środa, 8 listopada 2017

Jackson Wang - Aż do śmierci Part 1

Podobny obraz


Na wstępie chciałam powiedzieć, że opowiadanie "Aż do śmierci" było poprawione
To jest nowa i wydaje mi się że o wiele lepsza wersja 
~ Werson~

Jestem chyba najbardziej pechowym człowiekiem chodzącym po świecie. Jednego dnia mój dotychczas idealny świat wywrócił o 180 stopni. Rano straciłam moją pracę marzeń, po południu mieszkanie i narzeczonego którego przyłapałam z jakąś zdzirą w naszym łóżku. Jeszcze mój brat, który miał wypadek 2 lata temu, teraz dostał pozwolenie na skomplikowaną operacje oraz rehabilitacje a moi rodzice nie są w stanie uzbierać takiej sumy pieniędzy. Ja nie pozwolę by JungSan jeździł na wózku inwalidzkim. Tego dnia byłam już po trzech rozmowach o prace, oczywiście wszystkie były odmowne, załamana usiadłam przy fontannie i zadzwoniłam do jedynej zaufanej osoby. Kiedy usłyszałam jego zaspany głos w telefonie zrozumiałam, że dopiero wstał mimo, że była pierwsza po południu.
- Dzień dobry śpiąca królewno. To powiedz ile dzisiaj ? - Spytałam
- Jedna - Mruknął ziewając głośno.
- Starzejesz się Tuan - Wybuchłam głośnym śmiechem - Tylko jedna laska.
- A może nie miałem ochoty na dwie. Więc Tess jak poszła rozmowa ?
- Trzy odmowy pewnie dlatego teraz siedzę przy tej nędznej fontannie szczęścia - Mruknęłam naburmuszona.
- Spotkajmy się w kawiarni Sulbing Insadong, postawie ci twoją ulubioną czekoladę - Odparł, a ja mimowolnie uśmiechnęłam się. Marka poznałam jak byłam dzieckiem od tamtego czasu trzymamy się razem, postanowiliśmy razem wyjechać do Korei i razem wrócić do USA jeśli zajdzie taka potrzeba. Wstałam i ruszyłam do wskazanego przez przyjaciela miejsca, dziękowałam Bogu że miałam go inaczej wąchała bym kwiatki od spodu. Nagle z mich myśli wyrwał mnie płacz dziecka, rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam małą, miała na sobie czerwony płaszczyk i czarne spodnie. Podbiegłam do niej.
- Co się stało ? Coś cię boli ? - Pokręciła głową na nie - Więc powiedz starszej siostrze co się stało?
- Zgubiłam się jestem JiLien Wang, przyjechałam tu z moim bratem powiedział żebym zaczekała na niego. Długo nie wracał więc zaczęłam go szukać i się zgubiłam - Nowe łzy zaczęły lecieć z jej brązowych oczu
- Spokojnie pomogę ci. Pamiętasz numer brata ? - Dziewczynka była bardzo dzielna podając mi numer brata. Kiedy czekałam aż łaskawie odbierze spojrzałam ponownie na dziewczynkę, była przerażona.
- Halo! - Krzyk po drugiej stronie telefonu postawił mnie na ziemię - Czego chcesz ?!
- Nie tym tonem ty palancie ! Jak mogłeś zostawić swoją siostrę samą na środku miasta ! - Wrzasnęłam
- Jak to zostawiłem przecież siedzi obok...mnie? Cholera gdzie ona teraz jest?!
- Proszę przyjechać do kawiarni Sulbing Insadong tam będziemy czekać - Mruknęłam  kiedy chciałam się rozłączyć usłyszałam
- Ej pani zołza następnym razem grzeczniej.
- Ja ci dam zołzę ty bezmózgi idioto!
- Bezmózgi! Zarządzam firmą na skale światową! A ty i twój ubogi zakres słownictwa nie nadawał by się nawet na stanowisko sprzątaczki w mojej firmie!
- "Ubogi zakres słownictwa" powiadasz pracowałam w sądzie przez 4 lata
- Współczuje ludziom dla których pracowałaś. Musieli dodatkowo zakupić wiejski słownik.
- Jesteś parszywym dupkiem!! - W nerwach rozłączyłam się wrzucając telefon do torebki. - Spokojnie twój nadęty brat zaraz tu będzie.
- Wiesz kiedy Jackson cos mówi to tak jest. - Zdziwiona spojrzałam na dziewczynkę - Mogę cię o coś prosić ?
- Tak pewnie o co chodzi - Posłałam małej delikatny uśmiech.
- Jak już zjawi się Jackson, nie odzywaj się
- No dobrze
- I radzę ci się uśmiechnąć
- No dobrze
- Schowaj również papiery o prace bo cię wyśmieje przy wszystkich
- Coś jeszcze malutka ? - Spytałam zirytowana.
- Nie odzywaj się nie pytana, kiwaj głową na wszystko co spyta, nie prowokuj go. Ma uraz do kobieta.
- Skąd to znam ja mam uraz do facetów. Opisujesz potwora z jakiegoś strasznego zamczyska - Zaśmiałam się.
- Bo nim jest tyle że mieszka w ogromnej korporacji - Odparła również ze śmiechem dziewczynka.
- Chodźmy lepiej - Dziewczynka złapała mnie za dłoń i poszliśmy do umówionego miejsca spotkania z potworem. Po wypiciu soku do kawiarni wbiegł chłopak miał może 25 lat ubrany był w czarny garnitur szyty na miarę i białą koszule. Jego brązowe włosy wyglądały jak by dopiero co wyszły spod rąk najlepszego fryzjera z Korei. Spojrzał na dziewczynkę ze złością.
- JiLien dlaczego odeszłaś od samochodu miałaś tylko zaczekać!
- Nudziło mi się, postanowiła, że cię poszukam i...
- Przestań się tłumaczyć !! Ty głupia...
- Przestań!! - Wrzasnęłam - Nie możesz obrażać dziecka przy ludziach jakie będą mieli zdanie o tobie inni! - Jego ciemne oczy spojrzały w moją stronę widziałam w nich odrazę, niechęć, obojętność i wiele innych uczuć ale żadnych pozytywnych
- Oh zołza nie zauważyłem cię. Powiesz mi jak prawem wpieprzasz się w nie swoje sprawy?!
- Musiałam zareagować w końcu to tylko dziecko.
- Czasami lepiej się nie odzywać wy kobiety potraficie tylko niszczyć.
- Tak samo jak faceci umiecie tylko zaliczać! - Warknęłam, zobaczyłam ze chłopak unosi dłoń w górę mogłam się przygotować na ból niestety byłam pierwsza moja mizerna dłoń mocno zderzyła się z jego policzkiem
- Czy ty mnie uderzyłaś?!
- Zamachłes się to była czysta samoobrona - Warknęłam - Na twojej twarzy nie ma nawet śladu a po twoim uderzeniu został by siniak.
- Chodź Jackson - Odparła dziewczynka ciągnąc starszego brata za marynarkę.
- Jeszcze sobie pogadamy - Warknął i wyszedł z kawiarni. Usiadłam i zamówiłam kawę. Po 15 minutach zjawił się Mark.
- Co zajęło ci tyle czasu ? - Spytałam Zirytowana
- No wiesz spotkałem Suli no i...
- Przeleciałeś ją - Odparłam obojętnie
- Tak dokładnie a tobie co się stało. - Spojrzałam na niego a on na mnie zrozumieliśmy się bez słów.
- Kogo uderzyłaś?
- No bo facet podniósł mi ciśnienie nazwał mnie zołzą i babą ze wsi.
- Jesteś z USA i co pozwoliłaś się obrażać Tesa - Odparł oburzony
- Tesa czuje się jak haczyk albo taśma mógłbyś... - Mruknęłam - Chcę czekolady Mark proszę - Siedzieliśmy w ciszy mimo ze żadne z nas nie zaczęło rozmowy Mark wiedział ze jest mi ciężko.
- Co z JungSan?
- Leży jest załamany, kochał grać w kosza a teraz wszystko stracone. Bez pracy nie uda mi się uzbierać pieniędzy a rodzice nie dadzą rady. Mam dosyć tego poczucia obowiązku - Poczułam jak moje oczy robią się mokre od łez.
- Tess spokojnie mam znajomego może pogadam z nim i załatwi ci pracę.
- Nie dam sobie sama radę, spokojnie - Zmusiłam się do uśmiechu.
- Ty już nie dajesz rady, widzę ze jesteś zmęczona. Byłaś u lekarza?
- Nic mi nie jest Mark wszystko w porządku - Odparłam - Jutro spróbuję znów. Nie poddam się tak łatwo - Kiedy spojrzałam na chłopaka też juz do kogoś dzwonił. - Akurat teraz kolejna laska
- Przyjaciel. - Spojrzałam za okno przyglądając się ludziom nawet nie wiem kiedy minęło 20 minut. - Tess masz się z nim spotkać o 18 w restauracji Rose pozwij się na nazwisko Wang i ubierz się ładnie jest wybredny - Mark zmarszczył nos w swój śmieszny sposób. Przez co wywołał u mnie napad śmiechu. Potem wróciłam do domu, wzięłam szybki prysznic i ubrałam czarną sukienkę do tego czarne szpilki. Siadając przed białą toaletką zobaczyłam bladą cerę, czarne oczy i pełne różowe usta. Moje włosy były krótkie i lekko kręcone więc nie wymagały różnego układania. Kiedy byłam gotowa zabrałam jeszcze teczkę z moimi papierami i opuściłam budynek. Po 20 minutach jazdy taksówką stanęłam przed restauracją. Pewnym krokiem weszłam do środka poczułam zapach drogiego alkoholu i wytrawnych potraw.
- Dobry wieczór przyszłam się tu spotkać z panem Wang.
- Oczywiście proszę za mną. - Zostawiłam płaszcz i ruszyłam za mężczyzną we fraku. Mijałam wielu miliarderów, inwestytorów i tym podobne. Wchodząc do osobnego pokoju poczułam zapach alkoholu i drogich cygar, widziałam dużo prostytutek, pewnie tu spotykali się mężowie by odetchnąć od codziennych obowiązków męża i ojca. - Proszę tu poczekać - Mruknął kamerdyner wszedł do osobnego pomieszczenia jednak moja ciekawość wzięła górę i podeszłam do uchylonych drzwi.
- Panie Wang ktoś do pana
- Kobieta ? 
- Tak - Mruknął tylko mężczyzna 
- Jak wygląda ?
- Nieziemsko 
- Wprowadź ją - Odskoczyłam jak poparzona rozglądając się dookoła by nie wyszło na jaw że podsłuchiwałam. Mężczyzna spojrzał na mnie delikatnie się uśmiechnął i otworzył mi drzwi bym weszła do pokoju. Jednak kiedy spojrzałam na owego "Przyjaciela" okazało się,  że to chłopak z rana!
Siedział przy stole i przeglądał jakieś papiery, bez spojrzenia w moją stronę mruknął - Usiądź - Usłyszałam niski i zachrypnięty głos - Mark opowiadał mi jaką masz sytuacje - Kiedy spojrzał na mnie jego oczy niemal nie wyskoczyły z orbity. - Co to ma kurwa znaczyć !
- Też się zastanawiam ! Mark miał mi pomóc a nie wpakować w kłopoty
- A więc pani zołza poszukuje pracy - Usłyszałam w jego głosie sarkazm. 
- Nie wiedziałam, że może chodzić o ciebie. Nie zgodziła bym się na to by prosić ciebie o pracę - Warknęłam 
- Tak użalaj się nadal, nie działa to na mnie - Na jego usta wkradł się szyderczy uśmiech 
- Ty parszywy...
- Dupku ? Czy w twoim wiejskim słowniku występuje zamiennik tego słowa? Złotko zbyt często go powtarzasz - Mruknął 
- Nie mam zamiaru skorzystać z propozycji Marka. Do widzenia Panie Wang ! - Odwróciłam się z zamiarem opuszczenia pokoju jednak znów usłyszałam ten piekielny głos.
- Twój brat jest w szpitalu jest kaleką ty potrzebujesz pieniędzy na jego operacje i rehabilitacje ile już to trwa miesiąc dwa ? A ty nadal jesteś taka samolubna Tess.
- Dwa lata, staram się już dwa lata by dopuszczono go do operacji a teraz kiedy może ją mieć nie mamy pieniędzy, nie na widzę siebie za to że muszę błagać takich ludzi jak ty. Dla was pieniądze nic nie znaczą! Macie ich tak dużo że robią wam za serwetki. 
- Dlatego chcę zaoferować ci prace byś i ty miała pieniędzy jak lodu....W bardzo łatwy sposób.
- A mianowicie ? - Chłopak wskazał na krzesło przed sobą, zajęłam je i spojrzałam na niego.
- Zostaniesz moją żoną zołzo - Moje oczy zrobiły się większe - Twoja miesięczna wypłata to 200000 wonów, pokryję leczenie,operacje i rehabilitacje twojego brata jak na dobrego szwagra przystało. Wszystkie twoje zachcianki fryzjerki, kosmetyczki i tak dalej płacę ja. A ty masz godnie reprezentować nazwisko Wang jako moja żona. Oczywiście nasz związek będzie trwał około 4 lat potem bierzemy rozwód może byc z mojej winy bez różnicy. Mamy osobne sypialnie, w domu każdy żyje swoim życiem tak jak byśmy się nie znali. Po za domem gramy zakochane małżeństwo.
- I tyle ? Proponujesz mi życie jak z bajki na cztery lata a w zamian mam być tylko twoją żoną ?- Spojrzałam na chłopka, na jego twarzy malowała się pewność siebie.
- Tak i tyle. - Podsunął w moją stronę kilka kartek - To nasza umowa, wszystko to samo co ci powiedziałem tyle że szybciej i w prostszym języku. To jak ? - Wzięłam w dłoń długopis i podpisałam się w zaznaczonym miejscu.
- Zgadzam się
- Dobrze więc trzymaj - Położył przede mną złotą obrączkę i pierścionek zaręczynowy z dużym diamentem na środku. - Jutro załatwimy wszystkie papiery związane z naszym małżeństwem - Ostatnie słowo zaznaczył cudzysłowem - Teraz pojedziemy do twojego mieszkania zabierzesz najpotrzebniejsze rzeczy - Kiedy opuściliśmy restaurację czułam się słabo, chyba mi cukier spadł. Od dziś byłam pieprzoną Panią Wang 


_____________________________________________________________
______________________________________________
______________________________
________________
_____

Dedykuje to opowiadanie mojej przyjaciółce ~Ursonowi~ jest moim mentorem w 
blogowaniu i jestm jej wdzięczna za pomoc jaką okazuje mi 
w różnych sprawach począwszy od bloga po realne życie. 
Pozdrawiam ! ~Werson~

2 komentarze:

  1. Werson 3mam kciutki za to opowiadanie i za Ciebie, kocham Cie siostrzyczko całym serduszkiem i pamiętaj że ja zawsze Cię wspieram, jak ty mnie! <3
    Urson Yuki Kim (Yuxon)

    http://opowiadaniaazjatyckiejwariatki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje Ursonku <3 Czekaj bo już nie długo będzie część druga <3

    OdpowiedzUsuń