał guzik moich spodni i jednym szybkim ruchem zsunął je, by potem powrócić do namiętnych pocałunków.
Nasze języki toczyły zawziętą walkę o dominację. Potem oboje straciliśmy nad sobą kontrolę, obudziłam się dopiero rano obracając się zobaczyłam śpiącegi JiYounga. Delikatnie dotknęłam jego policzka. 
- GaMin kocham Cię - Złapał za nadgarstek i przyłożył dłoń do ust. Potem przyciągnął mnie do siebie i przytulił - Ochronię cię przed wszystkim. - I tak też było, GD poszedł porozmawiać z moimi rodzicami na pocxątku tata był pesymistycznie nastawiony jednak dzięki pomocy mamu zaczął go tolerować. Zamieszkałam z nim i już nie chciałam zostawiać, przez nadmiar łóżkowych igraszek oczekujemy przyjścia na świat naszej córeczki.
JiYoung codziennie powtarza mi te same słowa 
"Dziękuję że się pojawiłaś" 
Jednak mimo tego że zyskałam miłoś straciłam przyjaciela ale tak będzie lepiej. Chyba....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz