środa, 29 listopada 2017

JooHeon - Bez Limitu Prędkości





Podobny obraz




Opowiadanie dedykowane mojej przyjaciółce. Serdecznie zapraszamy i pozdrawiam Werson!!








Ten dzień zapowiadał się naprawdę...Okropnie, od rana padał deszcz, wiał dość zimny wiatr, czego naprawdę nie na widzę. Dziś kończę 19 lata i nadal mieszkam z rodzicami, jednak trzy lata temu przejęłam warsztat ojca ponieważ tak samo kochałam samochody jak on a z racji, że mój kochany braciszek Hyungwon poszedł na prawo warsztat przejęłam ja. Jednak utrzymanie rodziny i warsztatu nie jest takie proste, dlatego biorę udział w nielegalnych wyścigach. W Kanadzie są miejsca o których policja nawet nie wie to tam co tydzień w piątek ścigam się z najlepszymi. Jednak jeszcze nikt nie dał rady mnie pokonać, zgarniam za to dość sporo kasy powiedzmy tysiąc dolarów. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nikt nie wie że jestem dziewczyną...Jednak prócz tego chodzę jeszcze do szkoły staram się o stypendium do najlepszej szkoły w Kanadzie ciężko jest pogodzić trzy różne światy ale czego się nie robi by zabłysnąć w oczach rodziców. Kiedy wybiła godzina dziewiąta weszłam do sali, akurat zaczynała się lekcja, nauczyciel nie oszczędził sobie języka na mój temat i o tym dlaczego jeżdżę tak niebezpieczną maszyną która to zatruwa środowisko. Dobrze ze przestałam brać do serca to co mówią inni jakieś dwa lata temu. Kiedy usiadłam na swoim miejscu zobaczyłam moją przyjaciółkę Lexi znów bazgroliła w swoim szkicowniku, pewnie kolejne arcydzieło. 
- Co rysujesz ? - Spytałam wyciągając książki.
- Z ostatniego wyścigu zapamiętałam ostatnią minutę postawnowiłam przelać to na papier. Mieliso dziś znów idziesz?
- Taa brakuje na leki dla ojca. A co jedziesz ze mną ?- Spytałam, dziewczyna pokiwała energicznie głową. Zaledwie dwa lata temu była nieśmiała, wszyscy jej dokuczali, popychali i wyśmiewali. Ja zobaczylam w niej kogoś komu można zaufać, teraz jeśli ktoś zrobi jej krzywdę ma do czynienia ze mną. - To o 20 przyjadę po ciebie.
- Będę czekać - Kiedy lekcja zaczęła trwać ja poczułam się zmęczona, to pewnie przez wczorajsze siedzenie, musiałam naprawić mój samochód, po ostatnim wyścigu musiałam wymieniać ABS. Ale robiłam wszystko by był najlepszy.  Ostatni dzwonek oznaczał wolność odpaliłam motor i założyłam kask ale wtedy przyczepił się nauczyciel od biologii 
- Melisa...dziewczyno zmień środek transportu wiesz ile spalin wdychasz ?
- Skończył pan bo tak jak by śpieszy mi się. - Mruknęłam spoglądając na zegarek, który wskazywał 17:30 
- Melisa ostrzegam cię - Odpaliłam maszynę i odjechałam robiąc specjalnie tłuman kurzu. O godzinie 18 byłam w domu wzięłam szybki prysznic i zmieniłam ubrania, kiedy podjechałam pod dom Lexi ta juz czekała na mnie.
- Jak zawsze przed czasem - Zaśmiała się i usiadła na miejscu pasażera. Na autostradzie licznik pokazywał 220, była to dla mnie norma jednak Lexi ze strachu zamknęła oczy zwolniłam bo nie chciałam dojechać z trupem. Wtedy na ulice wbiegł mężczyznę nie zdążyłam wyhamować i facet oberwał, kiedy do niego podbiegłam nie wyczuwałam pulsu. 
- Lexi on nie żyje - Spojrzałam na dziewczyne, która była blada jak kartka papieru. - Dzwoń na pogotowie. - Wyjełam telefon i zadzwoniłam do Hyungwona.
- Co się stało ?
- Hyungwon...miałam wypadek 
- Co wszystko dobrze ?!
- Tak ale chyba zabiłam faceta..- Zaczęłam płakać - Wyskoczył nie wiadomo skąd.
- Ile miałaś na liczniku?
- Może ze 150? - Odparłam
- Powiedz ze jechałas 50, zaraz będę powiedz ze masz prawnika. Nie denerwuje się wyciągnę cię z tego Mel.
- Hyungwon boję się... - Po kilku minutach przyjechała policja i karetka niestety facet zmarł a mnie zabrano na komisariat gdzie zaczęły się przesłuchania. Tak jak obiecał mój brat wyciągnął mnie, oczywiście zabrano mi prawo jazdy na samochód i motor. Od tego incydentu minęły dwa lata, tak jak powiedziałam dostałam się na uczelnie, mimo to nadal pracuje w warsztacie. Sprawa morderstwa poszła w niepamięć w protokole napisali, że popełnił samobójstwo a w jego krwi wykryto substancje odużające. Jestem mordercą ale nadal staram się z tym żyć, mimo to Lexi nadal jest ze mną, powiedziała, że to co się stało nie ma znaczenia na naszą przyjaźń. Tego dnia do puźna siedziałam w warsztacie z racji, że był piątek a musiałam na jutro oddać samochód. Było coś około 23:20 kiedy usłyszałam warkot silnika, wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam chłopaka, który prowadził czarny motor. Miał czarne włosy i niezbyt sympatyczny wyraz twarzy. 
- Coś się stało ? - Spytałam podchodząc do niego.
- Słucham ? - Wskazałam na motor - A tak jechałem i nagle stanął przez co się wywruciłem
- Chcesz to pomogę mam warsztat
- Dziewczyna ma warsztat...Nie do wiary, pewnie nic nie umiesz strasznie pusto u ciebie. 
- Widze, że trafiłam na niedowiarka - Zaśmiałam się i wskazałam ręką na bramę. Chłopak głośno westchnął i mruknął coś w stylu "Baba mechanik pff"
Kiedy postawił czarne cudeńko na środku podeszłam delikatnie dotykając kierownicy - Dobry model, był wyprodukowany rok max dwa lata temu  - obejrzałam go do okoła.-  Miał wymienianą filtr powietrza i  zbiornik od paliwa. Podejrzewam, że to problem z silnikiem
- I po czym to wnioskujesz ?
- Jeśli był wymieniany zbiornik możliwe że coś zostało przebite i olej lal się na silnik aż się utopił wtedy przestaje pracować powoli cały układ. To tak jak z jadem rozprzestrzenia się od ukąszenia atakując wszystkie ważniejsze narządy. Rozumiesz ? - Spytałam patrząc na niego.
- Wiesz troszkę się ciebie boje mówisz to z taką pewnością i zainteresowaniem.
- Po tym poznasz prawdziwego mechanik. Wyczyszczę silnik i sprawdza zbiornik, powinno być cacy. - Zaśmiałam się i zabrałam się za robote. Czułam, że chłopak cały czas mi się przygląda w końcu postanowiłam zagadać. - Może wypadało się przedstawić ?
- Po co ?
- Bo spędzisz tutaj 2 godziny chyba, że ktoś po ciebie przyjedzie...
- Niestety, nie mam kogoś takiego...
- W takim razie jestem Chae Melisa ale ludzie mówią mi Mel - Wyciągnęłam w jego stronę dłoń usmarowaną olejem, chłopak uśmiechnął się i uścisnął ją mimo że była brudna.
- JooHeon...- Był na swój sposób wyrzutkiem nie miał wielu znajomych. Był rok starszy i okazało się że chodził do tej samej szkoły co ja. Ale poszedł tam ze względu na rodziców. Kiedy skończyłam chłopak z uśmiechem tak jak ja "obmacał" swoje cudeńko. - Dzięki Pani Mechanik ile płace?
- Powiedzmy że rozmową spłaciłeś rabunek - Zaśmiałam się związując włosy w kucyka - W razie problemów zapraszam.
Chłopak kiwnął głową i odjechał z piskiej opon, ja spojrzałam na zegarek i zobaczylam prawie 3 w nocy, potarłam zmęczony kark i zabrałam się za ukończenie starego rzęcha mojego sąsiada. - A chuj policzek mu podwójnie. 

Time Skip

Poniedziałek... Jasna cholera znowu autobus. Najgorszy środek transportu, niestety muszę płacić za grzechy. Jeden plus facet od biologii dał mi spokój. Weszłam do klasy i zobaczyłam faceta siedzącego na moim miejscu! Obok mojej przyjaciółki! Bezczelnie do niej zarywał!
Ruszyłam w jego kierunku i złapałam za szmaty zrzucając z krzesła.
- Mel co robisz ? - Krzyknęła przerażona Lexi - On cię szukał.
- Co ?! - Spytałam przestraszona i spojrzałam na chłopaka, który podnosił się z podłogi. - Kim ty jesteś?
- Przyjaciel JooHeona słyszałem, ze dobry z ciebie mechanik. Mam dla ciebie robotę. 
- Nie jesteś ze szkoły...
- Rok wyżej smarku - Zaśmiał się szczypiąc mnie w policzek - To jak zobaczysz co z moim autem ?
- Tak przyprowadź go JooHeon zna drogę.
- Jest dzisiaj strasznie zajęty - Mruknął marszcząc brwi - Mam pomysł przyjadę po ciebie po szkole i pojedziemy do twojego warsztatu. 
- Dobra kończą o 16:30
- Będę. A tak na przyszłosc jestem Gun
- Melisa. A teraz spadaj bo zaraz zaczyna się lekcja - Chłopak puścił oczko do mojej przyjaciółki a mnie uszczypnął w policzek.
- Na razie smarku - Chwile później zadzwonił dzwonek i zaczęły się katusze. 
- Lexi a co ty tak odważnie do chłopaka?
- No wiesz był bardzo miły więc - Mruknęła i spłonęła soczystym rumieńcem.
- To jedziesz dzisiaj z nami ? - Spytałam z cwanym uśmieszkiem - Pogadasz sobie ze swoim Romeo?
- Tak pewnie.
- Ale wiesz nic nie wspominaj wiesz o czym...
- Melisa a ty ciągle o tym. Przstań było minęło natomiast nawet go nie znaliśmy więc od tak nikt z jego rodziny by się nie pojawił. 
- Ale nadal mam przeczucie, że to co zrobiłam ujrzy światło dzienne. - Moje myśli powróciły do tamtego dnia, w końcu zajęcia się skończyły a pod szkołą czekał na nas Gun. Wsiadając do samochodu, zaczął mi tłumaczyć w czym problem, wiedziałam ze albo to wina silniczka krokowego albo rury od filtra do przepustnicy. - Już chyba wiem w czym problem.
- Przecież jedziemy jak możesz to stwierdzić ?
- Słychać, samochód wchodzi na obroty. 
- Jesteś super! Właśnie Heon dzisiaj też wpadnie.
- Suuuper więcej was matka nie miała ?
- Miała ale połowe wydziedziczyła... - Zaśmiał się Gun, oczywiście z tyłu usłyszałam piskliwy śmiech Lexi. Po dojechaniu do mojego domu pobiegłam do góry przebrać się w czarny strój roboczy i białą bokserkę, włosy spięłam w warkocza i zeszłam do garażu. 
- Mel wygladasz bardzo sexownie w tym stroju. - Spojrzałam na Guna i warknęłam
- Za to ty przypominasz pedała a jakoś nie przypominam ci o tym - Podniosłam maskę od Bugatti 16.4 Veyron, i zaczęłam się przyglądac - Kiedy go ostatnio czyściłeś ?
- A to samochód się czyści?!
- Powiem szczerze temu samochodowi brakuje pod maską tylko gówna. Został u mnie go na dwa dni i dojdę do ładu.
- Dobra ale mógłbym cię prosić by był zrobiony do piątku mam wyścig w Scarborough, chce mieć pierwsze miejsce.
- Scarborough? - Spytałam - Jeszcze ?
- Co byłaś tam ?! 
- Mel była tam co tydzień w każdy piątek. Nie obyło się bez pierwszego miejsca.
Black rządził na torze ! 
- Lexi zamknij się w końcu!! - Wrzasnęłam rzucając w nią brudną ściera. 
- Gdzie jest Black !! Chce go zobaczyć!!
- Oddałam do kasacji - Mruknęłam wyciągając części 
- To ty byłaś czarny jeźdźcem?!
- Tak - Mruknęłam - Coś jeszcze ?
- Czemu zniknęłaś?
- Sprawa rodzinna - Mruknęłam - To przepustnica. Do jutra będzie zrobiony i wyczyszczony. Zadzwoń po przyjaciela niech przyjedzie....
- Przyjaciel juz jest - Odwróciłam się i zobaczyłam JooHeona na jego twarzy malowało się zainteresowanie. Trzymał w gembie lizaka i zaciekle pocierał podbródek. - Więc to ty jesteś Black Rider 
I mówisz ze rzuciłaś to ?
- Dokładnie. Stwierdziła że źle robię wolę skończyć studia znaleźć prace.
- Zróbmy tak. Jeśli wygram wyścig, pojawisz się na torze chociaż raz. 
- Kiedy?
- 27 października
- Dlaczego akurat wtedy ? - JooHeon nadal mi się przyglądał - JooHeon?
- To wyścig organizowany na cześć jego brata. Dwa lata temu zginął w wypadku został potrącony. Zanim tam dojechaliśmy po wypadku nie było śladu. 
- Policja powiedziała, że sprawca został ujęty. Ale była to wina mojego brata podobno wykryli u niego narkotyki, chociaż wiem na 100% że on nigdy nie ćpał. - Nie wierzyłam własnym uszom, zabiłam brata JooHeona, mimowolnie zaczęłam płakać. Nagle poczułam silne ramiona, które mnie oplotły, podniosłam głowę i zobaczyłam JooHeona.- Nie Becz Pani Mechanik. 
- Będę na wyścigu.
- To jak Black Rider pozbył się swojego konia ? - Jego oczy były takie hipnotyzujące, mimowolnie zaprzeczyłam głową.
- Pokaż go nam - Krzyknął Gun - Proszeee Kiwnęłam palcem i poszłam za garaż gdzie stał samochód przykryty starą płachtą. Kiedy szmata wylądowała na ziemi moje oczy znów zapłonęły, chciałam wsiąść i odjechać daleko...
- Mel on jest cudowny - Odparł Gun, przykleił się do maski 
- Nie dotykaj... - Warknęłam - Black to juz staruszek wszystko trzeba wymieniać.
- To co ty na to bym pomógł ci w naprawie samochodu do wyścigu ? 
- Ty? Chcesz mi pomóc? Facet, który nie ma pojęcia o samochodach ?
- Ale pod twoją opieką może się w końcu czegoś nauczę - Odparł z uśmiechem. 
- Zgoda - Mruknęłam - ale dzisiaj juz późno zbierajcie się. 
- Po samochód przyjadę jutro 
- My możemy zacząć remont od następnego poniedziałku. - Napisałam na karteczce mój numer i podalam Heonowi. 
- Na pewno będę - Mruknąl i odjechał. Ja odprowadziłam Lexi do domu kiedy wracałam zadzwonił do mnie nieznany numer.
- Halo?
- Melisa ? Tu JooHeon
- Cos się stało czegoś zapomniałeś?
- Nie chciałem zaproponować wspólna przejażdżkę motorem 
- O pierwszej w nocy ?! Zwariowałeś?
- Już dawno to co chętna ?
- Tak czemu nie 
- Gdzie jesteś ? 
- Pod domem właśnie odprowadzilam Lexi- Chłopak się rozłączył i chwile później był już po mnie. Zobaczyłam na jego twarzy szeroki uśmiech.
- To co jedziemy? - Wsiadłam na motor i złapałam go w pasie. - Gotowa?
- Dwa razy nie musisz powtarzać - Chłopak wcisnął gaz i usłyszałam pisk opon. Kiedy tak jechaliśmy uświadomiłam sobie że jadę teraz z osobą, która nie na widzi mnie do tego stopnia, że byłby w stanie mnie zabic. Zabiłam jego brata...
Kiedy dojechaliśny do klifu JooHeon się zatrzymał.
- Nie wiedziałem że w naszej okolicy może być taki piękny widok - Mruknął opierając się o maszynę, ja podeszłam do barierki i spojrzałam w dół. 
- Czasami nie zauwarzamy niebezpieczeństwa. Piękno to tylko przykrywka gdy chcesz dosięgnąć piękna możesz ucierpieć a może nawet i zginąć - Odparłam 
- Zawsze mówisz tak mądrze, skąd to bierzesz ? 
- Życie mnie tego nauczyło - Mruknęłam spoglądając na chłopaka, który stanął niebezpiecznie blisko mnie. Po chwili mnie pocałował, odepchnęłam go i spojrzałam na niego. - Co tu odpierdalasz?!
- Przepraszam ale tak mnie pociągasz jak żadna - Chłopak objął mnie w pasie, był tak blisko nie potrafiłam zapanować nad pożądaniem. Stanęłam na palcach i pocałowałam go JooHeon od razu zareagował. Oparł mnie o maszynę i całował tak długo aż brakło mi powietrza. Nie pamiętam jak znaleźliśmy się w jego domu ale mogę zaliczyć to do najlepszej nocy z chłopakiem. Kiedy rano otworzyłam oczy chłopak leżał obok mnie już nie spał, bawił się moimi włosami, teraz poczułam się skrępowana.
- Jak się czujesz ? - Spytał
- Dobrze. - Mruknęłam
- Żałujesz ? - Spytał odwracając mnie w swoją stronę - Mel?
- Nie niczego nie żałuje - Odparłam i pocałowałam chłopaka. Od tamtego czasu starałam się go unikać, nie mogłam uwierzyć że zakochałam się w tym chłopaku, męczyło mnie to nocami to moja wina, to ja go zabiłam. I tak samo skończę ja. Tak jak obiecałam zaczęłam remontować Black, by wystąpić na rocznicowym wyścigu, jednak pomoc JooHeona kończyła się zawsze na tym że spędzaliśmy czas w innym miejscu niż powinniśmy. Dzień wyścigu nadszedł bardzo blisko, była godzina 20:30 a ja siedziałam w moim samochodzie, przy oknie stał JooHeon.
- Uważaj Mel, nie chce żeby coś ci się stało. Rozumiesz?
- Prośba czy groźba ? - Chłopak pocałował mnie i mruknął.
- Prośba. Powodzenia. - Zamknęłam szybę i odpaliłam samochód. Prócz mnie na torze były jeszcze trzy samochody, kiedy flaga została opuszczona wdepnęłam gaz ruszyłam z piskiej opon. Musialam zrobić 26 okrążeń tyle ile lat miał brat JooHeona kiedy kończyłam 26 okrążenie zobaczyłam uśmiechnięta twarz JooHeona kochałam go i musiałam mu powiedzieć prawdę. Przejeżdżając linie mety nie zatrzymałam się pojechałam dalej, wybrałam numer do JooHeona. 
- Mel co się stało?! Gdzie pojechałaś?! - Mimowolnie z moich oczu pociekły łzy.
- JooHeon przepraszam...Śmierć twojego brata to moja wina!!
- Mel co ty pieprzysz? Jak to twoja wina?
- Dwa lata temu jechałam na wyścig razem z Lexi miałam 150 na liczniku wtedy wybiegł na ulice a ja go potrąciłam!!! Nie potrafiłam ci tego powiedzieć bo zakochałam się się w tobie.
- Ty żartujesz prawda?...Mel powiedz, że to kiepski żart!!
- Przepraszam. Dlatego odpokutuje. Tam gdzie piękno i śmierć idą w parze - Rozłączyłam się i przyspieszyłam, pojechałam w miejsce gdzie pierwszy raz JooHeon mnie pocałował. Wychodząc z samochodu podeszłam do barierki. Moje oczy były zamglone pewnie przez nadmiar łez. 
- Dlaczego wlazłes mi wtedy pod koła! Dlaczego zakochałam się w twoim bracie!! Nie zasługuje by żyć tylko ranie tym innych!! - Krzycząc poczułam jak barierka się osówa. Zamknęłam oczy jednak ktoś mnie złapał. 
- Melisa! Co ty sobie kurwa wyobrażasz ? 
- JooHeon ?! Dostaw mnie! Nie rozumiesz to ja zabiłam twojego brata! 
- Wiem ale kocham cię Mel. Wiem że mój brat to zrozumie i ci wybaczy.
- Może i on wybaczy ale jak mam ja sobie wybaczyć zabiałam brata chłopaka, którego bardzo kocham. - Odparłam 
- Mel jakoś damy sobie radę. Zaczniemy od początku - JooHeon pomógł mi stanąć na ziemi i po chwili pocałował mnie zachłannie w usta. Kochalam go i nie miałam zamiaru go zostawiać. Zrozumiałam ze do wybaczenia mi mojego grzechu było pokochanie tego chlopaka


