wtorek, 25 października 2016

Ghost

Wszystko zaczęło się gdy umarłam... Nie miałam bolesnej śmierci, byłam chora na białaczkę. Więc porównałam to do snu. Teraz wystarczy iść do sądu ostatecznego i już będę w niebie . Jednak kiedy doszłam do końca nikogo nie było.
-  Halo jest tu kto ? - Spytałam - Halo!
- Nie krzycz słyszę cię - Spojrzałam i zobaczyłam człowieka siedzącego na tronie, w białej szacie. - A więc nareszcie się spotykamy  JiNa umarłaś zdajesz sobie z tego sprawę
- Tak niestety.
- Przykro mi ale taka jest kolej rzeczy . 
- Rozumiem - Odparłam.
- A wie patrząc na twój życiorys miałaś trochę grzechów niektóre mniejsze inne większe. Musisz odpokutować w czyśćcu.
- A nie ma innego sposobu.
- Panie mogę coś zaproponować  ? - Znikąd pojawił się starszy człowiek.
- Słucham cię - Odparł bóg.
-  Niech przekona mojego wnuka do powrotu.
- Hmm nie wiem czy jej się to uda, wiesz ze jest uparty.
- Podejmę się tego - Odparłam i uśmiechnęłam się do Boga.
- Dobrze.
- Więc co mam zrobić.
- Musisz sprowadzić z Chin wnuka tego człowieka. Nazywa się Luhan i nawet po śmierci dziadka nie pojawił się w domu rodzinnym. Przekonać go do tego by zatęsknił.
Bóg dotknął mojej głowy i pokazał historię chłopaka. 
- Masz na to 29 dni - Odparł.
- Dużo czas dam rade spokojnie. Ale chwila gdzie ja go znajdę.
-  Teraz znajduje się w Chinach a dokładnie w Pekinie powodzenia a i jeszcze jedno przeniesiesz się tam jako duch i tylko on będzie cie widział.  
- Czyli będę duchem - Odparłam zawiedziona 
- Tak
- Oke więc zaczynamy.
- Zamknij oczy - Posłuchałam Boga, a już po chwili byłam w obcym miejscu, pośród ludzi którzy mnie nie widzieli. 
- No po prostu kurna świetnie - Burknęłam, jednak w głowie miałam obraz chłopaka więc zaczęłam go szukać. Pierwsza myśl to hotel. Tam za pewne zatrzymują się takie gwiazdy.
 W głowie zaświtała mi pewna myśl pstryknęłam palcami. Jednak nie przeniosła się w inne miejsce - Cholera w filmie to działało, no nic trzeba iść piechotą. 
Kręciłam się po mieście przez dobra godzinę aż trafiłam na dziewczynę która powiedziała 
"Luhan" podeszłam do niej i spojrzałam co trzyma w dłoni. Była to kwadratowa płytka a na niej chłopak z mojej głowy. 
- Znalazłam! Przepraszam gdzie mogę go znaleźć - Patrzyłam na dziewczynę ale nagle przypomniałam sobie że ona mnie nie widzi. Głęboko westchnęłam i weszłam do hotelu pod którym stały dziewczyny. Przechadzałam się po holu w poszukiwaniu chłopaka, podeszłam do recepcjonisty i spojrzałam w książkę adresową. I nagle zauważyłam.
"Pan Luhan pokój 213" 
- Ekstra dziękuje to idę - Odparłam i weszłam do windy. Stałam w samym końcu kwadratowego pudła. Dziwnie się czułam z tym że nikt mnie nie widzi. Wysiadłam z windy dokładnie na 32 piętrze. Zaczęłam się rozglądać i poszukiwać danego pokoju.
- 208,209,210,211,212 - Mruczałam pod nosem - 213 - Zobaczyłam dwóch rosłych mężczyzn ubranych w czarne garnitury - A wy mnie nie widzicie - Mruknęłam i zaśmiałam się pod nosem. Ruszyłam przed siebie i przeszłam przez zamknięte drzwi - Ale czad, podoba mi się bycie duchem.
- Co tu robisz ?! - Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka na oko 25 cm wyższego ode mnie. Miał blond włosy i ciemne tęczówki. - Ochrona ! - Do pokoju wbiegły małpiszony które stały przed drzwiami.
- Co się stało
- Zabierzcie tę dziewczynę jak mogliście ją tu wpuścić !
- Ale o czym pan mówi, przecież tam nikogo nie ma - Odparł jeden z nich
- Pewnie ćwiczy pan nową rolę nie przeszkadzamy - Odparł z uśmiechem drugi i obaj wyszli.
W pokoju nastała grobowa cisza, usiadłam na łóżku i patrzyłam na chłopaka.
- Kim ty do cholery jesteś?! Czym!
- Duchem - Odparłam uśmiechając się - Przysłał mnie tu Bóg trochę nagrzeszyłeś mam ci pomóc wrócić na dobrą drogę inaczej pójdziesz do piekła tak jak ja. - Chłopak złapał telefon i wybrał numer. Po chwili zaczął mówić
- Dzień dobry proszę umówić mnie na wizytę do doktor Kim tak tutaj Luhan. Dzisiaj na 16 ? Dobrze dziękuje. 
- Z kim rozmawiałeś ?
- Z moim lekarzem. Chwila! Ty nie istniejesz. -
Nagle chłopa klasnął w dłonie. - Już wieem  to jakieś Reality Show. Dobre, gratuluje - Chłopak podszedł i złapał mnie za rękę. Ja i on bardzo się zdziwiliśmy
- Ty możesz mnie dotknąć?!
- Tak co oznacza ze jesteś człowiekiem
- Jeśli jestem człowiekiem to skąd wiem ze teraz jeden z twoich goryli ogląda filmik porno 
Luhan podszedł do drzwi i zobaczył swojego goryla, kiedy znów wszedł do pokoju odparł
- Ty na prawdę jesteś duchem - Chłopak jako by trochę pobladł
- No przecież mowie - Warknęłam
- Cholera! - Chłopak opadł na fotel i schował twarz w dłoniach. - Ale nie będziesz mnie nawiedzać ? I czy tylko ja mogę cię dotykać?
- Zależy jak bardzo będziesz mnie denerwować i tak ty mnie możesz dotknąć. 
- Będę starał się jak najmniej - Odparł - Ale do psychologa i tak pójdę
- Tak z chęcią na to popatrzę - Odparłam. 
