- Halo jest tu kto ? - Spytałam - Halo!
- Nie krzycz słyszę cię - Spojrzałam i zobaczyłam człowieka siedzącego na tronie, w białej szacie. - A więc nareszcie się spotykamy JiNa umarłaś zdajesz sobie z tego sprawę
- Tak niestety.
- Przykro mi ale taka jest kolej rzeczy .
- Rozumiem - Odparłam.
- A wie patrząc na twój życiorys miałaś trochę grzechów niektóre mniejsze inne większe. Musisz odpokutować w czyśćcu.
- A nie ma innego sposobu.
- Panie mogę coś zaproponować ? - Znikąd pojawił się starszy człowiek.
- Słucham cię - Odparł bóg.
- Niech przekona mojego wnuka do powrotu.
- Hmm nie wiem czy jej się to uda, wiesz ze jest uparty.
- Podejmę się tego - Odparłam i uśmiechnęłam się do Boga.
- Dobrze.
- Więc co mam zrobić.
- Musisz sprowadzić z Chin wnuka tego człowieka. Nazywa się Luhan i nawet po śmierci dziadka nie pojawił się w domu rodzinnym. Przekonać go do tego by zatęsknił.
Bóg dotknął mojej głowy i pokazał historię chłopaka.
- Masz na to 29 dni - Odparł.
- Dużo czas dam rade spokojnie. Ale chwila gdzie ja go znajdę.
- Teraz znajduje się w Chinach a dokładnie w Pekinie powodzenia a i jeszcze jedno przeniesiesz się tam jako duch i tylko on będzie cie widział.
- Czyli będę duchem - Odparłam zawiedziona
- Tak
- Oke więc zaczynamy.
- Zamknij oczy - Posłuchałam Boga, a już po chwili byłam w obcym miejscu, pośród ludzi którzy mnie nie widzieli.
- No po prostu kurna świetnie - Burknęłam, jednak w głowie miałam obraz chłopaka więc zaczęłam go szukać. Pierwsza myśl to hotel. Tam za pewne zatrzymują się takie gwiazdy.
W głowie zaświtała mi pewna myśl pstryknęłam palcami. Jednak nie przeniosła się w inne miejsce - Cholera w filmie to działało, no nic trzeba iść piechotą.
Kręciłam się po mieście przez dobra godzinę aż trafiłam na dziewczynę która powiedziała
"Luhan" podeszłam do niej i spojrzałam co trzyma w dłoni. Była to kwadratowa płytka a na niej chłopak z mojej głowy.
- Znalazłam! Przepraszam gdzie mogę go znaleźć - Patrzyłam na dziewczynę ale nagle przypomniałam sobie że ona mnie nie widzi. Głęboko westchnęłam i weszłam do hotelu pod którym stały dziewczyny. Przechadzałam się po holu w poszukiwaniu chłopaka, podeszłam do recepcjonisty i spojrzałam w książkę adresową. I nagle zauważyłam.
"Pan Luhan pokój 213"
- Ekstra dziękuje to idę - Odparłam i weszłam do windy. Stałam w samym końcu kwadratowego pudła. Dziwnie się czułam z tym że nikt mnie nie widzi. Wysiadłam z windy dokładnie na 32 piętrze. Zaczęłam się rozglądać i poszukiwać danego pokoju.
- 208,209,210,211,212 - Mruczałam pod nosem - 213 - Zobaczyłam dwóch rosłych mężczyzn ubranych w czarne garnitury - A wy mnie nie widzicie - Mruknęłam i zaśmiałam się pod nosem. Ruszyłam przed siebie i przeszłam przez zamknięte drzwi - Ale czad, podoba mi się bycie duchem.
- Co tu robisz ?! - Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka na oko 25 cm wyższego ode mnie. Miał blond włosy i ciemne tęczówki. - Ochrona ! - Do pokoju wbiegły małpiszony które stały przed drzwiami.
- Co się stało
- Zabierzcie tę dziewczynę jak mogliście ją tu wpuścić !
- Ale o czym pan mówi, przecież tam nikogo nie ma - Odparł jeden z nich
- Pewnie ćwiczy pan nową rolę nie przeszkadzamy - Odparł z uśmiechem drugi i obaj wyszli.
W pokoju nastała grobowa cisza, usiadłam na łóżku i patrzyłam na chłopaka.
- Kim ty do cholery jesteś?! Czym!
- Duchem - Odparłam uśmiechając się - Przysłał mnie tu Bóg trochę nagrzeszyłeś mam ci pomóc wrócić na dobrą drogę inaczej pójdziesz do piekła tak jak ja. - Chłopak złapał telefon i wybrał numer. Po chwili zaczął mówić
- 208,209,210,211,212 - Mruczałam pod nosem - 213 - Zobaczyłam dwóch rosłych mężczyzn ubranych w czarne garnitury - A wy mnie nie widzicie - Mruknęłam i zaśmiałam się pod nosem. Ruszyłam przed siebie i przeszłam przez zamknięte drzwi - Ale czad, podoba mi się bycie duchem.
- Co tu robisz ?! - Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka na oko 25 cm wyższego ode mnie. Miał blond włosy i ciemne tęczówki. - Ochrona ! - Do pokoju wbiegły małpiszony które stały przed drzwiami.
- Co się stało
- Zabierzcie tę dziewczynę jak mogliście ją tu wpuścić !
- Ale o czym pan mówi, przecież tam nikogo nie ma - Odparł jeden z nich
- Pewnie ćwiczy pan nową rolę nie przeszkadzamy - Odparł z uśmiechem drugi i obaj wyszli.
W pokoju nastała grobowa cisza, usiadłam na łóżku i patrzyłam na chłopaka.
- Kim ty do cholery jesteś?! Czym!
- Duchem - Odparłam uśmiechając się - Przysłał mnie tu Bóg trochę nagrzeszyłeś mam ci pomóc wrócić na dobrą drogę inaczej pójdziesz do piekła tak jak ja. - Chłopak złapał telefon i wybrał numer. Po chwili zaczął mówić
- Dzień dobry proszę umówić mnie na wizytę do doktor Kim tak tutaj Luhan. Dzisiaj na 16 ? Dobrze dziękuje.
- Z kim rozmawiałeś ?
- Z moim lekarzem. Chwila! Ty nie istniejesz. -
Nagle chłopa klasnął w dłonie. - Już wieem to jakieś Reality Show. Dobre, gratuluje - Chłopak podszedł i złapał mnie za rękę. Ja i on bardzo się zdziwiliśmy
- Ty możesz mnie dotknąć?!
- Tak co oznacza ze jesteś człowiekiem
- Jeśli jestem człowiekiem to skąd wiem ze teraz jeden z twoich goryli ogląda filmik porno
Luhan podszedł do drzwi i zobaczył swojego goryla, kiedy znów wszedł do pokoju odparł
- Ty na prawdę jesteś duchem - Chłopak jako by trochę pobladł
- No przecież mowie - Warknęłam
- Cholera! - Chłopak opadł na fotel i schował twarz w dłoniach. - Ale nie będziesz mnie nawiedzać ? I czy tylko ja mogę cię dotykać?
- Zależy jak bardzo będziesz mnie denerwować i tak ty mnie możesz dotknąć.
- Będę starał się jak najmniej - Odparł - Ale do psychologa i tak pójdę
- Tak z chęcią na to popatrzę - Odparłam.
Kiedy Luhan kręcił się po domu ja siedziałam na łóżku i przyglądałam się chłopakowi.
- Nie patrz tak na mnie - Warknął
- To co mam robić ? - Spytałam
- Poczytaj książkę masz tam całą biblioteczkę
- Kiedy żyłam nie lubiłam czytać... Chyba
- Pamiętasz cokolwiek z twojego życia - pokręciłam głową.
- Ani ale przed przybyciem do ciebie poznałam twojego dziadka, zlecił mi zadanie związane z tobą - Odparłam i Spojrzałam na chłopaka który przeglądał papiery popijając kawę.
- Zapomnij nie pojadę do domu dziadka.
- Ale to dla niego ważne.
- Nie i przestań się wtrącać w moje życie.! Proszę - Wredny cham i prostak.
- Muszę jeśli nie będę się wtrącać ty skończysz w piekle a ja przez ciebie też. - Warknęłam.
- Co za dziewucha nie wyżyta - Chłopak spojrzał na zegarek i zabrał swoją kurtkę.
- Mogę jechać z tobą?
- Nie ty zostajesz
- Luhan tu jest cholernie nudno. - Odparłam
- Nie zostań! - Warknął i zamknął drzwi.
- Co za cham mówi do mnie jak do psa - Podeszłam do okna i zeskoczyłam lądując w czerwonym Ferrari Luhana. Kiedy on wsiadł i mnie zobaczył oparł głowę o kierownice
- Musiałaś ?!
- Tak jedź już po się spóźnisz - Odparłam i uśmiechnęłam się do niego. Kiedy ruszyliśmy otworzyłam okno, jak na ducha czułam wiele wiatr we włosach, promienie słoneczne.
- Co tak się cieszysz - Spytał nagle chłopak
- To przyjemne uczucie
- Nie zachwycają się tak - Chłopak przyśpieszył. Po chwili byliśmy u doktor Kim
Weszłam z Luhanem do gabinetu i usiadłam na parapecie, chłopak położył się na kozetce i co chwile spoglądał na mnie.
- Pani Kim ostatnio mam zwidy widzę dziewczynę.
- Jak ona wygląda
- Aktualnie siedzi na parapecie. Ma krótkie poszarpane białe włosy szmaragdowe oczy, nie jest Azjatką, ma bardzo bladą twarz.
- Możesz przestać mnie opisywać tej kobiecie!
- Ubrana jest w czarne jeansy biała bokserkę i czerwono czarną koszulę w kratkę obwiązaną wokół pasa....
- Przestań - Nie chcący zwaliłam doniczkę z parapetu a kobieta odwróciła się ze strachem w oczach.- Przegiąłeś! - Krzyknęłam stojąc obok chłopaka.
- Co denerwujesz się z tego powodu ?
- Tak! Zacząłeś nie z tym duchem co trzeba.
Postanowiłam wrócić do domu i tam narozrabiać. Poczułam się skrzywdzona tym że mówił komuś o mnie. Kiedy byłam już w hotelu usiadłam na łóżku i zaczęłam grzebać w jego rzeczach. Wiem że to nie grzcznie ale przegiął.
Kiedy już się uspokoiłam usiadłam na parapecie i patrzyłam w niebo.
- Może byś mi pomógł.
- Przecież dziadek Luhana mówił ci że nie będzie łatwo. A ciebie zdenerwowało to że opisał cię psychiatrze.
- Tak, widzi mnie tylko on i...
- Zabolało cie to ?
- Tak - Mruknęłam
- Powiedz mu o tym i bierz się za misje. Zostało ci 28 dni - Potem bóg zniknął. A chwile potem w drzwiach pojawił się Luhan.
- Pannie obrażalskiej przeszło? - Spytał, postanowiłam się nie odzywać i nadal siedzieć na parapecie. - Na prawdę jesteś zła ?
Chłopak głęboko westchnął i podszedł do mnie. - Przepraszam, nie powinienem mówić komuś o tym że ty tu jesteś
- Jedź do rodzinnego domu.
- Nie...
- Dlaczego? - Spytałam
- Nie chce wracać do przeszłości. - Odparł i odszedł
- Nie tylko ty. - Ale tego juz nie usłyszał, podszedł do lodówki i zaczął gotować
- Jesteś głodna.
- Mówią na ciebie jelonek a przypominasz łosia duchy nie jedzą.
- A no tak - Odparł i wrócił do poprzedniej czynności. - A w ogóle jak masz na imię
- JiNa...Chyba - Mruknęłam
- Mhm więc JiNa jutro jadę na spotkanie z fanami więc nie będzie mnie cały dzień
- Czyli znów mi powiesz siat nie rusz nie dotykaj. - Odparłam siadając na blacie kuchennym.
- Nie to nie tak - Mruknął nakładając sobie ciepłe jedzenie na talerz, nie wyglądało zbyt apetycznie. - Po prostu nie będę się mógł skupić.
- Będę siedzieć cichutko będę stała gdzieś za twoimi plecami.
- Zgoda ale nie będziesz nic do mnie mówiła
- Tak jest - Zasalutowałam a Luhan się uśmiechnął. - Idź lepiej spać, jutro musisz wcześnie wstać.
- Tak tylko pójdę wziąć prysznic.
Kiedy chłopak poszedł do łazienki, ja poczułam ulgę kiedy chłopak porozmawiał ze mną jak z człowiekiem żyjącym. Usiadłam na fotelu i chyba zasnęłam. We śnie byłam obserwatorem jakiegoś wydarzenia widziałam mężczyznę i małego chłopca byli szczęśliwi. Nagle przeniosłam się do innego miejsca zobaczyłam ciemne pomieszczenie i dużo ludzi stali przy grobie kobiety, zobaczyłam tego samego chłopczyka co przedtem.