Ursonku !!! Masz tego swojego byczka. Mam nadzieje ze nie zawaliłam i chociaż po części ci się podobało 😘

sobota, 18 listopada 2017

Jackson Wang - Aż do Śmierci Part 3

Znalezione obrazy dla zapytania jackson wang gif sexy





To całe spotkanie biznesowe strasznie się przeciągało. W domu byliśmy około drugiej w nocy, ledwo przeszłam próg domu, oczywiście Jackson był tym wszystkim tak rozbawiony, że stał w progu i śmiał się w głos. 
- To nie jest śmieszne Wang! Wiesz kiedy ostatni raz byłam tak długo na szpilkach ?
- Nie chce wiedzieć - Mruknął już trochę uspokojony, podszedł do barku i zrobił sobie drinka. Kiedy on usiał na kanapie ja kierowałam się w stronę schodów. - Chodź Tess obejrzymy jakiś film 
- Podziękuje...Jestem zmęczona... - Jednak nim się spostrzegłam Jackson złapał mnie w pasie i zaciągnął na kanapę.
- Ja tu chce być miły i obejrzeć film a ty zmęczona, siedzisz tu i się nie ruszasz - Załączyła mu się maruda, ale chociaż wtedy wyglądał jak słodziak i normalny facet. Czas leciał mi szybko z Wangiem z czasem zbliżyliśmy się do siebie, spędzaliśmy razem prawie każdy wieczór, jedliśmy wspólnie śniadania i kolacje. Oczywiście jako przyjaciele. Jednak on chyba nadal traktował to jak czysty interes, po kolacji szykował się i wchodził czasem wracał pijany czasem z kobietą, która była tylko na jedną noc, i tak właśnie minął rok. Tego ranka po kolejnym spotkaniu z ważnymi przedstawicielami byłam nie wyspana, nogi bolał a o głowie już nie wspomnę. Usiadłam przy stole gdzie czekała na mnie mocna kawa i pyszne śniadanko przygotowane przez naszą kucharkę.
- Dzień Dobry Tess - Odwróciłam się i zobaczyłam Jacksona ale zdziwił mnie jego ubiór miał na sobie czarny dres i w tym samym kolorze bokserkę.
- Co dziś wolne ? - Spytałam biorąc łyk kawy
- Tak pomyślałem, że może ty Mark i ja pójdziemy do klubu ? - Zakrztusiłam się i spojrzałam ze zdziwieniem na chłopaka.
- Do klubu ? Coś się stało ?
- Dzwonili z kliniki, operacja poszła doskonale rehabilitacja również, postanowiłem że trzeba to

opić. 
- Na prawdę ?! - Zerwałam się z krzesła i przytuliłam się do chłopaka - Dziękuje!
- Nie masz za co w końcu taka była nasza umowa - Spojrzałam na niego i wróciłam na swoje miejsce. Czyli miałam racje on nadal traktuje to jak umowę, odeszłam od stołu i poszłam do siebie do pokoju. Postanowiłam uszykować ubrania na dzisiejsze wyjście. W końcu muszę wyglądać jak pani Wang. Wieczór nadszedł bardzo szybko, od porannej rozmowy nie widziałam się z chłopakiem, założyłam czarny top crop na długi rękaw i turkusową spódniczkę. do tego wysokie czarne szpilki  i byłam gotowa, kiedy zeszłam na dół Jackson już czekał.
- Czy nie za bardzo odsłaniasz swoje ciało, jeśli ktoś cię tak zobaczy...

- Idziemy tam wypić, jako Tess i Jackson a nie Państwo Wang - Warknęłam i wyszłam z domu. Po drodze podjechaliśmy po Marka, który przyprowadził ze sobą jakąś dziunie, która pożerała Wanga wzrokiem a on ją. Oczywiście Jackson wybrał najbardziej zaludniony lokal, kiedy weszłam do środka, chłopcy przyglądali mi się z chęcią, Jackson to chyba zauważył co sprowokowało go do przywalenia jednemu gościowi.
- Co ty odwalasz ?!
- Nie pozwolę by ktoś bezkarnie ślinił się na widok mojej żony - Jego słowa wywołały poruszenie, zdjął z siebie marynarkę i pomógł mi założyć. Siadając prz barze zamówiliśmy kilka butelek drogiego alkoholu, po kilku godzinach byliśmy już nieźle wstawieni, a Wang wybrał towarzystwo przyjaciółki Marka. Mój przyjaciel już prawie spał w loży.

- Człowieku! Jackson ci laskę obmacuje - Wrzasnęłam
- No to co...Co i moje to i jego - Wymruczał między napadem czkawki.