Kiedy Luhan kręcił się po domu ja siedziałam na łóżku i przyglądałam się chłopakowi.
- Nie patrz tak na mnie - Warknął
- To co mam robić ? - Spytałam
- Poczytaj książkę masz tam całą biblioteczkę
- Kiedy żyłam nie lubiłam czytać... Chyba
- Pamiętasz cokolwiek z twojego życia - pokręciłam głową.
- Ani ale przed przybyciem do ciebie poznałam twojego dziadka, zlecił mi zadanie związane z tobą - Odparłam i Spojrzałam na chłopaka który przeglądał papiery popijając kawę.
- Zapomnij nie pojadę do domu dziadka.
- Ale to dla niego ważne.
- Nie i przestań się wtrącać w moje życie.! Proszę - Wredny cham i prostak.
- Muszę jeśli nie będę się wtrącać ty skończysz w piekle a ja przez ciebie też. - Warknęłam.
- Co za dziewucha nie wyżyta - Chłopak spojrzał na zegarek i zabrał swoją kurtkę.
- Mogę jechać z tobą?
- Nie ty zostajesz
- Luhan tu jest cholernie nudno. - Odparłam 
- Nie zostań! - Warknął i zamknął drzwi. 
- Co za cham mówi do mnie jak do psa - Podeszłam do okna i zeskoczyłam lądując w czerwonym Ferrari Luhana. Kiedy on wsiadł i mnie zobaczył oparł głowę o kierownice 
- Musiałaś ?!
- Tak jedź już po się spóźnisz - Odparłam i uśmiechnęłam się do niego. Kiedy ruszyliśmy otworzyłam okno, jak na ducha czułam wiele wiatr we włosach, promienie słoneczne. 
- Co tak się cieszysz -  Spytał nagle chłopak
- To przyjemne uczucie 
- Nie zachwycają się tak - Chłopak przyśpieszył. Po chwili byliśmy u doktor Kim
Weszłam z Luhanem do gabinetu i usiadłam na parapecie, chłopak położył się na kozetce i co chwile spoglądał na mnie. 
- Pani Kim ostatnio mam zwidy widzę dziewczynę.
- Jak ona wygląda
- Aktualnie siedzi na parapecie. Ma krótkie poszarpane białe włosy szmaragdowe oczy, nie jest Azjatką, ma bardzo bladą twarz.
- Możesz przestać mnie opisywać tej kobiecie!
- Ubrana jest w czarne jeansy biała bokserkę i czerwono czarną koszulę w kratkę obwiązaną wokół pasa....
- Przestań - Nie chcący zwaliłam doniczkę z parapetu a kobieta odwróciła się ze strachem w oczach.- Przegiąłeś! - Krzyknęłam stojąc obok chłopaka. 
- Co denerwujesz się z tego powodu ?
- Tak! Zacząłeś nie z tym duchem co trzeba.
Postanowiłam wrócić do domu i tam narozrabiać. Poczułam się skrzywdzona tym że mówił komuś o mnie. Kiedy byłam już w hotelu usiadłam na łóżku i zaczęłam grzebać w jego rzeczach. Wiem że to nie grzcznie ale przegiął.
Kiedy już się uspokoiłam usiadłam na parapecie i patrzyłam w niebo. 
- Może byś mi pomógł.
- Przecież dziadek Luhana mówił ci że nie będzie łatwo. A ciebie zdenerwowało to że opisał cię psychiatrze.
- Tak, widzi mnie tylko on i...
- Zabolało cie to ?
- Tak - Mruknęłam
- Powiedz mu o tym i bierz się za misje. Zostało ci 28 dni - Potem bóg zniknął. A chwile potem w drzwiach pojawił się Luhan.
- Pannie obrażalskiej przeszło? - Spytał, postanowiłam się nie odzywać i nadal siedzieć  na parapecie. - Na prawdę jesteś zła ? 
Chłopak głęboko westchnął i podszedł do mnie. - Przepraszam, nie powinienem mówić komuś o tym że ty tu jesteś 
- Jedź do rodzinnego domu.
- Nie...
- Dlaczego? - Spytałam
- Nie chce wracać do przeszłości. - Odparł i odszedł
- Nie tylko ty. - Ale tego juz nie usłyszał, podszedł do lodówki i zaczął gotować 
- Jesteś głodna.
- Mówią na ciebie jelonek a przypominasz łosia duchy nie jedzą.
- A no tak - Odparł i wrócił do poprzedniej czynności. - A w ogóle jak masz na imię
- JiNa...Chyba - Mruknęłam
- Mhm więc JiNa jutro jadę na spotkanie z fanami więc nie będzie mnie cały dzień
- Czyli znów mi powiesz siat nie rusz nie dotykaj. - Odparłam siadając na blacie kuchennym. 
- Nie to nie tak - Mruknął nakładając sobie ciepłe jedzenie na talerz, nie wyglądało zbyt apetycznie. - Po prostu nie będę się mógł skupić.
- Będę siedzieć cichutko będę stała gdzieś za twoimi plecami.
- Zgoda ale nie będziesz nic do mnie mówiła
- Tak jest - Zasalutowałam a Luhan się uśmiechnął. - Idź lepiej spać, jutro musisz wcześnie wstać.
- Tak tylko pójdę wziąć prysznic. 
Kiedy chłopak poszedł do łazienki, ja poczułam ulgę kiedy chłopak porozmawiał ze mną jak z człowiekiem żyjącym. Usiadłam na fotelu i chyba zasnęłam. We śnie byłam obserwatorem jakiegoś wydarzenia widziałam mężczyznę i małego chłopca byli szczęśliwi. Nagle przeniosłam się do innego miejsca zobaczyłam ciemne pomieszczenie i dużo ludzi stali przy grobie kobiety, zobaczyłam tego samego chłopczyka co przedtem. 
- Co się stało? - Spytałam ale przypominało mi się ze jestem duchem. Zobaczyłam ze do smutnego chłopczyka podchodzi dziewczynka
- O cholera to ja - Zdziwiłam się - To ja a kim on jest - Spytałam.
- Ja nie wiem czy ty jesteś tak głupia - Spojrzałam w bok i zobaczyłam Boga.
- A co ty tu robisz ?!
- No muszę ci pomoc przecież ty nie idziesz naprzod. Masz racje to ty a to Luhan
- Luhan?