- Co się stało? - Spytałam ale przypominało mi się ze jestem duchem. Zobaczyłam ze do smutnego chłopczyka podchodzi dziewczynka
- O cholera to ja - Zdziwiłam się - To ja a kim on jest - Spytałam.
- Ja nie wiem czy ty jesteś tak głupia - Spojrzałam w bok i zobaczyłam Boga.
- A co ty tu robisz ?!
- No muszę ci pomoc przecież ty nie idziesz naprzod. Masz racje to ty a to Luhan
- Luhan?
- Tak znaliście się. Tutaj zmarła jego matka jednak dowiedział się ze miała kochanka. Jego ojciec popełnił samobójstwo i został tylko z dziadkiem który oddał go jego ciotce na wychowanie. Przez niech Luhan tak nienawidzi swojej rodziny iż nie ma zamiaru nawet wracać do Korei.
- Straszne - Ale co ja tam robiłam
- Matka Luhana była przyjaciółką twoje matki.
Czułam smutek w sobie
- Dlaczego czuje smutek?
- Ponieważ tego samego dnia dowiedziałaś się że jesteś chora.
- Ah to pewnie dlatego - Mruknęłam
- Czas się budzić JiNa - Spojrzałam na boga i kiwnęłam głową. Obudziłam się. Nadal było ciemno, spojrzałam na łóżko i zobaczyłam Luhana. Podeszłam do niego i dotknęłam jego policzka, był taki ciepły.
- Przykro mi -Mruknęłam. Kiedy chłopak wstał śniadanie już było na stole. - Smacznego
- Zrobiłaś je dla mnie.
- Tak to cos w rodzaju obietnicy że nie będę psocić - Odparłam a ja uśmiechnęłam się. Kiedy chłopak zjadł śniadanie poszedł się ubierać. Nagle poczułam przeraźliwy ból w klatce piersiowej.
- JiNa wszystko dobrze - Zobaczyłam Luhana i postanowiłam się uśmiechnąć. Jednak powtarzało się to co raz częściej po 26 dniach bolało bez przerwy. A ja nie chciałam odejść chyba pokochałam Lucjana i za wszelką cenę chciałam zostać z Luhanem. Aktualnie grałam z Luhanem z 10 pytań. Byliśmy na 8.
- Jak zmarłaś?
- Byłam chora na białaczkę, jednak nie bolało moja kolej dlaczego nie chcesz wrócić do rodzinnego domu.
- Moja mama...
- Pytam się dlaczego nie chcesz wrócić
- Nie chce żeby wspomnienia powróciły.- Nastała cisza między nami, nagle poczułam ból w klatce, jak by rozgrywało mi płuca.
- Luhan zostało mi mało czasu to boli co raz mocniej proszę jedzmy do twojego rodzinnego domu.
- Co ci jest ?
- Czas mi się kończy, muszę się przyzwyczaić do tego spędzę resztę nędznego życia w piekle
- Co ?! Dlaczego ?
- Moją rolą było to byś pojechał do rodzinnego domu nie udało mi się więc muszę się z tym pogodzić.
- Poczekaj już jedziemy ? - Luhan zerwał się i złapał telefon słyszałam że zabukowało bilet zaczął się pakować, wrzucał do torby byle jakie rzeczy a potem podszedł do mnie. - Pojedziemy tam tylko żeby nic cię nie bolało dobra ?
- Nie zostańmy już nie zdążymy
- Damy radę - Dzięki pomocy Luhana szybko dotarliśmy do samolotu, tam zaczęliśmy rozmawiać.
- JiNa co się zmieniło że zaczęłaś się źle czuć ? -Spytał Luhan, widziałam w jego oczach że się martwi
- Pewnie za bardzo wczułam się w role ducha - Mruknęłam zmęczona
- To tak też można ? - Spytał zdziwiony chłopak, a ja tylko kiwnęłam głową - Prześpij się
Zamknęłam powoli oczy i zasnęłam. Nie chciałam go zostawiać, poczułam coś do niego lub zazdrościłam że żyje. Jedno z dwóch na pewno. Nie wiem ile spałam ale usłyszałam słowa kierowane od Luhana żebym się obudziła otworzyła oczy. Posłuchałam ten ostatni raz wiedziałam że kiedy następnym razem je otworzę nie zobaczę już rozpromienionej twarzy chłopaka.