- Nie boisz się że jest nosicielem HIV?! Co za idioci. - Spojrzałam jeszcze raz w ich stronę i zobaczyłam że poszli w ślinę. Zagotowało się we mnie, złapałam jakiegoś chłopaka i zaciągałam na parkiet, tańczyłam z nim patrząc na zareaguje na to Jackson jednak widocznie zapomniał z kim tu przyszedł, chciało mi się płakać, podeszłam do naszego miejsca zabrałem torebkę i wyszłam z klubu. Taksówką wróciłam do domu, zabarykadowałam się w moim pokoju i zaczęłam płakać. Miałam dosyć jego wyskoków. jak ja go nie nawidzę, około 4 rano usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, wychyliłam głowę na schody i zobaczyłam nikogo innego jak dwójkę kochanków, zahaczyli wszystko ściany, stoliki, krzesła. Wtedy zobaczyłam jak Wang zsuwa obrączkę ze swojego palca. i wrzuca do marynarki. 
- Długo was nie było już miałam powiadomić policje, że uprowadziłaś mi męża. - Zeszłam na sam dół i stanęłam kilka metrów od nich - Dobrze ci się pieprzyło? - Spytałam dziewczyny - Wspaniale - Złapałam ją za blond kudły i zaciągłam w stronę drzwi - To teraz wypierdalaj stąd !! - Kiedy trzasnęłam drzwiami spojrzałam na chłopaka i jego zdziwioną minę, zdjęłam z palca pierścionek i obrączkę i wrzuciłam do tej samej kieszeni gdzie była jego. - Założę w razie konieczności... Dobranoc Wang.
- Co to miało być ?! Nie wiesz jaka ona była zajebista!

- Ona była zajebista? Dobrze że mnie uprzedziłeś że przyprowadzisz kolejną dziwkę do domu!! - Dziś już nad sobą nie panowałam, wróciłam do swojego pokoju i położyłam się spać. Rano kiedy wstałam dotarło do mnie co zrobiłam, tak jak mogłam się tego spodziewać Jackson czekał na mnie w salonie. 
- Dzień dobry - Mruknął - Zakładaj za godzinę będą tu moi rodzice masz znów udawać moją żonę.
- Przepraszam za wczoraj to przez nadmiar alkoholu - Mruknęłam spuszczając głowę, chłopak dotknął mojej głowy i mruknął. 

- Ja też przepraszam, nie powinienem - Posłał mi jeden z najcudowniejszych uśmiechów, wiedziałam, że teraz będzie tylko lepiej. Jednak kiedy zobaczyłam, jak nasza sprzątaczka przenosi moje ubrania do sypialni Wanga skamieniałam.
- Dlaczego moje rzeczy będą u ciebie ?

- Bo moja kochana żono małżeństwo śpi razem - Zaśmiał się i zobaczyłam złośliwy uśmieszek, który przemknął przez jego twarz. -  Chodź na śniadanie kochanie. - Przerażała mnie myśl, że miałam dzielić z nim sypialnie, ale chyba nic na to nie poradzę jakoś to przeżyję. Niecałą godzinę później usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Co gotowa ?
- Nie...- Mruknęłam
- To się bardzo cieszę - Wang pobiegł do drzwi a ja siedziałam zdenerwowana na kanapie, kiedy chłopak pojawił się w salonie ze swoimi rodzicami, poczułam się słabo.
- A więc to ty! Jesteś taka urocza! Nareszcie ktoś w sam raz dla mojego syna - Mruknęła szczupła kobieta, miała ciemno brązowe oczy i włosy do ramion. Wyglądała na bardzo sympatyczną osobę. 

- Tak bardzo miło mi państwa poznać. Jestem Tess. - Jąkałam się nie mogłam tego ukryć
- Kochanie nie denerwuj się w końcu jesteś żoną naszego synka to prawie jak córka ! - Krzyknął pan Wang przytulając mnie mocno, kiedy już trochę oswoiłam się z sytuacją, razem z mamą mojego "męża" zrobiliśmy kolacje. Po zaspokojeniu głodu i wypiciu lampki wina poszliśmy do sypialni Wanga. 