- Tak znaliście się. Tutaj zmarła jego matka jednak dowiedział się ze miała kochanka. Jego ojciec popełnił samobójstwo i został tylko z dziadkiem który oddał go jego ciotce na wychowanie. Przez niech Luhan tak nienawidzi swojej rodziny iż nie ma zamiaru nawet wracać do Korei.
- Straszne - Ale co ja tam robiłam
- Matka Luhana była przyjaciółką twoje matki.
Czułam smutek w sobie
- Dlaczego czuje smutek?
- Ponieważ tego samego dnia dowiedziałaś się że jesteś chora.
- Ah to pewnie dlatego - Mruknęłam
- Czas się budzić JiNa - Spojrzałam na boga i kiwnęłam głową. Obudziłam się. Nadal było ciemno, spojrzałam na łóżko i zobaczyłam Luhana. Podeszłam do niego i dotknęłam jego policzka, był taki ciepły.
- Przykro mi -Mruknęłam. Kiedy chłopak wstał śniadanie już było na stole. - Smacznego
- Zrobiłaś je dla mnie.
- Tak to cos w rodzaju obietnicy że nie będę psocić - Odparłam a ja uśmiechnęłam się. Kiedy chłopak zjadł śniadanie poszedł się ubierać. Nagle poczułam przeraźliwy ból w klatce piersiowej.
- JiNa wszystko dobrze - Zobaczyłam Luhana i postanowiłam się uśmiechnąć. Jednak powtarzało się to co raz częściej po 26 dniach bolało bez przerwy. A ja nie chciałam odejść chyba pokochałam Lucjana i za wszelką cenę chciałam zostać z Luhanem. Aktualnie grałam z Luhanem z 10 pytań. Byliśmy na 8.
- Jak zmarłaś?
- Byłam chora na białaczkę, jednak nie bolało moja kolej dlaczego nie chcesz wrócić do rodzinnego domu.
- Moja mama...
- Pytam się dlaczego nie chcesz wrócić 
- Nie chce żeby wspomnienia powróciły.- Nastała cisza między nami, nagle poczułam ból w klatce, jak by rozgrywało mi płuca.
- Luhan zostało mi mało czasu to boli co raz mocniej proszę jedzmy do twojego rodzinnego domu.
- Co ci jest ? 
- Czas mi się kończy, muszę się przyzwyczaić do tego spędzę resztę nędznego życia w piekle
- Co ?! Dlaczego ?
- Moją rolą było to byś pojechał do rodzinnego domu nie udało mi się więc muszę się z tym pogodzić.
- Poczekaj już jedziemy ? - Luhan zerwał się i złapał telefon słyszałam że zabukowało bilet zaczął się pakować, wrzucał do torby byle jakie rzeczy a potem podszedł do mnie. - Pojedziemy tam tylko żeby nic cię nie bolało dobra ?
- Nie zostańmy już nie zdążymy
- Damy radę - Dzięki pomocy Luhana szybko dotarliśmy do samolotu, tam zaczęliśmy rozmawiać.
- JiNa co się zmieniło że zaczęłaś się źle czuć ? -Spytał Luhan, widziałam w jego oczach że się martwi
- Pewnie za bardzo wczułam się w role ducha - Mruknęłam zmęczona
- To tak też można ? - Spytał zdziwiony chłopak, a ja tylko kiwnęłam głową - Prześpij się
Zamknęłam powoli  oczy i zasnęłam. Nie chciałam go zostawiać, poczułam coś do niego lub zazdrościłam że żyje. Jedno z dwóch na pewno. Nie wiem ile spałam ale usłyszałam słowa kierowane od Luhana żebym się obudziła otworzyła oczy. Posłuchałam ten ostatni raz wiedziałam że kiedy następnym razem je otworzę nie zobaczę już rozpromienionej twarzy chłopaka.
- Jesteśmy na miejscu - Wyjrzałam za okno i zobaczyłam pas startowy - Chodźmy już
Wyszliśmy  z samolotu i odjechaliśmy jego prywatnym samochodem. Do końca podróży zostało nam 15 minut. Luhan co chwile na mnie spoglądał.
- Patrz na jezdnie - Odparłam, kiedy Luhan się zatrzymał wiedziałam że byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam dobrze zadbany domek. Widziałam że Luhan patrzył na niego i nie mógł oderwać wzroku. Wspomnienia wracały.
- Wszystko ci się przypomina ? - Chłopak kiwnął głową - Wejdź do środka
- Choć ze mną - Wyciągnął do mnie rękę a ja złapałam ją swobodnie. Nie chciałam go zostawiać. Dlaczego musiałam umierać. Poczułam że po moim policzku spływa łza.
- Tęskniłeś za tym wszystkim ? - Spytałam
- Tak bardzo - W oczach chłopaka zobaczyłam łzy poszedł na tył domu, gdzie stał grób jego dziadka. Uklęknął i zaczął się modlić. I wtedy to nastąpiło, zaczęłam znikać. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Wiesz co pamiętam z mojego życia ? Że spotkałam tutaj chłopca który bardzo cierpiał po stracie mamy. To byłeś ty już wtedy się znaliśmy - Luhan spojrzał na mnie i pokręcił głową
- Nie możliwe - Odparł
- Dziękuje Lulu za to że byłeś. Że nie kazałeś mi odchodzić, że mogłam się w tobie zakochać i poznać cię takiego jaki jesteś - Odparłam i dotknęłam jego ramienia, wstał i przytulił mnie. Płakałam tak bardzo, już tęskniłam za nim mimo że jeszcze trzymałam go w ramionach.
- Nie możesz odejść. Nie teraz kiedy wiem że bez ciebie nie będzie to samo - Mruknął, stykając nasze czoła. - JiNa nie możesz mnie teraz zostawić rozumiesz.
- Przepraszam - Kiedy chłopak to usłyszał nachylił się i pocałował mnie, mimo że byłam duchem czułam jego usta na swoich, czułam jego emocje, i czułam to że mnie kocha. Nie wierzyłam że człowiek może zakochać się w duchu. Spojrzałam na swoją rękę, która już do połowy zniknęła.
- Dziękuję dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem. Kocham cię.
- Ja ciebie też - I wtedy wszystko się skończyło. Otwierając oczy po raz kolejny zobaczyłam Boga, który stał u przyglądał się mi uważnie.
- I jak to jest ? - Nic nie odpowiedziałam ponieważ jeszcze nie otrząsnęłam się z tego że straciłam kogoś ważnego. - JiNa, taka jest kolej rzeczy.
- Wiem- Mruknęłam - Ale dlaczego tak to strasznie boli ?
- Bo tak wygląda miłość. Chodźmy już. Wykupiłaś swoją duszę od złego. - Wiedziałam że nie ma już odwrotu dlatego poszłam za Bogiem z nadzieją że jeszcze się spotkamy.


PERSPEKTYWA LUHANA (chwilowa )
- Już jej nie ma - Poczułem jak JiNa odchodzi, jak ciężar z moich ust znika. Bałem się otworzyć oczu, bo wiedziałem że już jej nie zobaczę. Jednak kiedy już to zrobiłem zacząłem płakać. Właśnie straciłem coś co znaczyło dla mnie wszystko. Jednak miałem nadzieje że jeszcze kiedyś się spotkamy jeśli nie tu na ziemi to tam w górze. Odchodząc zobaczyłem leżącą na ziemi czerwoną bransoletkę z zielonym kamieniem po środku, Na którym widniał grawer "JiNa". Założyłem ja na nadgarstek i powiedziałem - Kocham cię - Wiedziałem że usłyszy, potem wróciłem do domu. Jednak brakowało mi jej już na zawsze.

środa, 12 października 2016

Do You Love My? Say I Love You Part 4

Przez dłuższą chwilę staliśmy bez ruchu, dopiero po chwili otrzeźwiałam i odepchnęłam chłopaka
- Mamo ! Tato co tu robicie ?
- Mieliśmy cię odwiedzić ale widzę że ty zamiast się uczyć mizdrzysz się z jakimś chłopakiem pod domem.
- Ah proszę państwa to nie tak...
- A jak chłopcze inaczej to nie wygląda
- Mamo tato to jest Jiwon moj kolega z klasy
Spojrzałam na chłopaka, który rozglądał się dookoła próbując nie zwracać na siebie uwagi. Kiedy dźgnęłam do w żebra ponownie spojrzał na moich rodziców i kiwnął głową głupkowato się uśmiechając.
- No powiedz coś! - Krzyknął mój ojciec
Bobby stanął na baczność i zasalutował 
- Nazywam się Kim Jiwon chodzę do liceum medycznego za 2 lata startuje na uczelnie w Seul.
- Lekarz co ? Dobrze może wejdziemy do środka - Spytał ojciec.
- Tak już idę- Podbiegłam do domu otwierając drzwi.
- Jiwon wejdziesz - Spytała moja mama. Błagałam w duchu żeby się nie zgodził, a ten jak na złość kiwnął głową i podszedł do drzwi wchodząc za moimi rodzicami.
- Co ty odwalasz?! - Krzyknęłam szeptem.
- Pomagam...- Odparł i poszedł. Kiedy siedzieliśmy w domu nastała cisza, którą przerwała mama.
- Więc Jiwon chcesz być lekarzem
- Tak proszę pani - Mruknął, po jego minie było widać że w duchu śmieje się wniebogłosy
- Czy ty i MinHee jesteście blisko - Spytał nagle ojciec. Bobby który akurat pił wodę zaczął głośno kaszleć. 
- Nie...Jesteśmy tylko znajomymi nic więcej nie musicie się państwo martwić.
-  Mieć w rodzinie lekarza to żaden wstyd. - Ta rozmowa szła w złym kierunku - Nie to co Mino
- Tato?! 
- Proszę pana proszę nie krytykować mojego przyjaciela w mojej obecności.
- Jak to przy.... Hee czy ty umawiasz się z człowiekiem gangu! Jak możesz mówiłem ci że ludzie ich pokroju...
- Ludzie naszego pokroju nie biją członków swojej rodziny.
- Jiwon proszę przestań 
- Nie Hee dlaczego masz płaszczyć się przed swoim ojcem. Nie pozwolę na to. Proszę opuścić to mieszkanie natychmiast.
- Nie!! Jiwon ty stąd wyjdź!! Wystarczająco pomogłeś - Zmierzyłam chłopaka wzrokiem. Zrozumiał że za dużo powiedział. Zabrał kurtkę i wyszedł trzaskając drzwiami. 
- Tato przepraszam - Spojrzałam na niego ale widziałam że już podnosi rękę. Po chwili poczułam piekący policzek. 
- Masz czas do końca tygodnia na spakowanie i wracasz do domu - Wrzasnął i razem z matką wyszli. Usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do Guna.
- Halo? - Usłyszałam jego niski zachrypnięty głos. - MinHee?
- Tak. Gun możemy się spotkać?
- Tak pewnie za 10 minut pod twoim blokiem.
Gun wiedział że ojciec mnie bije nie miałam się komu wygadać i tak jakoś padło na niego. Jednak nadal nie wiedział prawdy o swojej siostrze. Zabrałam kurtę i wyszłam na dwór.
Stałam pod drzwiami i tak jak obiecał, chłopak pojawił się po 10 minutach.
-  Co się stało?! - Spojrzał i złapał mnie za policzek - No mów
- Ojciec...Bobby wpieprzył się i wszystko pogorszył.
- Zabije kiedyś śmiecia... Hee chciałem cię przeprosić za co mówiłem dzisiaj rano, poniosło mnie.
- Rozumiem wybaczam - Odparłam 
- Może jedziemy gdzieś spędzić razem czas ? - Spojrzałam na chłopaka i kiwnęłam głową. Podeszliśmy do czerwonego ścigacza, wsiadłam na niego a zaraz potem Gun, od ruchowo złapałam go za kurtkę. Jednak przypomniał mi się wtedy Bobby, wtedy byłam z nim.
- Coś się stało
- Nie nic jedźmy już - Jadąc tą cudną maszyną czułam się wolna bez zbędnej ingerencji rodziców. Jedna rzecz była dla mnie nieswoja że jestem tu z GunHee a nie z Jiwonem. Przez cały dzień kręciliśmy się tu i tam. Przez całe życie nie naśmiałam się tyle co z GunHee. 
Około godziny 17 siedzieliśmy w pięknym parku, oddalonego od Seul jakieś 2 godzinie. Jednak chciałam pogodzić się Bobbym i chciałam wrócić do domu.
- Gun możemy wrócić do domu.
- Ani! Aish właściwie chciałem z tobą porozmawiać - Spojrzałam na chłopaka i nie wiedziałam jak zareagować.
- O czym?
- Chodzi o to że zauważyłem jak się czuje gdy z tobą jestem i widzę że ty też się dobrze z tym czujesz. 
- Gun... Przepraszam ale traktuje się cię jak przyjaciela, któremu mogę się wygadać. Źle mnie zrozumiałeś - Chłopak wstał i zaczął nerwowo chodzić w jedną i drugą. - Minahe.
- Jiwon? Prawda? - Kiwnęłam głową - Chcesz skończyć jak SooYoun.
- To ze twoja siostra zginęła. To był wypadek.!
- Skąd wiesz a może...
- Myślisz że Bobby zrobił by to specjalnie...Za takiego potwora go masz ! Jak możesz!
- W takim razie zrobię to co on mojej siostrze
Gun podszedł do motoru i wsiadł na niego.
- Przestań! Co ty sobie myślisz !
- Robię to co do mnie należy - Odjechał zostawiając mnie samą. Pobiegłam na pierwszy lepszy przystanek autobusowy i poczekałam na kurs do Seul. Wybrałam numer do Mino.
- Halooo - Usłyszałam zachrypnięty głos brata.Prawdopodobnie dopiero mi wstał.
- Gdzie jest Jiwon!?
- Nie wieeem a co?
- Jedź go szukaj ! Gun powiedział że zemści się za śmierć siostry. Jeśli coś mu się stanie ty będziesz za to odpowiedzialny! Bo to on krył twoją dupę!
-  A ty gdzie jesteś? - Spytał. 
- Ja... W okolicy Pusan
- Gdzie ?! - Spytał zdziwiony - Mniejsza czekaj tam ktoś pod ciebie podjedzie. 
-  A ty szukaj Bobbyego.
- Co ty tak...
- Mino proszę - Mruknęłam, zbierało mi się na płacz - Powstrzymaj Guna.
- Dobrze ale już nie płacz 
- Dobrze przepraszam - Wytarłam oczy i usiadł na przystanku i zaczęłam czekać. Z minuty na minutę czas ciągnął się co raz dłużej. W końcu po godzinie czekania pod przystanek podjechał chłopak widziałam go już z Mino więc podeszłam i wsiadłam na motor.
- Szukają ich ?
- Tak spokojnie Hee jedźmy już - Odpowiedział 
I ruszył, bałam się że Gun zrobi coś Jiwonowi w zemście za siostrę. Po godzinie byliśmy pod moim domem.
- Idź do domu
- Co ?! Nie, ja pomogę szukać
- Idź do domu MinHee kiedy ich znajdziemy przyjedziemy do ciebie.
- Nie ! Nie rozumiesz ja muszę go znaleźć!
Nagle w mojej kieszeni poczułam wibracje wyciągnęłam telefon i zobaczyłam "Mino"
- Mino - Nacisnęłam zieloną słuchawkę - Halo!
- Hee czy Thomas jest jeszcze z tobą?
- Tak.
- Niech przywiezie cię do szpitala...
- Jiwon?!
- Razem z GunHee ścigali się Gun zajechał mu drogę ten zaczął kozłować i teraz trwa operacja. 
- Zara tam będę - Czułam że płacze.
- Hee nie płacz 
- Przecież nie płaczę 
- Wszystko z nim będzie dobrze - Kiwnęłam głową. Kiedy się rozłączyłam ukucnęłam i zaczęłam płakać. Potem pojechaliśmy do szpitala. Wpadłam do szpitala szukając sali operacyjnej. Kiedy stanęłam zobaczyłam cały gang. 
- Gdzie on jest?! Chce się z nim zobaczyć - Odparłam
- Nadal go operują - Podeszłam do Mino i przytuliłam go. - Mówiłem nie płacz. I uspokój się.
- Jak mam nie płakać skoro facet którego kocham leży teraz na sali operacyjnej!!!. I jeszcze nie wiem co z nim jest!!
- Kochasz go
- Tak! Kocham tego wrednego chuja! - Krzyknęłam i wtuliłam się w brata.
Przez kilka godzin siedziałam pod salą operacyjną, reszta próbowała mnie zabrać do domu na wszelkie sposoby jednak nie chciałam i nadal siedziałam wyczekując końca. Kiedy lampka nad salą zasnęła moje myśli przybrały czarne barwy. Doktor, który przeprowadzał operacje wyszedł i spojrzał na mnie.
-  Pani jest spokrewniona z pacjentem?
- Tak - Odparłam zmęczona, wstałam i podeszłam do lekarza 
- Co z nim ?
-  Jest dobrze, oczywiście stan krytyczny nie zginie z dnia na dzień. Ale ważne że żyje.
- Mogę się z nim zobaczyć
- Dobrze ale tylko chwilę - Odparł lekarz. Ubrałam specjalny fartuch i weszłam na OIOM i zobaczyłam Jiwona podpiętego pod aparaturę. Usiadłam na krześle przy jego łóżku. Nie wiem czemu ale złapałam jego zimną rękę. Siedziałam tam prze godzinę potem zostałam wyproszona. Przez tydzień przychodziłam do Jiwona i czekałam aż się wybudzi ze śpiączki. Dnia siódmego w niedzielę poszłam do niego ale miejsce gdzie leżał było puste.
- Przepraszam czy Kim Jiwon został przewieziony na inną salę?
- Tak zaraz panią zaprowadzę - Po długim czekaniu miła pielęgniarka zaprowadziła mnie na trzecie piętro powiedziała że mam szukać pokoju 13. Idą po kolei patrząc na drzwi w końcu trafiłam na dany pokój. Stałam jak idiotka i nie wiedziałam czy wejść czy lepiej poczekać na Mino. Kiedy chciałam odejść drzwi się otworzyły a przede mną stanął przyjaciel z gangu chłopaków.
- O MinHee - Wskazałam mu żeby był cicho
- Wiedziałem że przyjdziesz!! - Usłyszałam krzyk z sali, zaglądając zobaczyłam przytomnego i całego zabandażowanego chłopaka. Weszłam do sali i usiadłam przy chłopaku, łapiąc go od ruchowo za rękę.
- Przyszłam bo...
- Się martwiłaś, tak wiem. Mino był u mnie i mi powiedział że płakałaś. -  Jiwon dotknął mojej twarzy - Nie chce żebyś płakała przez takiego gnoja jak ja.
- Przestań nie mów tak...
- Przepraszam za to że wkurzyłem twojego ojca prze zemnie oberwałaś. Przepraszam że pozwoliłem by Gun był w pobliżu ciebie. Przepraszam że... Kocham Cię.
Zbliżyłam się do chłopaka i pocałowałam go. Na reszcie doczekałam się. Kochałam go i nie chciałam żeby mnie zostawiał.
- A więc ? - Spytał 
- Co ? - Chłopak dotknął mojego policzka. Patrzył mi w  oczy uśmiechając się promiennie.
- Kochasz mnie czy jestem ci obojętny. 
- Tak tak, może kiedyś. A ty jak się czujesz. ?
- Kiedy przyszłaś jest już o wiele lepiej.  Chłopak nachylił się i pocałował mnie Poznałam go, na początku nie na widziałam go ale kiedy poznałam go bliżej. Zakochałam się.

czwartek, 6 października 2016

Do You Love Me? Say I Love You Part 3


- Bobby krył mnie i SooYoun. To ja byłem wtedy z nią, nie Jiwon. To ja spowodowałem jej śmierć
Nie wierzyłam w to co on do mnie mówił, nie chciałam w to wierzyć.
- I dlatego odszedłeś ?
- Ojciec powiedział że pomoże mi ale mam się do ciebie nie zbliżać. Tak uniknąłem więzienia.- Mino była załamany nie wiedziałam co mam zrobić jednak siostrzany instynkt po prostu kazał mi go przytulić i tak też zrobiłam. - Przepraszam MinHee nie chciałem cię zostawić, gdybym wiedział że dzieje ci się krzywda był bym przy tobie. Nawet gdybym miał trafić do więzienia.
- Dziękuję - Mruknęła. Kiedy razem wyszliśmy z sali każdy poszedł w swoją stronę. Po tym wszystkim wiem że Gun nie może dowiedzieć się prawdy. Jakieś trzy godziny później wyszłam ze szkoły i podbiegła do mnie Sonia
- Hee chodźmy na imprezę - Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. - No chodź to będzie takie tylko spotkanie. Zero alkoholu zero narkotyków co ty na to proszę zgódź się...
- No dobra mogę iść - Odparłam
- To chodźmy- Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i po chwili siedziałam w samochodzie Soni. Przez całą drogę dziewczynie nie zamykała się buzia, nagle zauważyłam że równo z naszym samochodem jedzie czarny ścigacz od razu rozpoznałam Jiwona
- Cholera ! Sonia błagam zatrzymaj się - Krzyknęłam - Albo nie jedź za nim - Wskazałam na czarny ścigacz.
- Ale po co - Spytała oszołomiona dziewczyna
- To Bobby - Odparłam - Jedzie na główne ulice Seul.
- No to co. Dziewczyno ja rozumiem że on ci się podoba ale nie wolno przesadzać Jedziemy na imprezę.
- No ale Sonia
- Bo okrzykną cię mianem prześladowcy - dziewczyna skręciła autem przeciwną stronę Gdzie jechał Bobby. Po godzinie Byliśmy już na miejscu gdzie miała odbyć się impreza. Weszłam do obcego mi domu wystraszona rozglądałam się na wszystkie strony w poszukiwaniu Soni jednak dziewczyna zniknęła. Nagle poczułam stuknięcie w ramię odwracając się zobaczyłam młodego przystojnego chłopaka był ubrany elegancko co świadczyło o jego wysokiej pozycji.
- Hej znamy się?
- Nie przyszłam tu z koleżanką ale zniknęła.
- Jak koleżanka ma na imię? 
- Sonia... - Odparłam a chłopak uśmiechnął się co świadczyło o tym że zna dziewczynę.
- Spokojnie ma tu kolegę. Jestem Nikodem
- Nie jesteś Koreańczykiem
- Nie przyjechałem z Włoch 
- Ah Włochy piękny kraj - Odparłam 
- Może kiedyś cię tam zabiorę - W głowie zapaliła mi się czerwona lampka 
- Nie dziękuję tu jest mi dobrze. - Odparłam 
Ale mimo to obecność chłopaka robiła się natrętna. Po godzinie znalazła się Sonia, siedzieliśmy przy basenie i rozmawialiśmy. 
-  O widzę że już się znacie.
- Tak polubiłem twoją koleżankę - Nikodem objął mnie w pasie ale ja podskoczyłem jak poparzona mówiąc że idę po wodę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam sms-a do Soni " Możemy już iść" poczułam wibracje " Nikodem cię lubi zostańmy jeszcze chwilę" 
- Cholera -  Byłam zła że nie mogłam teraz być z Mino żeby jakoś temu zapobiec. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, wszyscy ucichli 
Usłyszałam krzyk i głośne otworzenie drzwi zobaczyłam Mino i Bobbyego wszyscy byli uśmiechnięci mam nadzieje że z Gunem wszystko dobrze.
- Czy tu jest dziewczyna o imieniu MinHee!! Hee chodz do braciszka!
- MinHee - Zobaczyłam Bobbyego który wskazuje na mnie palcem. Przepchnął się przez tłum i stanął przy mnie. - Widziałem jak na mnie patrzysz kiedy jechałem motorem. Bałaś się? Zależy ci? 
- Zostaw mnie dupku - Warknęłam i wyszłam do Soni stanęłam przy basenie. Bobby podszedł tak blisko. Chciałam się cofnąć i wtedy chlup! Wpadłam do basenu a chłopak zaraz za mną. Poczułam jego dłonie pod moją koszulką. Był taki delikatny jak by dotykał szlachetnego kamienia. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiech chłopaka. Chciałam wypłynąć na powierzchnie ale on mnie trzymał zaraz miało braknąć mi powietrza. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował oddając mi trochę swojego tlenu. Kiedy mnie puścił wypłynęłam i wyszłam z basenu. Zaraz za mną Bobby
- Chcieliście pobić rekord Guinessa - Rozglądając się zobaczyłam chyba cały gang MOBB. 
- Co do cholery ?! -Krzyknęłam - Więcej was matka nie miała ! - Wstałam i podeszłam do Soni.- Możesz mnie odwieść do domu. - Dziewczyna okryła mnie kurtką i wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Zdenerwowana, morka i zmęczona wracałam do domu krzycząc najróżniejsze słowa i przekleństwa.
- Co się stało tam pod wodą?
- On...mnie...pocałował! - Krzyknęłam i ukryłam twarz w dłoniach.
- No dobraaa jesteśmy krok do przodu - Odparłam Sonia i skupiła uwagę na drodze, nagle zobaczyłam jak kilkanaście dwukołowców jedzie po obu stronach samochodu. - Dziewczyno ty na prawdę sprawiasz problemy.
- Moja wina ? To ten nadęty dupek - Odparłam kiedy wszystkie ścigacze nas minęły obie odetchnęliśmy z ulgą. Kiedy podjechaliśmy pod blok podziękowałam dziewczynie i weszłam do mojego mieszkania. Poszłam pod prysznic i starałam się uspokoić, jednak czułam się dziwnie nadal pamiętam akcje z Bobbym. Czyżby...się...zakochała ?
- Nie to jest nie możliwe i zabronione muszę skupić się na szkole - Kiedy już trochę ochłonęłam usiadłam przy stole i zaczęłam pic kawę do późna uczyłam się spać położyłam się o drugiej w nocy.
Ze snu wyrwał mnie budzik okazało się że zasnęłam przy stole, szybko spakowałam książki i wyszłam z domu. Chowając klucze do domu poczułam czyjąś obecność. Odwracając się zobaczyłam GunHee
- Hej gdzie wczoraj byłaś - Spytał uśmiechając się promiennie- Na imprezie z koleżanką - Odparłam
- Proszę niby taka grzeczna a jednak imprezy w głowie. - Spojrzałam na chłopaka.
- Nie prawda a... właściwie co tu robiłeś pod moim domem ? - Spytałam
- Może czekałem na ciebie - Chłopak podszedł bliżej - Chciałem cię zabrać do knajpy ale widocznie miałaś lepsze zajęcie.
- Hee?! - Odwracając się zobaczyłam Bobbyego -  Długo czekasz ? - Podszedł i stanął między mną a Gunem.
- Widzę że Jiwon dba o twoje bezpieczeństwo . Ciekawe dlaczego nie dbał tak o SooYoun
- Nie wspominaj tego co było. Mówiłem ci SooYoun umarła ponieważ facet wyjechał mi pod koła. Nie mogłem zapanować nad pojazdem i stało się. Teraz i tak nic nie przywróci jej życia.
- A co jeśli zabiorę ci MinHee jak wtedy będziesz się czół co Jiwon...
- Nie oddam jej - Warknął chłopak co bardzo mnie zdziwiło.
- A co jeśli zabiorę ją tak ja ty SooYoun nie zapominaj o tym dobrze ? - Nie poznawałam Guna stał się inny może dlatego że siostra była dla niego ważna. Ale Bobby...jego wyraz twarzy jego napięte mięśnie wszystko mówiło mi że był wściekły. Kiedy Gun odszedł bałam się zareagować.
- Jiwon...hej wszystko dobrze - Chłopak przycisnął mnie do ściany i mruknął
- Proszę trzymaj się od niego z daleka - Odparł
- MinHee co ty wyprawiasz ?! - Odwróciłam się i zobaczyłam rodziców.



Do You Love Me? Say I Love You Part 2


Kiedy wyszłam przed szkołę, zobaczyłam chłopaka który wczoraj atakował kujonka z naszej szkoły, był ze szkolnego gangu. Wyciągnął słuchawki, spojrzał na mnie, wziął plecak i podszedł.
- Jestem Gun przepraszam że tak cię wczoraj wystraszyłem ale nie ty byłaś celem tylko chłopak z gangu MOBB. -  Bałam się go w końcu wczoraj ten chłopak wczoraj patrzyła się jak jego koledzy wyrywali mi włosy to już podchodzi pod idiotyzm. 
- Super ale ja już muszę iść.
- No poczekaj mogę cię odprowadzić do domu. Dziewczyna nie powinna chodzić ciemnymi uliczkami sama.
- Taaak na pewno będę czuła się bezpieczniej kiedy będę szła z chłopakiem z gangu który wczoraj się znęcał nade mną...
- No przecież przeprosiłem 
- Może i ale i tak nie chce mieć z wami nic wspólnego. -  Chciałam odejść ale chłopak złapał mnie za nadgarstek.
- Proszeee - Urok osobisty chłopaka pozwolił mi żeby szedł ze mną. 
- Zgoda - Mruknęłam. Szliśmy w ciszy co chwilę zerkałam na chłopaka który tylko szedł
- Chciałeś iść ze mną ale żeby się odezwać to już nie łaska. - Odparłam
- Aish nie wiem co powiedzieć żeby nie zrobić z siebie idioty -  zaczął się podśmiewać - A właśnie z tego co pamiętam Mino to twój brat?
- Tak ale nie chcę o tym gadać 
- Dlaczego?
- Stało się coś czego nie chcę mówić sprawy rodzinne - Odparłam 
- A co z Bobbym znasz go ?
- Nadęty dupek który widzi czubek swojego nosa - Burknęłam 
- Wiesz czemu my gang YAKUZA i gang MOBB tak bardzo się nie lubimy - Pokręciłam przecząco głową.
- Ale o tym może kiedy indziej jesteśmy już pod domem - Spojrzałam i zobaczyłam mój blok.
- Obiecujesz - Pokazałam mu najmniejszy palec, chciałam żeby złożył obietnice polubiłam go. Chłopak złapał mój palec i mruknął.
- Obiecuję - Naciągnął czarny kaptur na głowę i odszedł. Wchodząc do domu usiadłam na kanapie, wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do mamy. Rozmawiałam z nią kilka godzin tak bardzo się stęskniłam. Już nie długo powinni mnie odwiedzić. 
Wstając rano zobaczyłam że na dworze jest straszna pogoda, deszcz zostawiał smugi na szybach a wiatr wyginał drzewa przed moim blokiem o 180°.
- Może dzisiaj nie pójdę.... Nie no muszę iść - Szczerze to miałam nadzieję że znów zobaczę Guna i dowiem się o konflikcie miedzy gangami. Stając przed szafą zaczęłam się zastanawiać co założyć. Wylosowałam czarne rurki i niebieski sweterek. Wychodząc włożyłam szarą czapkę i szalik. Wyszłam na dwór i już miałam ochotę się cofnąć ale zobaczyłam chłopaka szedł w moją stronę zakapturzony w czarnej skórzanej kurtce. Kiedy stanął przede mną rozpoznałam Bobbyego. 
- Co tu robisz? 
- No wiesz ja tu się poświęcam żebyś nie marzła przyjeżdżam po ciebie a ty mi się jeszcze pytasz co tu robię. No wiesz jesteś nie kulturalna. 
- Przepraszam, lepiej...
- My ludzie "naszego pokroju" wiemy chociaż czym jest kulturalność.
- Przepraszam Jiwon. - Mruknęłam i ukłoniłam się. Wyminęłam go i podeszłam do czarnego ścigacza. - Możemy już jechać zimno mi 
- Aish dziwna jesteś - Mruknął
- Nie tak bardzo jak ty....
- Bo będziesz szła do szkoły na pieszo
- Przepraszam - Mruknęłam, nie chciałam iść na pieszo w takie zimno. Kiedy Jiwon wsiadł na motor przykleiłam się do niego obejmując w pasie. 
- Od kiedy jesteś taka odważna...
- Kiedy jest zimno kobieta walczy o ciepło na wszelkie sposoby pamiętaj o tym. Jedz już...
Usłyszałam głośne warczenie pojazdu potem ruszyliśmy. Ciepło biło od chłopaka jak od przenośnego grzejnika. Już go lubię.
Kiedy podjechaliśmy pod szkołę zsiadłam i już miałam wejść do szkoły kiedy Bobby krzyknął.
- To co, lubisz mnie chociaż trochę?
- Tylko jako przenośny grzejnik nic więcej.
- Jak możesz?!
- Ludzie "naszego pokroju" idą zawsze tam gdzie będą mieli z tego korzyść tak to już jest.
- Aish wredna pannica - Odpalił motor z głośnym rykiem i odjechał. Ja wbiegłam do szkoły i tam wpadłam na koleżankę z klasy.
- Wiesz co robisz ? 
- O co chodzi? - Spytałam
- Zadajesz się z gangiem MOBB i rozmawiasz z przywódcą gangu YAKUZA wiesz na co się porywasz.
- Dam sobię radę spokojnie. 
- Żebyś potem nie płakała - Odparła. Sonia była przy mnie od kiedy przeniosłam się do szkoły wiec była moją dobrą koleżanką. Na zajęciach byłam rozkojarzona bo myślałam nad konfliktem między gangami, postanowiłam że na przerwie poszukam Guna i poproszę go by mi o tym opowiedział. Kiedy usłyszałam dzwonek wyszłam z sali gdzie czekał Mino.
- Musimy pogadać. - Odparł wyciągając ręce z kieszeni.
- Raczej nie mamy o czym.
- Właśnie że mamy - Złapał mnie za nadgarstek i wyprowadził ze szkoły, kiedy stanęliśmy spojrzał na mnie i mruknął.
- Więc?
- Znasz już Guna ?  - Kiwnęłam głową - Więc pewnie już wiesz że zadarłaś z gangiem YAKUZA. - Ponownie kiwnęłam głową - Więc zapomnij o nim nie będziesz się z nim spotykać
- No chyba nie. Nie masz prawa mi mówić co mam robić. Nie chce cię znać rozumiesz !!.
- Zostawiłeś!! Zostawiłeś mnie! Właśnie wtedy gdy cię najbardziej potrzebowałam.
Tylko ty mnie broniłeś przed ojcem, a kiedy odszedłeś on znów zaczął mnie bić
Jak mam ci teraz zaufać. Nie chce tego znów przechodzić. A ojciec powiedział ze mam z tobą nie rozmawiać. Bo inaczej...
- Nigdy już nic takiego się nie wydarzy.
Obiecuje ci. Jeśli znów ktoś na ciebie podniesie rękę zabije go.
- Teraz ci nie ufam. - Odchodząc zobaczyłam Bobbyego opartego o mur szkoły . Po jego minie można było się domyśleć że wszystko słyszał. Wróciłam do szkoły i zaczęłam szukać Guna. Natknęłam się na niego w stołówce. 
- Gun musimy porozmawiać. 
- O MinHee właśnie mój przyjaciel chce ci coś powiedzieć. Zobaczyłam chłopaka który złapał mnie za włosy. Podeszłam do niego i spoliczkowałam.
- Nigdy więcej masz mnie nie dotykać.
- Wiem przepraszam zasłużyłem.
- A teraz o czym chcesz porozmawiać? 
- Na osobności - Odparłam spoglądając na  przyjaciół Guna. Odeszliśmy od reszty idąc na piętro tam byliśmy sami. 
- Pewnie chcesz się dowiedzieć o konflikcie.
Kiwnęłam głową. - Wszystko zaczęło się od tego że ja Mino i Bobby byliśmy przyjaciółmi nie było gangów. Miałem też siostrę która kochała Jiwona. I wtedy wszystko się zaczęło.
Zaczęła olewać szkołę wolała być z Bobbym niż zająć się szkoła i nauką. A on zabawiał się z innymi. Kiedy siostra i Jiwon jechali jego motorem mieli wypadek, zmarła na miejscu a on przeżył Bobby załamał się ale na ile szczere to wszystko było, skoro juz tydzień później  był z inną. I wtedy Mino wziął stronę Bobbyego ponieważ wierzył że on jest nie winny. - Poczułam że zaczęłam płakać. 
- Ej no ale nie płacz - Gun przytulił mnie, głaszcząc po plecach. 
- Przepraszam - Mruknęłam
- MinHee!! -  Spojrzałam i zobaczyłam Mino, poderwałam się ale Gun złapał mnie za nadgarstek i stanął przede mną.
- Mino daj spokój tylko rozmawiamy 
- Nie wciągaj jej w nasze sprawy! - Wydarł się brat.
- Sama go o to poprosiłam -  Odparłam
- Hee zamknij się! 
- Mino powiedziałem uspokój się! 
- Gun to nie jest SooYoun!! - Chłopak momentalnie zaczął się trząść i rzucił się na chłopaka. Starałam się ich rozdzielić ale tylko pogorszyłam sytuację jeden z nich odepchnął mnie.  Zdenerwowana wydarłam się. Obaj spojrzeli na mnie i uspokoili się.
- Skończcie już - Odparłam zapłakana Mino i Gun wstali. Ten drugi wskazał palcem na mojego brata i Odparł.
- Dzisiaj na ulicach Seul kolejna bitwa . - Kiedy Gun odszedł podeszłam do Mino i pomogłam wstać. 
- Idziemy do pielęgniarki.
- Nie trzeba - Ale pociągnęłam chłopaka za rękę i po 5 minutach byliśmy w gabinecie. 
- Trzeba to przemyć - Wzięłam waciki i wodę utlenioną nalałam trochę na wody na wacik i przyłożyłam do wargi brata.
- Trzymaj się z daleka od Guna
- Ale...Mino to co się stało to co zrobił Jiwon jest straszne...
- On nic nie zrobił...Gun nie wie wszystkiego. 
- Czyli? - Bałam się dowiedzieć prawdy....