- Jesteśmy na miejscu - Wyjrzałam za okno i zobaczyłam pas startowy - Chodźmy już
Wyszliśmy z samolotu i odjechaliśmy jego prywatnym samochodem. Do końca podróży zostało nam 15 minut. Luhan co chwile na mnie spoglądał.
- Patrz na jezdnie - Odparłam, kiedy Luhan się zatrzymał wiedziałam że byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam dobrze zadbany domek. Widziałam że Luhan patrzył na niego i nie mógł oderwać wzroku. Wspomnienia wracały.
- Wszystko ci się przypomina ? - Chłopak kiwnął głową - Wejdź do środka
- Choć ze mną - Wyciągnął do mnie rękę a ja złapałam ją swobodnie. Nie chciałam go zostawiać. Dlaczego musiałam umierać. Poczułam że po moim policzku spływa łza.
- Tęskniłeś za tym wszystkim ? - Spytałam
- Tak bardzo - W oczach chłopaka zobaczyłam łzy poszedł na tył domu, gdzie stał grób jego dziadka. Uklęknął i zaczął się modlić. I wtedy to nastąpiło, zaczęłam znikać. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Wiesz co pamiętam z mojego życia ? Że spotkałam tutaj chłopca który bardzo cierpiał po stracie mamy. To byłeś ty już wtedy się znaliśmy - Luhan spojrzał na mnie i pokręcił głową
- Nie możliwe - Odparł
- Dziękuje Lulu za to że byłeś. Że nie kazałeś mi odchodzić, że mogłam się w tobie zakochać i poznać cię takiego jaki jesteś - Odparłam i dotknęłam jego ramienia, wstał i przytulił mnie. Płakałam tak bardzo, już tęskniłam za nim mimo że jeszcze trzymałam go w ramionach.
- Nie możesz odejść. Nie teraz kiedy wiem że bez ciebie nie będzie to samo - Mruknął, stykając nasze czoła. - JiNa nie możesz mnie teraz zostawić rozumiesz.
- Przepraszam - Kiedy chłopak to usłyszał nachylił się i pocałował mnie, mimo że byłam duchem czułam jego usta na swoich, czułam jego emocje, i czułam to że mnie kocha. Nie wierzyłam że człowiek może zakochać się w duchu. Spojrzałam na swoją rękę, która już do połowy zniknęła.
- Dziękuję dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem. Kocham cię.
- Ja ciebie też - I wtedy wszystko się skończyło. Otwierając oczy po raz kolejny zobaczyłam Boga, który stał u przyglądał się mi uważnie.
- I jak to jest ? - Nic nie odpowiedziałam ponieważ jeszcze nie otrząsnęłam się z tego że straciłam kogoś ważnego. - JiNa, taka jest kolej rzeczy.
- Wiem- Mruknęłam - Ale dlaczego tak to strasznie boli ?
- Bo tak wygląda miłość. Chodźmy już. Wykupiłaś swoją duszę od złego. - Wiedziałam że nie ma już odwrotu dlatego poszłam za Bogiem z nadzieją że jeszcze się spotkamy.
PERSPEKTYWA LUHANA (chwilowa )
- Już jej nie ma - Poczułem jak JiNa odchodzi, jak ciężar z moich ust znika. Bałem się otworzyć oczu, bo wiedziałem że już jej nie zobaczę. Jednak kiedy już to zrobiłem zacząłem płakać. Właśnie straciłem coś co znaczyło dla mnie wszystko. Jednak miałem nadzieje że jeszcze kiedyś się spotkamy jeśli nie tu na ziemi to tam w górze. Odchodząc zobaczyłem leżącą na ziemi czerwoną bransoletkę z zielonym kamieniem po środku, Na którym widniał grawer "JiNa". Założyłem ja na nadgarstek i powiedziałem - Kocham cię - Wiedziałem że usłyszy, potem wróciłem do domu. Jednak brakowało mi jej już na zawsze.
- Nie zostańmy już nie zdążymy
- Damy radę - Dzięki pomocy Luhana szybko dotarliśmy do samolotu, tam zaczęliśmy rozmawiać.