- Wolisz prawą czy lewą stronę ?
- Prawą - Chłopak podszedł do szafki i mruknął 
- Tu są twoje ubrania, niżej bielizna - Widziałam że był skrępowany zaistniałą sytuacją - Idę wziąć prysznic. - Już po chwili zniknął za drzwiami łazienki. Nie mogłam uwierzyć, że coś takiego się stało. Nawet nie wiem jak długo tak siedziałam, dopiero kiedy usłyszałam jak chłopak opuszcza łazienkę, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wbiegłam do wspomnianego wcześniej pomieszczenia. 
Przedłużałam wszystkie moje czynność tak długo jak to było możliwe, nie chciałam by Wang zobaczył mnie w piżamie, która ledwo zasłaniała połowę uda. Jednak moje modły zostały wrzucone na samo dno  boskiego kosza, Jackson zaczął pukać w drzwi.
- Tess wszystko w porządku ?
- Tak zaraz wychodzę - Odpowiedziałam i szybko założyłam koszule, kiedy wybiegłam z łazienki zakopałam się w kołdrze po sam czubek nosa. Spojrzałam tylko na Jacksona, który uśmiechał się zadowolony - I z czego rżysz ?
- Ta seksowna koszula... Do twarzy ci w niej - Kiedy wypowiedział to zdanie poczułam jak moja twarz zamienia się w dorodnego buraka. - Dobranoc kochanie.
- Dobranoc - Mruknęłam i również zasnęłam, jednak mimo zmęczenia świadomość, że śpię w jednym łóżku z Jacksonem wprawiała mnie w straszne samopoczucie. Gdzieś około 4:30 wstałam i zeszłam do kuchni napić się zimnej wody, siedząc przy kuchennym stole nie wiedziałam czy wracać czy może skorzystać z kanapy w salonie, jednak zmartwiła bym tym jego rodziców. Nagle poczułam na ramionach gorące dłonie, wystraszyłam się spoglądając za siebie.
- Dlaczego nie śpisz ? - Jackson wyglądał na przerażonego moją nieobecnością, jego brązowe włosy bezwładnie opadały na czoło.
- Przepraszam w pokoju jest strasznie gorąco przyszłam napić się wody. - Mruknęłam zrzucając jego dłonie z moich ramion, jednak niemal natychmiast jego ręka zacisnęła mi się na nadgarstku. -  O co chodzi Jackson ?
- Nie wychodź od tak sobie wystraszyłem się kiedy nie było cię obok mnie - Mruknął i spojrzał na mnie, serce przyspieszyło, nogi zmiękły a w sercu pojawiło się miliony motylków. Czy to jest uczucie które wszyscy nazywają miłością? Jackson przysunął mnie do siebie i przytulił a potem pocałował.
- Przestań! - Krzyknęłam - Nie rób tego...
- O co chodzi Tess ?
- Nie chce być kolejną laską na jedną noc - Mruknęłam, a w moich oczach pojawiły się łzy - Może i jesteś obrzydliwie bogaty ale nie pozwolę byś traktował mnie jak tamte dziewczyny Jackson. - Warknęłam i wróciłam do "naszego" pokoju, chociaż w tej chili wolała bym spać na wycieraczce przed drzwiami niż z nim. Jednak Wang nie wrócił już do łóżka, słyszałam tylko jak dzwoni do kogoś i wychodzi. Rano jego rodzicie zastanawiali się gdzie podział się ich syn, wytłumaczyłam, że w nocy zadzwonił nasz przyjaciel i Jackson pojechał mu pomóc, uwierzyli. Ale kiedy jego matka spojrzała na mnie wiedziała że coś jest nie tak mimo to przytuliła mnie tak samo jak jej mąż i wyjechali. Odruchowo złapałam telefon i zadzwoniłam do Marka.
- Jest u ciebie Jackson ? - Spytałam 
- Dzwonił do mnie o piątej rano, przyjechał i chciał numer do mojej byłej potem nie wiem co z nim się działo. - W tym momencie usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Zobaczyłam Jacksona który wyglądał jak po dobrym seksie.
- Twoi Rodzice juz pojechali. 
- Dobrze...
- Gdzie byłeś ? 
- Nie twój interes...
- Byłeś  z nią prawda ? - Spytałam, czułam jak pod powiekami.
- Tak! I naprawdę wspaniale mi się z nią pieprzy!! - Kiedy krzyknął po moich policzkach spłynęły łzy. Wang spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a ja ściągłam z palca znak "miłości" i rzuciłam na podłogę. Wybiegłam z domu i pobiegłam przed siebie padało może to i lepiej nikt nie widzi łez, które teraz płynęły. W końcu się zatrzymałam, nie miałam już sił więc pojechałam do Marka kiedy zobaczył mnie w drzwiach widziałam zdziwienie na jego twarzy.
- Tess?! Co się stało ? - Spytał
- Nic mogę zostać u ciebie na noc ? - Chłopak wprowadził mnie do mieszkanie i odprowadził do kanapy w salonie, pobiegł do siebie do pokoju i przyniósł bluzkę i koc.
- Chodzi o Jacksona ? - Kiwnęłam głową i jeszcze niżej ją opuściłam - Co powiedział ? - Ponownie zaprzeczyłam, zwinęłam się w kłębek i położyłam się na kanapie. Zaczęłam cicho płakać, nie wiem ile minęło ale zasnęłam. Rano obudził mnie czyjś głos była to kobieta ta sama którą wyrzuciłam z domu Wanga.
- Kochanie daj nam jeszcze jedną szansę ja nic nie czuje do Jacksona na prawdę.
- To gdzie byłaś wczoraj ? Nie odbierałaś telefonu ? - Podniosłam się z kanapy i spojrzałam na nią. Cóż mogłam powiedzieć była piękna, bujne, długie, blond włosy niebieskie oczy pełne usta. Odpowiednie wymiary idealna lalka barbie.
- Była z nim. Jackson  mi powiedział że się z nią pieprzył - Mruknęłam patrząc w ziemie. - Jest takim samym oszustem jak ona!! - Wydarłam się siadając z powrotem na kanapie. Usłyszałam tylko jak Mark wypychał za drzwi dziewczynę i podszedł do mnie.
- Czyli o jednak chodziło o niego
- To miał być tylko interes! Jak mogłam się w nim zakochać! - Krzyknęłam wybuchając płaczem - Mark mam do ciebie prośbę jedź do jego domu i zabierz trochę moich ubrań...
- Dobrze - Chłopak ubrał kurtkę i wyszedł. Wiedział, że teraz potrzebny mi spokój, leżąc na kanapie patrzyłam tępo w sufit zastanawiając się co dalej, muszę poszukać mieszkania i normalnej pracy załatwię z Jacksonem żeby podzielił mi na raty całe leczenie brata postaram się mu to spłacić jak najszybciej. Najlepszym rozwiązaniem będzie powrót do USA. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi, pewnie to Mark zapomniał kluczy do mieszkania, podeszłam i otworzyłam szeroko drzwi.
- Następnym razem pamiętaj o kluczach - Mruknęłam nawet nie spoglądając na osobę stojąca w drzwiach, jednak kiedy usłyszałam niski i zachrypnięty głos zrozumiałam, że wpuściłam nie tą osobę co potrzeba.
- Ty następnym razem mów gdzie wychodzisz - Odwróciłam się i zobaczyłam przemokniętego do suchej nitki Jacksona - Co ty sobie myślisz ? Szukałem cię od wczoraj a ty byłaś cały czas u Marka?
- Wyjdź stąd Jackson - Mruknęłam łamiącym się głosem.
- Nie Tess najpierw coś sobie wyjaśnimy...
- Ja wiem pieniądze za leczenie rozłożysz mi na raty, nie długo znajdę mieszkanie i każde z nas będzie miało spokój.
- Słucham chcesz odejść...- Wang był zdziwiony moimi słowami - Całą noc chodziłem gdzie tylko to było możliwe. Martwiłem się że może spotkała cię krzywda albo ktoś ci ją wyrządził. A ty mi tu mówisz o pieniądzach!
- A o czym mamy rozmawiać ! O ty jak dobrze ci się pieprzy z innymi! Mam tego dość, staram ci się pomóc ale już nie daje rady! Kiedy widzę cię z inna kobietą mam ochotę powyrywać jej wszystkie włosy byś spojrzał na mnie. Ale nie jak na kobietę na jedną noc! Ale widocznie ty tego nie rozumiesz co oznacza uczucie które ludzie nazywają "miłość". Jesteś po prostu pieprzonym egoistą który.... - Nie dane było mi dokończyć bo Jackson złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie by delikatnie pocałować. Z każdą chwilą pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny, kiedy chłopak spojrzał na mnie mruknął.
- Nigdy nie byłaś kobietą na jedną noc. Przy tobie czułem się inaczej, w końcu martwiłem się o kogoś, pilnowałem by nie stała ci się krzywda, wczorajszego dnia kiedy wybiegłaś z domu, nie mogłem przestać się obwiniać, że coś mogło ci się stać. Od naszego pierwszego spotkania wiedziałem, że była byś idealną żoną i matką. Tess - Chłopak pokazał mi naszą umowę, którą podarł.
- Co ty robisz....
- Ta umowa nie ma dla mnie najmniejszego sensu ponieważ okres czterech lat jest stanowczo za krótki. Chcę zostać przy tobie do grobowej deski, albo i jeszcze dłużej jeśli była by taka możliwość.
- Ale Jackson.
- Nie ma ale. Kocham cię moja wariatko - Ponownie poczułam usta chłopaka, polubiłam ich smak. Wiedziałam, że nie pozwolę już by jakaś szmata go dotknęła. Bo to był mój Jackson, mój mąż, przyszły ojciec moich dzieci. A ja już na zawsze będę Panią Wang 

niedziela, 12 listopada 2017

Jackson Wang - Aż do Śmierci Part 2

Znalezione obrazy dla zapytania jackson wang sexy gif

Chcę podziękować mojej przyjaciółce dzięki, której jesteście w
stanie przeczytać tą część.
Zapraszam !




Przez Całą drogę do mojego mieszkania Wang wisiał na telefonie mówił w kilku językach w tym Angielki, Mandaryński, Chiński, Japoński i Francuski. Mimo, że wyglądał jak idiota to widocznie nim nie był. Kiedy podjechaliśmy pod blok w którym mieszkałam Wang w końcu spojrzał na mnie i mruknął.
- Idź po swoje ubrania masz pięć minut.
- Tylko 5 - Spojrzałam na niego zdziwiona ale i zmartwiona.
- Dobra 10 i ani minuty dłużej. - Wysiadłam z samochodu i poszłam na górę. Wyjęłam walizkę i spakowałam to co było dla mnie ważne. Kiedy zeszłam na dół Wang stał przed samochodem i patrzył  w niebo.0
- Już jestem - Burknęłam od niechcenia
- Wsiadaj, zmarnowałem zbyt dużo czasu - Spojrzałam na niego kątem oka, jego twarz wyrażała złość i smutek naraz. Wolałam nie pytać dlaczego, kiedy dojechaliśmy do domu pana dupka zobaczyłam pałac. Musiał być naprawdę jakąś szychą zwykły człowiek nie był by w stanie spłacić rachunku za wodę lub prąd. - Od dziś to twoje mieszkanie - Mruknął, kiedy weszliśmy do pałacu Jackson zaczął swoją przemowę - Możesz poruszać się po całej posiadłości prócz mojego pokoju i gabinetu, resztę zostawiam tobie. Co dwa dni przychodzi kucharka, sprzątaczka, ogrodnik oraz tego dnia przywożą jedzenie. Ty robisz sobie co tam chcesz kiedy powiem że wychodzimy ty bez sprzeciwu ubierasz się i udajesz moją żonę.
- Rozumiem. Mogę iść do siebie ? - Spytałam nawet na niego nie spoglądając
- Tak twój pokój po schodach pierwszy pokój po prawo - Kiedy przemierzyłam odległość z parteru na piętro czułam się ja bym szła ponad dwadzieścia minut. Moja głowa miała nadmiar informacji, każda nawet najmniejsza jej część strasznie bolała, tak samo jak nogi, przez za wysokie buty. Poszłam wziąć krótki prysznic i od razu położyłam się spać. Następnego ranka obudziłam się około 7:30 od razu złapałam telefon i zadzwoniłam do Marka.
- Halo ?
- Ty idioto wiesz, że jak cię spotkam to już nie żyjesz... - Warknęłam
- Spotkałaś się z nim i co ?!
- Jak to co Jackson Wang naprawdę. To z nim wczoraj kilka minut wcześniej kłóciłam się w kawiarni spoliczkowałam a on mnie obraził! - Wydarłam się  - Mark w co ty mnie wpakowałeś.
- Masz tą robotę czy nie! - Podniósł głos lekko zdenerwowany chłopak.
- Masz na myśli udawanie żony tego dupka ? Tak oczywiście dzisiaj jadę podpisać papiery.
- Wytrzymasz to tylko 4 lata, Jackson jest bardzo zapracowany nie będziecie się praktycznie widywać
- Obyś miał rację - Mruknęłam i rozłączyłam się. Podeszłam do walizki i wyjęłam czarne rurki i białą bokserkę. Kiedy zeszłam na dół Wang właśnie siedział przy stole i pił kawę, w dłoni trzymał dzisiejszą gazetę. Miał na sobie idealnie czarny garnitur, dziś bez białej koszuli.
- O widzę, że moja żona już wstała - Spojrzał na mnie tym swoim chłodnym i obojętnym wzrokiem
- Tak a ty jeszcze nie w pracy ?
- Masz rację już powinienem jechać. Pamiętasz że dzisiaj masz przyjechać do firmy.
- Nie mam Alzheimera - Warknęłam biorąc do ręki kubek z gorącą kawą, kiedy spojrzałam na Jacksona zobaczyłam zdziwienie na jego twarzy. - Coś nie tak?
- Znasz takie słowo jak "Alzheimer" Widzisz przebywanie w moim otoczeniu pomaga twojemu mózgowi poprawnie funkcjonować.
- Nie prowokuj mnie gnojku ! - Wrzasnęłam rzucając w niego kubkiem, którego udało mu się uniknąć.
- Zołza! - Krzyknął i wyszedł z mieszkania. Moje tętno w tym momencie pobiło by rekord Guinnessa, ale z racji że wyszedł musiałam jakoś się uspokoić, usiadłam na kanapie i wyłączyłam moją ulubioną dramę. Po obejrzeniu kilku odcinków usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
- Kto mówi ? - Spytałam obojętnie.
- Witaj kochanie....Skarbie czy możesz przyjechać do firmy musimy podpisać papiery w sprawie małżeństwa
- Wang pierdolłeś się w głowę?
- A czy tobie okres się zbliża, ubieraj się i za 20 minut widzę cię u mnie w gabinecie. Jesteś głucha jak szofer się próbuje dopukać do tych pieprzonych drzwi! - Wrzasnął
- Już jadę czego się spinasz ! - Wstałam z kanapy i ubrałam najbardziej eleganckie ubranie jakie miałam. Granatowy kombinezon w zestawieniu z czarnymi szpilkami wyglądał świetnie do tego wyraźny makijaż i gotowe. Pod drzwiami zastałam szofera, który zmierzył mnie dokładnie od stup do głów. - Witam przepraszam, że nie otworzyłam ale dzisiejszej nocy nie mogłam spać
- Spokojnie to żadem problem - Posłał mi delikatny uśmiech, wsiadając do samochodu założyłam słuchawki, chciałam się chodź na chwilę oderwać od rzeczywistości. Nie wiem ile czasu minęło, po prostu zasnęłam dopiero kiedy poczułam szturchnięcie w ramię przez szofera zrozumiałam że jesteśmy na miejscu wysiadłam z samochodu i pewnym krokiem weszłam do korporacji Wanga.
- Dzień dobry przyszłam do pana Wang - Mruknęłam
- Była pani umówiona ?
- Nie...
- W takim razie pierwszy wolny termin jest dopiero za rok w czerwcu mam zapisać.
- Ale szef sam do mnie dzwonił, chciał ze mną porozmawiać...-Nie chciałam używać formuły "Jestem żoną Jacksona Wanga" omijałam tego jak ognia.
- Proszę opuścić budynek firmy !
- SeJin ! Co to za hałas - Spojrzałam w prawo i zobaczyłam Wanga - O Tess już jesteś chodź - Chłopak zdjął mój płaszcz i rzucił sekretarce po czym objął mnie  pasie. Kiedy odeszliśmy kawałek dalej wrócił dawny BadBoy. Poprawił swój krawat i spojrzał na mnie - Widzisz jak chcesz to potrafisz się ubrać. Urzędnik już czeka.
- On wie o naszej umowie ?
- Jak myślisz ? - Pokręciłam przecząco głową - Widzisz jak nie pijesz to myślisz. - Postanowiłam zachować słowa na później. Wchodząc do gabinetu "mojego męża" zobaczyłam siedzącego na kanapie starszego mężczyznę, miał na sobie czarną togę przez co wyglądał bardziej jak kostucha niż urzędnik od spraw małżeństw.
- Moja żona już jest możemy to skończyć jak najszybciej konferencja zaczyna się za 10 minut - Wang pośpieszył mężczyznę przez co całe to podpisywanie trwało około dwóch minut. Kiedy mężczyzna wyszedł ja również wstałam i skierowałam się do wyjścia.
- Tess dziś mamy bankiet, około drugiej przyjadę po ciebie i pojedziemy na zakupy dobrze ?
- Tak pewnie. Jackson jadę spotkać się z Markiem - Mruknęłam
- Pewnie pozdrów go ode mnie - Kiwnęłam głową i wyszłam z jego gabinetu. Ciekawe skąd ta jego postawa potulnego baranka. Kiedy odebrałam płaszcz od recepcjonistki i wyszłam z firmy napisałam tylko do przyjaciela gdzie się spotkamy. Docierając do kawiarni zamówiłam mocną kawę, nim szanowany Mark się pojawił właśnie kończyłam.
- Przepraszam Tess ale coś mnie zatrzymało.
- Spokojnie nigdzie mi się nie śpieszy. I tak dziękuje że przyszedłeś 
- Jak czujesz się ze swoim nazwiskiem ?
- Tess Wang ni chuja to do siebie nie pasuje - Mruknęłam bawiąc się plastikową łyżeczka 
- Wiesz Tess on nie jest taki straszny na jakiego wygląda to jego tarcza ochronna. Więc bądź miła to on też będzie. - Widziałam że Mark mówi prawdę - Wiesz jego ojciec zrzucił na jego barki duży ciężar. 
- Masz racje - Zrozumiałam że jeśli ogień zwalczasz ogniem to będzie pożar. Dosyć dowiedziałam się o jego prywatnym życiu. Natomiast nie mogę być wobec niego taka zacięta zobowiązał się że zapłaci za leczenie i rehabilitacje brata w USA. - Mark ja muszę już iść - Mruknęłam
- No dobrze miło było się spotkać.
- A właśnie masz pozdrowienia od Jacksona - Chłopak zaśmiał się a ja skierowałam się w stronę wyjścia. Po powrocie do domu znów usiadłam na kanapie i włączyłam dramę, którą wcześniej zatrzymałam. Jednak nie upłynęło 15 minut a zadzwonił Jackson.
- Już jadę masz być gotowa
- Rozumiem - Mruknęłam
- Coś się stało ? - Spytał
- Nie czemu pytasz ?
- Jesteś dziwnie posłuszna - Zaśmiał się chłopak
- To raczej mój obowiązek by być posłuszna swojemu mężowi - Odparłam ze śmiechem i rozłączyłam się. Poszłam do swojego pokoju i ubrałam bardziej wygodne rzeczy. W końcu zakupy to chodzenie i jeszcze raz chodzenie. Kiedy zeszłam na dół Wang właśnie wchodził do domu, ruszył w moją stronę i dotknął dłonią mojego czoła. - O co chodzi ?
- Masz gorączkę ? Jesteś chora ?
- Nie jedźmy do galerii a potem chcę skończyć dramę - Mruknęłam odpychając jego dłoń. Droga do galerii ciągnęła się w nieskończoność, kiedy w końcu mogłam zaczerpnąć świeżego powietrza dziękowałam, że bóg się nade mną zlitował.
- Mamy 40 minut by wybrać coś na dzisiaj - Mruknął, chłopak złapał mnie za dłoń  i zaciągnął do najdroższego butiku. - Wybieraj a potem przymierzaj tylko szybko. - Chłopak rozsiadł się wygodnie na czarnej skórzanej kanapie, przyglądając się mi.
- Jackson widziałeś te zraz?! Przecież ja tyle nie wydałam na moje ubrania...
- Skarbie to nie ty za to płacisz tylko ja. Natomiast jako moja żona musisz prezentować się jak najlepiej. Przepraszam - Zwrócił uwagę ekspedientki, która zarumieniona podeszła do nas.
- Słucham w czym mogę pomóc ?
- Proszę znaleźć dla mojej żony sukienkę, ma być oryginalna - Kiedy chłopak skończył spojrzał na ekspedientkę, która widocznie była zakłopotana spojrzeniem chłopaka.
- Oczywiście proszę za mną - Ruszyłam za kobietą, która wyprostowała się jak by połknęła dość sporego kija, to wszystko by wyglądać dobrze w oczach Wanga ? - Proszę poczekać zaraz przyniosę sukienkę - Weszłam do przymierzalni i zdjęłam płaszcz nie wiedząc co z nim zrobić odłożyłam go na ziemię nagle przed moim oczami pojawiła się głowa Wanga
- Daj potrzymam - Odebrał ode mnie płaszcz i posłał delikatny uśmiech.
- Dziękuje...- Potem pojawiła się kobieta z moją sukienką. Kiedy ja ubrałam i spojrzałam w lustro wyglądałam jak księżniczka. Była w kolorze czarnym górę zdobiły delikatne kamienie a dół był zrobiony z czarnego tiulu. Kiedy ekspedientka odsłoniła kotarę Jackson spojrzał na mnie zdziwiony.
- I jak ? - Spytałam
- Wspaniale - Spojrzał na zegarek - I wyrobiliśmy się w czasie, to teraz buty i idziemy na kawę co ty na to ?
-Tak pewnie - Mruknęłam i uśmiechnęłam się szeroko. Kiedy wyszliśmy ze sklepu Jackson flirtował jeszcze z ekspedientką, ale mnie nie ma prawa to obchodzić. Nasze małżeństwo to fikcja. Czas który razem spędziliśmy szybko minał czyżbym zaczęła go lubieć. Po powrocie do domu czekała na mnie już kosmetyczka i fryzjerka, szybko sprawiły że wyglądałam jak bóstwo. Po 20 minutach byliśmy juz w jakiejś drogiej restauracji, złapałam Jacksona z ręki widziałam zdziwienie na jego twarzy. 
- Co mam mówić ?
- Nic specjalnego będę starał się mówić za ciebie - Kiedy weszliśmy do sali podeszło do nas starsze małżeństwo. Mężczyzna podał dłoń Jacksonowi.
- Witam prezesie miło że zaszczycił nas pan swoją obecnośćią, a to zapewne jest pana żona?
- Tak chciałbym przedstawić wam Tess - Podałam dłoń mężczyźnie, który ucałował deliaktnie jej wierzch, kobieta tylko skinęła głową uroczo się uśmiechając. Kiedy przeszliśmy do sali z ogromnym stołem wszyscy spoglądali na mnie z szacunkiem. Widocznie uwierzyli w nasze małe kłamstewko.

________________________________________________________
_____________________________________________
________________________________
___________________

I tak oto koniec drugiej części. Możliwe że kolejna pojawi się już w niedzielę.
A teraz Pozdrawiam !
~Werson~

środa, 8 listopada 2017

Jackson Wang - Aż do śmierci Part 1

Podobny obraz


Na wstępie chciałam powiedzieć, że opowiadanie "Aż do śmierci" było poprawione
To jest nowa i wydaje mi się że o wiele lepsza wersja 
~ Werson~

Jestem chyba najbardziej pechowym człowiekiem chodzącym po świecie. Jednego dnia mój dotychczas idealny świat wywrócił o 180 stopni. Rano straciłam moją pracę marzeń, po południu mieszkanie i narzeczonego którego przyłapałam z jakąś zdzirą w naszym łóżku. Jeszcze mój brat, który miał wypadek 2 lata temu, teraz dostał pozwolenie na skomplikowaną operacje oraz rehabilitacje a moi rodzice nie są w stanie uzbierać takiej sumy pieniędzy. Ja nie pozwolę by JungSan jeździł na wózku inwalidzkim. Tego dnia byłam już po trzech rozmowach o prace, oczywiście wszystkie były odmowne, załamana usiadłam przy fontannie i zadzwoniłam do jedynej zaufanej osoby. Kiedy usłyszałam jego zaspany głos w telefonie zrozumiałam, że dopiero wstał mimo, że była pierwsza po południu.
- Dzień dobry śpiąca królewno. To powiedz ile dzisiaj ? - Spytałam
- Jedna - Mruknął ziewając głośno.
- Starzejesz się Tuan - Wybuchłam głośnym śmiechem - Tylko jedna laska.
- A może nie miałem ochoty na dwie. Więc Tess jak poszła rozmowa ?
- Trzy odmowy pewnie dlatego teraz siedzę przy tej nędznej fontannie szczęścia - Mruknęłam naburmuszona.
- Spotkajmy się w kawiarni Sulbing Insadong, postawie ci twoją ulubioną czekoladę - Odparł, a ja mimowolnie uśmiechnęłam się. Marka poznałam jak byłam dzieckiem od tamtego czasu trzymamy się razem, postanowiliśmy razem wyjechać do Korei i razem wrócić do USA jeśli zajdzie taka potrzeba. Wstałam i ruszyłam do wskazanego przez przyjaciela miejsca, dziękowałam Bogu że miałam go inaczej wąchała bym kwiatki od spodu. Nagle z mich myśli wyrwał mnie płacz dziecka, rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam małą, miała na sobie czerwony płaszczyk i czarne spodnie. Podbiegłam do niej.
- Co się stało ? Coś cię boli ? - Pokręciła głową na nie - Więc powiedz starszej siostrze co się stało?
- Zgubiłam się jestem JiLien Wang, przyjechałam tu z moim bratem powiedział żebym zaczekała na niego. Długo nie wracał więc zaczęłam go szukać i się zgubiłam - Nowe łzy zaczęły lecieć z jej brązowych oczu
- Spokojnie pomogę ci. Pamiętasz numer brata ? - Dziewczynka była bardzo dzielna podając mi numer brata. Kiedy czekałam aż łaskawie odbierze spojrzałam ponownie na dziewczynkę, była przerażona.
- Halo! - Krzyk po drugiej stronie telefonu postawił mnie na ziemię - Czego chcesz ?!
- Nie tym tonem ty palancie ! Jak mogłeś zostawić swoją siostrę samą na środku miasta ! - Wrzasnęłam
- Jak to zostawiłem przecież siedzi obok...mnie? Cholera gdzie ona teraz jest?!
- Proszę przyjechać do kawiarni Sulbing Insadong tam będziemy czekać - Mruknęłam  kiedy chciałam się rozłączyć usłyszałam
- Ej pani zołza następnym razem grzeczniej.
- Ja ci dam zołzę ty bezmózgi idioto!
- Bezmózgi! Zarządzam firmą na skale światową! A ty i twój ubogi zakres słownictwa nie nadawał by się nawet na stanowisko sprzątaczki w mojej firmie!
- "Ubogi zakres słownictwa" powiadasz pracowałam w sądzie przez 4 lata
- Współczuje ludziom dla których pracowałaś. Musieli dodatkowo zakupić wiejski słownik.
- Jesteś parszywym dupkiem!! - W nerwach rozłączyłam się wrzucając telefon do torebki. - Spokojnie twój nadęty brat zaraz tu będzie.
- Wiesz kiedy Jackson cos mówi to tak jest. - Zdziwiona spojrzałam na dziewczynkę - Mogę cię o coś prosić ?
- Tak pewnie o co chodzi - Posłałam małej delikatny uśmiech.
- Jak już zjawi się Jackson, nie odzywaj się
- No dobrze
- I radzę ci się uśmiechnąć
- No dobrze
- Schowaj również papiery o prace bo cię wyśmieje przy wszystkich
- Coś jeszcze malutka ? - Spytałam zirytowana.
- Nie odzywaj się nie pytana, kiwaj głową na wszystko co spyta, nie prowokuj go. Ma uraz do kobieta.
- Skąd to znam ja mam uraz do facetów. Opisujesz potwora z jakiegoś strasznego zamczyska - Zaśmiałam się.
- Bo nim jest tyle że mieszka w ogromnej korporacji - Odparła również ze śmiechem dziewczynka.
- Chodźmy lepiej - Dziewczynka złapała mnie za dłoń i poszliśmy do umówionego miejsca spotkania z potworem. Po wypiciu soku do kawiarni wbiegł chłopak miał może 25 lat ubrany był w czarny garnitur szyty na miarę i białą koszule. Jego brązowe włosy wyglądały jak by dopiero co wyszły spod rąk najlepszego fryzjera z Korei. Spojrzał na dziewczynkę ze złością.
- JiLien dlaczego odeszłaś od samochodu miałaś tylko zaczekać!
- Nudziło mi się, postanowiła, że cię poszukam i...
- Przestań się tłumaczyć !! Ty głupia...
- Przestań!! - Wrzasnęłam - Nie możesz obrażać dziecka przy ludziach jakie będą mieli zdanie o tobie inni! - Jego ciemne oczy spojrzały w moją stronę widziałam w nich odrazę, niechęć, obojętność i wiele innych uczuć ale żadnych pozytywnych
- Oh zołza nie zauważyłem cię. Powiesz mi jak prawem wpieprzasz się w nie swoje sprawy?!
- Musiałam zareagować w końcu to tylko dziecko.
- Czasami lepiej się nie odzywać wy kobiety potraficie tylko niszczyć.
- Tak samo jak faceci umiecie tylko zaliczać! - Warknęłam, zobaczyłam ze chłopak unosi dłoń w górę mogłam się przygotować na ból niestety byłam pierwsza moja mizerna dłoń mocno zderzyła się z jego policzkiem
- Czy ty mnie uderzyłaś?!
- Zamachłes się to była czysta samoobrona - Warknęłam - Na twojej twarzy nie ma nawet śladu a po twoim uderzeniu został by siniak.
- Chodź Jackson - Odparła dziewczynka ciągnąc starszego brata za marynarkę.
- Jeszcze sobie pogadamy - Warknął i wyszedł z kawiarni. Usiadłam i zamówiłam kawę. Po 15 minutach zjawił się Mark.
- Co zajęło ci tyle czasu ? - Spytałam Zirytowana
- No wiesz spotkałem Suli no i...
- Przeleciałeś ją - Odparłam obojętnie
- Tak dokładnie a tobie co się stało. - Spojrzałam na niego a on na mnie zrozumieliśmy się bez słów.
- Kogo uderzyłaś?
- No bo facet podniósł mi ciśnienie nazwał mnie zołzą i babą ze wsi.
- Jesteś z USA i co pozwoliłaś się obrażać Tesa - Odparł oburzony
- Tesa czuje się jak haczyk albo taśma mógłbyś... - Mruknęłam - Chcę czekolady Mark proszę - Siedzieliśmy w ciszy mimo ze żadne z nas nie zaczęło rozmowy Mark wiedział ze jest mi ciężko.
- Co z JungSan?
- Leży jest załamany, kochał grać w kosza a teraz wszystko stracone. Bez pracy nie uda mi się uzbierać pieniędzy a rodzice nie dadzą rady. Mam dosyć tego poczucia obowiązku - Poczułam jak moje oczy robią się mokre od łez.
- Tess spokojnie mam znajomego może pogadam z nim i załatwi ci pracę.
- Nie dam sobie sama radę, spokojnie - Zmusiłam się do uśmiechu.
- Ty już nie dajesz rady, widzę ze jesteś zmęczona. Byłaś u lekarza?
- Nic mi nie jest Mark wszystko w porządku - Odparłam - Jutro spróbuję znów. Nie poddam się tak łatwo - Kiedy spojrzałam na chłopaka też juz do kogoś dzwonił. - Akurat teraz kolejna laska
- Przyjaciel. - Spojrzałam za okno przyglądając się ludziom nawet nie wiem kiedy minęło 20 minut. - Tess masz się z nim spotkać o 18 w restauracji Rose pozwij się na nazwisko Wang i ubierz się ładnie jest wybredny - Mark zmarszczył nos w swój śmieszny sposób. Przez co wywołał u mnie napad śmiechu. Potem wróciłam do domu, wzięłam szybki prysznic i ubrałam czarną sukienkę do tego czarne szpilki. Siadając przed białą toaletką zobaczyłam bladą cerę, czarne oczy i pełne różowe usta. Moje włosy były krótkie i lekko kręcone więc nie wymagały różnego układania. Kiedy byłam gotowa zabrałam jeszcze teczkę z moimi papierami i opuściłam budynek. Po 20 minutach jazdy taksówką stanęłam przed restauracją. Pewnym krokiem weszłam do środka poczułam zapach drogiego alkoholu i wytrawnych potraw.
- Dobry wieczór przyszłam się tu spotkać z panem Wang.
- Oczywiście proszę za mną. - Zostawiłam płaszcz i ruszyłam za mężczyzną we fraku. Mijałam wielu miliarderów, inwestytorów i tym podobne. Wchodząc do osobnego pokoju poczułam zapach alkoholu i drogich cygar, widziałam dużo prostytutek, pewnie tu spotykali się mężowie by odetchnąć od codziennych obowiązków męża i ojca. - Proszę tu poczekać - Mruknął kamerdyner wszedł do osobnego pomieszczenia jednak moja ciekawość wzięła górę i podeszłam do uchylonych drzwi.
- Panie Wang ktoś do pana
- Kobieta ? 
- Tak - Mruknął tylko mężczyzna 
- Jak wygląda ?
- Nieziemsko 
- Wprowadź ją - Odskoczyłam jak poparzona rozglądając się dookoła by nie wyszło na jaw że podsłuchiwałam. Mężczyzna spojrzał na mnie delikatnie się uśmiechnął i otworzył mi drzwi bym weszła do pokoju. Jednak kiedy spojrzałam na owego "Przyjaciela" okazało się,  że to chłopak z rana!
Siedział przy stole i przeglądał jakieś papiery, bez spojrzenia w moją stronę mruknął - Usiądź - Usłyszałam niski i zachrypnięty głos - Mark opowiadał mi jaką masz sytuacje - Kiedy spojrzał na mnie jego oczy niemal nie wyskoczyły z orbity. - Co to ma kurwa znaczyć !
- Też się zastanawiam ! Mark miał mi pomóc a nie wpakować w kłopoty
- A więc pani zołza poszukuje pracy - Usłyszałam w jego głosie sarkazm. 
- Nie wiedziałam, że może chodzić o ciebie. Nie zgodziła bym się na to by prosić ciebie o pracę - Warknęłam 
- Tak użalaj się nadal, nie działa to na mnie - Na jego usta wkradł się szyderczy uśmiech 
- Ty parszywy...
- Dupku ? Czy w twoim wiejskim słowniku występuje zamiennik tego słowa? Złotko zbyt często go powtarzasz - Mruknął 
- Nie mam zamiaru skorzystać z propozycji Marka. Do widzenia Panie Wang ! - Odwróciłam się z zamiarem opuszczenia pokoju jednak znów usłyszałam ten piekielny głos.
- Twój brat jest w szpitalu jest kaleką ty potrzebujesz pieniędzy na jego operacje i rehabilitacje ile już to trwa miesiąc dwa ? A ty nadal jesteś taka samolubna Tess.
- Dwa lata, staram się już dwa lata by dopuszczono go do operacji a teraz kiedy może ją mieć nie mamy pieniędzy, nie na widzę siebie za to że muszę błagać takich ludzi jak ty. Dla was pieniądze nic nie znaczą! Macie ich tak dużo że robią wam za serwetki. 
- Dlatego chcę zaoferować ci prace byś i ty miała pieniędzy jak lodu....W bardzo łatwy sposób.
- A mianowicie ? - Chłopak wskazał na krzesło przed sobą, zajęłam je i spojrzałam na niego.
- Zostaniesz moją żoną zołzo - Moje oczy zrobiły się większe - Twoja miesięczna wypłata to 200000 wonów, pokryję leczenie,operacje i rehabilitacje twojego brata jak na dobrego szwagra przystało. Wszystkie twoje zachcianki fryzjerki, kosmetyczki i tak dalej płacę ja. A ty masz godnie reprezentować nazwisko Wang jako moja żona. Oczywiście nasz związek będzie trwał około 4 lat potem bierzemy rozwód może byc z mojej winy bez różnicy. Mamy osobne sypialnie, w domu każdy żyje swoim życiem tak jak byśmy się nie znali. Po za domem gramy zakochane małżeństwo.
- I tyle ? Proponujesz mi życie jak z bajki na cztery lata a w zamian mam być tylko twoją żoną ?- Spojrzałam na chłopka, na jego twarzy malowała się pewność siebie.
- Tak i tyle. - Podsunął w moją stronę kilka kartek - To nasza umowa, wszystko to samo co ci powiedziałem tyle że szybciej i w prostszym języku. To jak ? - Wzięłam w dłoń długopis i podpisałam się w zaznaczonym miejscu.
- Zgadzam się
- Dobrze więc trzymaj - Położył przede mną złotą obrączkę i pierścionek zaręczynowy z dużym diamentem na środku. - Jutro załatwimy wszystkie papiery związane z naszym małżeństwem - Ostatnie słowo zaznaczył cudzysłowem - Teraz pojedziemy do twojego mieszkania zabierzesz najpotrzebniejsze rzeczy - Kiedy opuściliśmy restaurację czułam się słabo, chyba mi cukier spadł. Od dziś byłam pieprzoną Panią Wang 


_____________________________________________________________
______________________________________________
______________________________
________________
_____

Dedykuje to opowiadanie mojej przyjaciółce ~Ursonowi~ jest moim mentorem w 
blogowaniu i jestm jej wdzięczna za pomoc jaką okazuje mi 
w różnych sprawach począwszy od bloga po realne życie. 
Pozdrawiam ! ~Werson~