- JiNa co się zmieniło że zaczęłaś się źle czuć ? -Spytał Luhan, widziałam w jego oczach że się martwi
- Pewnie za bardzo wczułam się w role ducha - Mruknęłam zmęczona
- To tak też można ? - Spytał zdziwiony chłopak, a ja tylko kiwnęłam głową - Prześpij się
Zamknęłam powoli oczy i zasnęłam. Nie chciałam go zostawiać, poczułam coś do niego lub zazdrościłam że żyje. Jedno z dwóch na pewno. Nie wiem ile spałam ale usłyszałam słowa kierowane od Luhana żebym się obudziła otworzyła oczy. Posłuchałam ten ostatni raz wiedziałam że kiedy następnym razem je otworzę nie zobaczę już rozpromienionej twarzy chłopaka.
- Jesteśmy na miejscu - Wyjrzałam za okno i zobaczyłam pas startowy - Chodźmy już
Wyszliśmy z samolotu i odjechaliśmy jego prywatnym samochodem. Do końca podróży zostało nam 15 minut. Luhan co chwile na mnie spoglądał.
- Patrz na jezdnie - Odparłam, kiedy Luhan się zatrzymał wiedziałam że byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam dobrze zadbany domek. Widziałam że Luhan patrzył na niego i nie mógł oderwać wzroku. Wspomnienia wracały.
- Wszystko ci się przypomina ? - Chłopak kiwnął głową - Wejdź do środka
- Choć ze mną - Wyciągnął do mnie rękę a ja złapałam ją swobodnie. Nie chciałam go zostawiać. Dlaczego musiałam umierać. Poczułam że po moim policzku spływa łza.
- Tęskniłeś za tym wszystkim ? - Spytałam
- Tak bardzo - W oczach chłopaka zobaczyłam łzy poszedł na tył domu, gdzie stał grób jego dziadka. Uklęknął i zaczął się modlić. I wtedy to nastąpiło, zaczęłam znikać. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Wiesz co pamiętam z mojego życia ? Że spotkałam tutaj chłopca który bardzo cierpiał po stracie mamy. To byłeś ty już wtedy się znaliśmy - Luhan spojrzał na mnie i pokręcił głową
- Nie możliwe - Odparł
- Dziękuje Lulu za to że byłeś. Że nie kazałeś mi odchodzić, że mogłam się w tobie zakochać i poznać cię takiego jaki jesteś - Odparłam i dotknęłam jego ramienia, wstał i przytulił mnie. Płakałam tak bardzo, już tęskniłam za nim mimo że jeszcze trzymałam go w ramionach.
- Nie możesz odejść. Nie teraz kiedy wiem że bez ciebie nie będzie to samo - Mruknął, stykając nasze czoła. - JiNa nie możesz mnie teraz zostawić rozumiesz.
- Przepraszam - Kiedy chłopak to usłyszał nachylił się i pocałował mnie, mimo że byłam duchem czułam jego usta na swoich, czułam jego emocje, i czułam to że mnie kocha. Nie wierzyłam że człowiek może zakochać się w duchu. Spojrzałam na swoją rękę, która już do połowy zniknęła.
- Dziękuję dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem. Kocham cię.
- Ja ciebie też - I wtedy wszystko się skończyło. Otwierając oczy po raz kolejny zobaczyłam Boga, który stał u przyglądał się mi uważnie.
- I jak to jest ? - Nic nie odpowiedziałam ponieważ jeszcze nie otrząsnęłam się z tego że straciłam kogoś ważnego. - JiNa, taka jest kolej rzeczy.
- Wiem- Mruknęłam - Ale dlaczego tak to strasznie boli ?
- Bo tak wygląda miłość. Chodźmy już. Wykupiłaś swoją duszę od złego. - Wiedziałam że nie ma już odwrotu dlatego poszłam za Bogiem z nadzieją że jeszcze się spotkamy.
PERSPEKTYWA LUHANA (chwilowa )
- Już jej nie ma - Poczułem jak JiNa odchodzi, jak ciężar z moich ust znika. Bałem się otworzyć oczu, bo wiedziałem że już jej nie zobaczę. Jednak kiedy już to zrobiłem zacząłem płakać. Właśnie straciłem coś co znaczyło dla mnie wszystko. Jednak miałem nadzieje że jeszcze kiedyś się spotkamy jeśli nie tu na ziemi to tam w górze. Odchodząc zobaczyłem leżącą na ziemi czerwoną bransoletkę z zielonym kamieniem po środku, Na którym widniał grawer "JiNa". Założyłem ja na nadgarstek i powiedziałem - Kocham cię - Wiedziałem że usłyszy, potem wróciłem do domu. Jednak brakowało mi jej już na zawsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz