czwartek, 1 grudnia 2016

B.A.P - JongUp - Pill Death



Bycie prywatnym detektywem nie jest kolorowe, a szczególnie wtedy, gdy zlecają ci znalezienie i zabicie osoby, którą kochasz. Dlatego ja jestem inna nie mam kogo kochać. Jestem Kang Hana i nie mam rodziców, oboje dawno zostali zamordowani. Miałam wtedy 12 lat. Dorosłam i przejęłam firmę ojca mając 22 lata. Interes kwitnie. Nie raz przychodzą do mnie kobiety, które podejrzewają męża o zdradę lub załamani rodzice, bo ich córka zaginęła po czym okazuje się uciekła z domu, bo rodzice nie kupli jej rzeczy o którą prosiła. Tego dnia było inaczej, cały dzień było pusto nikt nie wszedł ani nawet nie przeszedł.
- Co jest do cholery - Spytałam sama siebie, kiedy już od kilku godzin nikt nie przychodził Nagle usłyszałam pukanie. Poszłam do drzwi a za mną mój kochany pupil Lucky, pies rasy wilk. Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam dwóch dziwnie wyglądających ludzi. Natychmiast odnalazłam broń, która spoczywała w kaburze przypiętą na moim udzie.
- Hana Kang?
- Tak a wy... To kto? - Spytałam
- Lekarz i szef wydziału kryminalnego. - Oparłam się o futrynę i przyglądałam się im.
- Proszę, zapraszam - Mruknęłam i poszłam do gabinetu. Oboje usiedli przede mną.
- A gdzie reszta pracowników?
- Jestem tylko ja, ale chyba nie przyszliście tu tylko po to by rozmawiać o mojej firmie.
- Tak, masz racje - Mruknął lekarz i wyciągnął ze swojej teczki kopertę i podsunął do mnie.
- Co to?
- Zdjęcia. Od dwóch tygodni ścigamy dilera dziwnego narkotyku.
- Co znaczy dziwnego?
- Owy narkotyk zabija 30 minut po zażyciu.
- Co wiecie do tej pory?
- Nic, zupełnie nic. Z ciała ofiary zostały suche szczątki. Nie znaleźliśmy żadnych śladów obcej substancji.
- Rozkład? W takim czasie?
- Ludzie z gazet nazwali to mumifikacją. Co dziwnego, przy każdym ciele ofiar znaleziono kartę z rysunkiem diabła.
- Ilu ludzi zginęło? - Spytałam.
- Pięć. Samych premierów, wysoko postawionych urzędników, bankowców...
- Czyli na celowniku jest elita. Zajmę się tym. Podniosłam szklankę i wzięłam łyk wody.
- Ciekawy kształt... Znamię. - Spytał lekarz pokazując na moją wypaloną bliznę na nadgarstku.
- Można powiedzieć, że pamiątka rodzinna, ale nie jesteście tutaj by rozmawiać o mnie, tylko o mumii razy pięć. Więc czy jeszcze coś powinnam wiedzieć.
- Raczej to wszystko - Stwierdził lekarz. Nagle zobaczyłam, że szef wydziału wyciąga cygaro.
- Nie można tutaj palić - Wskazałam na tabliczkę.
- Mniejsza. Jest jedno „ale”. Pracujesz dla mnie, jestem tak jak by twoim szefem, oczywiście na czas śledztwa. - Wkurwiona wstałam wyrwałam mu cygaro z gęby i przyłożyłam spluwę do głowy.
- Nie. Jestem sama sobie szefem i żaden kurwa glina nie będzie mi mówił co mam robić. Zobaczyłam przerażenie w jego oczach. Puściłam go i rzuciłam mu cygaro.
- Masz. - Rzucił mi na stół numer telefonu. - To mój człowiek. Zadzwoń do niego jeśli chcesz mieć wtyki w mafii.
- Wynoście się. - Powiedziałam, a lekarz zaczął zbierać zdjęcia. - To zostaw, odeśle jeśli nie będę ich potrzebować. Dziękuję. - Kiedy w końcu wyszli włączyłam podświetlany stół i rozłożyłam mapę miasta dzięki krótkiej notatce lekarza porozkładałam zdjęcia w miejscach, gdzie znaleziono ciała. Postanowiłam zadzwonić do starego przyjaciela mojego ojca- grabarza. Zapewne to on teraz posiadał ciała wszystkich ofiar. Od razu wybrałam numer.
- Halo.
- Grabarzu, tu Hana.
- Ah Hana, jak dobrze znów cię słyszeć.
- Bez zbędnych tłumaczeń, potrzebuje zobaczyć ciało.
- Imię i nazwisko - Spojrzałam na kartkę i odczytałam...
- Anglik Corbert Abernathy. Potrzebuję 10 minut.
- Wiesz, ile przynieść.
- Tak - Kiedy się rozłączyłam usłyszałam pukanie, zabrałam torebkę i podeszłam otworzyć mojej ciotce, która zawsze opiekuje się moim psem pod moją nieobecność.
- Hana, gdzie wychodzisz o tej porze?
- Musze spotkać się z grabarzem, dostałam sprawę - Mruknęłam machając jej kopertą. Kiedy wyszłam wsiadłam do czarnego samochodu i obrałam kierunek portu, gdzie miałam się spotkać z grabarzem. Kiedy już dojechałam trzasnęłam drzwiami i podeszłam do osoby stojącej przy czarnym karawanie.
- Masz - Wręczyłam mu pokaźną sumę pieniędzy. - Gdzie ciało? - Wskazał kciukiem na karawan. Podeszłam i zobaczyłam trumnę, unosząc wieko zobaczyłam zeschnie te na wiór ciało. W głowie zadawałam sobie pytanie, jaki narkotyk może zrobić mumie z człowieka. Zaczęłam dokładnie oglądać twarz z pustymi oczodołami nagle moją uwagę przykuło coś między zębami ofiary z kieszeni płaszcza wyciągnęłam małe szczypczyki, którymi wyjęłam kawałek papieru. Wąchając wyczułam tytoń, pochodzenie Indie i nic więcej, żadnych śladów. - Czyściłeś ciało?
- Nie jeszcze
- Cholera wszelkie ślady wyparowały czy co. Nagle moją uwagę przykuła chusteczka zwinięta w kant i włożona do kieszeni garnituru. Wyciągnęłam ją i zobaczyłam czerwoną plamę wąchając ją wyczułam aromatyczną woń wina. - Skończyłam możesz zabrać ciało - Mruknęłam
- Znalazłaś to czego szukałaś?
- Można tak powiedzieć - Spojrzałam na mała torebeczkę i chusteczkę.
- Interesy z tobą to czysta przyjemność Hano.
- I na wzajem. - Wsiadłam do czarnego Volvo i wróciłam do domu. Od razu poddałam analizie kawałek tytoniu, który znalazłam przy ciele.
- Co robisz? - Spojrzałam na ciotkę, która weszła do mojego laboratorium.

- Musze sprawdzi co to... O właśnie - Mruknęłam odbierając wyniki - Dziwna substancja była w tym cygarze.
- Jak bardzo dziwna - Spytała spoglądając mi przez ramie - Hana.?
- Ciociu muszę iść - Mruknęłam.
- O której wrócisz? Ja muszę wyjść o 21
- Nie wiem o której wrócę. Lucky będzie grzeczny - Krzyknęłam wybiegając, wybrałam numer do szefa wydziału. 

- Halo? 
- Tu Hana, gdzie teraz jest twój pies?
- Facet nazywa się JongUp Bar "Devil" na rogu alei...
- Wiem, gdzie to jest. - Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i ruszyłam wrzucając kolejny bieg. Kiedy dojechałam pod wskazane miejsce wyszłam, siedzieli tam sami kryminaliści.
- Dobry wieczór co podać?
- Szukam mężczyzny o imieniu JongUp.
- To nie najlepsza partia dla panienki. - Spojrzałam na mężczyznę i zaśmiałam się pod nosem
- Nie szukam partnera, szukam psa - Warknęłam spoglądając na faceta za barem, który akurat czyścił kufel od piwa. Wskazał palcem na srebrne drzwi, które prowadziły do innej sali. Postanowiłam w końcu ruszyć się z miejsca i go znaleźć. Przechodząc przez całą salę czułam spojrzenia innych, co wywoływało u mnie frustracje. Jednak kiedy już dotarłam do drzwi, otworzyłam je i moim oczom ukazał się luksusowy pokój z grami ruletka, poker lub bakarat, pokój był ogromny, a mimo to siedziało w nim 7 osób, ubranych na czarno, każdy siedział w oddzielnej części.
- Jestem detektyw Hana Kang, poszukuję chłopaka o imieniu JongUp. - Wszyscy skierowali wzrok na kogoś, kto siedział w najciemniejszym roku sali. - To ty ?
- Heh, co jeśli tak?
- Pan cię wzywa kundlu - Warknęłam, nigdy nie lubiłam kryminalistów.
- Hau hau - Udał szczekanie psa. Miałam ochotę podejść i go spoliczkować - Nie pamiętam by zmieniał właściciela, jednak chyba wolę ciebie niż tego starego alkoholika.
- Kto to jest? - Spytał chłopak siedzący na fotelu i bawiący się rzutką. - JongUp?
- Widocznie to mój właściciel na kolejne śledztwo - Burknął i wstał nabijając magazynek od broni. Włożył dwie spluwy do kabury i nóż, kiedy mnie minął wyciągnęłam broń i wycelowałam w jego głowę.
- Nie mój drogi, broń posiadam tylko ja - Warknęłam, jednak reszta osób zaśmiała się pod nosem.
- Może jednak nie - Warknął i przyłożył mi nóż do gardła.
- Stwierdzenie, jeśli zabijesz mnie ja zabije ciebie, a kiedy policja tu przyjedzie oskarżą twoich kumpli o zabicie detektywa. Twój wybór. Mam sposoby by wsadzić takich jak wy za kratki.
- Pewna siebie jak widzę. Mam nadzieje, że przy łapaniu przestępców też taka jesteś. - Wręczył mi broń i nóż i wyszedł - Pewnie wrócę nie długo.
- Tak, powodzenia - Wymamrotała reszta. Kiedy wyszliśmy z baru chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Czego dotyczy sprawa?
- Jedźmy do mojego biura, tam wszystko ci wytłumaczę - Odparłam i otworzyłam czarne volvo.
- Dobrze pani detektyw, jedźmy. - Przez całą drogę do mojego biura starałam się przyjrzeć chłopakowi i jedyne co zauważyłam to liczne tatuaże, granatowe włosy, kilka blizn i rany cięte. Kiedy byliśmy już na miejscu chłopak niepewnie wszedł do domu, a potem podszedł do podświetlonego stołu i zobaczył zdjęcia przekazane przez lekarza.
- To byli ludzie?
- Tak, byli. Po oględzinach zwłok anglika Abernathy znalazłam coś między zębami, był to kawałek cygara, który zawierał minimalne ilości dziwnej substancji. Przy zwłokach zalazłam również chusteczkę, na której była czerwona plam po winie oraz kartę diabła.
- Jak to możliwe, że wygląda tak?
- Każdy z nich musiał przyjąć narkotyk, po 30 minutach narkotyk zabijał podejrzewam że zostali pozbawieni tlenu co przyspieszało proces mumifikacji. Jednak dopóki nie dowiemy się kto za tym stoi i nie wiemy czym jest ten lek. Nie mamy szans.
- Czekaj. - Chłopak złapał za chusteczkę i powąchał - Znam ten zapach, Chāteau Bonheur z 75 roku, tylko jeden klub ma takie wino.
- Skąd wiesz? - Spytałam zdziwiona
- Byłem tam raz. - Ten facet mógł mi się przydać.
- Mogę cię prosić o zdobycie listy gości?
- Co będę z tego miał - Zmierzył mnie od stóp do głów i zatrzymał się na mojej twarzy
- Nic, satysfakcję - Chłopak zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Ja również postanowiłam iść  spać, miałam dość tego dnia. Jednak jak zawsze podczas sprawy, nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok i błądziłam myślami. W końcu wstałam i zaczęłam ponownie analizować próbki, chcąc rozwiązać zagadkę tajemniczej trucizny. Jednak siedząc do rana nic nie udało mi się wymyślić. Usłyszałam pukanie, ledwo żywa podeszłam i otworzyłam. Zobaczyłam JongUp'a
- Ranny ptaszek z ciebie - Odparłam
- Za to ty wyglądasz okropnie, kiedy wstaniesz.
- Milutki. Akurat dzisiaj nie spałam, jak zawsze kiedy mam sprawę
- Zrobię kawy. - Odparł i wszedł do mojego domu od razu znajdując kuchnie.
- Nie szwendaj się po moim domu. Co znalazłeś? - Spytałam i odebrałam od niego dokumenty, które mi wręczył. 
- Organizatorem przyjęć jest Shin YooSon dzięki znajomościom dowiedziałem się jest prezesem "Epsilon" fabryki farmaceutycznej. - Zaczęłam  przeglądać papiery a kiedy zobaczyłam zdjęcie sparaliżowało mnie ujrzałam znak taki sam jak  blizna na moim nadgarstku, możliwe, że ciotka zna tego mężczyznę. Od razu poszłam zadzwonić.
- Halo?
- Ciociu, mam kilka pytań, przyjedziesz?
- Oh tak oczywiście, będę u ciebie za kilka minut - Kiedy kobieta się rozłączyła, poszłam do kuchni gdzie JongUp właśnie zalewał kawę.
- Napij się zdechlaku - Mruknął
- Dzięki - Wzięłam do ręki i zaczęłam sączyć gorący napój.
- A gdzie twoi rodzice? - Spojrzałam na niego zdziwiona skąd wytrzasnął takie pytanie.
- Nie żyją - Mruknęłam patrząc się w martwy punkt
- Kiedy? - Poczułam, jak kawa staje mi w gardle.
- Czemu miała bym się zwierzać tobie - Usłyszałam dzwonek mojego telefonu , odstawiłam kawę na stół i podeszłam do biurka. 
- Tak ciociu ? 
- Hana słońce wybacz ale coś mi wypadło i...
- Rozumiem chciałam się spytać czy znasz Shin YooSon?
- Tak to mój stary przyjaciel czemu pytasz ?
- Słyszałam że organizuje często przyjęcia.
- Tak jego bankiety są dla elity raz czy dwa razy byłam tam.
- A czy załatwiła byś mi wejściówkę.
- Hana o co chodzi co chcesz odkryć ?
- Trafiłam na ślad mordercy moich rodziców. 
- Rozumiem pamiętaj że masz moje wsparcie to była moja siostrę również pragnę zemsty. Dobrze załatwię zaproszenie i przyjadę.
- Dobrze - Rozłączyłam sie i spojrzałam na JongUp'a,  który opierał się o futrynę. 
- Musimy poczekać. 
- Czyli co mogę iść? - Spytał 
- Tak będziemy w kontakcie - Odparłam podchodząc do zdjęć i od nowa zaczęłam wszystko analizować, jednak zobaczyłam że JongUp wcale nie wychodzi usiadł na przeciw mnie i zaczął się przyglądać zdjęciom. 
- Co cię dręczy Hana?
- Nic absolutnie nic - Odparłam i poprawiłam okulary na nosie.
- Nie kłam...
- Eh na zdjęciu gdzie był Shin YooSon bylo jeszcze 5 osób dwoje z nich mieli sygnety na których był ten znak - Wskazałam na mój nadgarstek gdzie widniał wypalony wąż. - Pamiątka z dnia gdy widziałam ich śmierć. 
- Nie złapano ich?
- Nikt nie wie kim byli mieli maski. I broń na której był ten piekielny wąż. - Chłopak dotknął mojej ręki.
- Przepraszam że przez moje pytania wspomnienia wróciły. 
- Jesteś moim partnerem w tej sprawie powinieneś wiedzieć. A ty dlaczego jesteś w mafii.
- Mając 18 lat zrobiłem coś bardzo złego postanowiłam dołączyć do mafii JongUpa bo tylko on wiedział co się stało i tylko on wiedział co zrobić bym nie trafił za kratki.
- Ile masz lat? - Spytałam
- 30 Prawda że nie wyglądam - Poprawił swoje granatowe włosy i zaśmiał się. Przez kilka godzin rozmawiałam z JongUp'em zaczęłam go tolerować. Kiedy usłyszałam pukanie podeszłam i zobaczyłam moją ciotkę.
- Dobrze że już jesteś.
- Wybacz ze trwało to tak długo. - Kiedy ciotka weszła do biura zobaczyła chłopaka i zrobiła dziwną minę.
-  Znacie się ? - Spytałam 
- Nie po prostu kogoś mi przypomina - Odparła i potargała mnie po głowie. - Proszę - Spojrzałam i zobaczyłam fioletową kopertę z przeklętą pieczęcią.
- Dziękuję ciociu.
- Uważaj na siebie to niebezpieczne miejsce.
- Nie będę sama - Odparłam i spojrzałam na chłopaka, który uśmiechnął się i spojrzał na zdjęcia na stole.
- Ja muszę uciekać - Odparła i wyszła. Ja zaczęłam czytać zaproszenie - Kiedy jest ten bankiet ? 
- Dzisiaj wieczorem dokładnie 23 - kiwnął głową i wstał podchodząc do drzwi wyjściowych.
- Mam sprawę do załatwienia co będziesz robiła przez ten czas ?
- Mam zamiar odwiedzić "Epsilon"
- Bawisz się w złodzieja.
- Nie, raczej w w redaktora gazety naukowej - Odparłam pokazując mu plakietkę. 
- Życzę powodzenia uważaj na siebie - Odparł i wyszedł. Zebrałam wszystkie potrzebny rzeczy i poszłam na zwiady do firmy farmaceutycznej.
Bałam się jak cholera co jeśli mnie złapią ?
Kiedy już stałam pod drzwiami cały stres opadł czytałam w internecie ze prowadzą kolejne badania i właśnie to jest pytanie nad czym tak pracują.
- Witam pani do kogo?
- Jestem redaktorem z magazynu naukowego "Krystal" ostatnio po internecie krążą pogłoski że pracuje pan nad nowym lekiem to prawda ? - Wyjęłam z torebki notatnik i zaczęłam notować
- Tak ostatnimi czasy planujemy wynaleźć lek na wirus.
- A czy został on testowany na ludziach ?
- Czy pani coś podejrzewa.
- Nie po prostu próbki leków są testowane.
- Spokojnie staramy się by wszystko było pochodzenia naturalnego. 
Przemierzaliśmy korytarze starałam się zobaczyć coś podejrzanego jednak nic pełno ludzi i pomieszczeń gdzie przechowywali leki. Nagle minęliśmy pokój gdzie pisane "Secrets" 
- A co jest tutaj.
- Ah tutaj nic specjalnego. Chyba musimy zakończyć nasz wywiad mam jeszcze kilka spaw do załatwienia. Panowie cię wyprowadzą.
- Dobrze dziękuje za poświęcenie mi chwili.
- Oczekuje pozytywnej opinii.- Mężczyzna uśmiechnął się i odszedł
- Dobrze - Kiedy stanęłam przed drzwiami fabryki zaczęłam przeklinać pod nosem.
- Cholera jasna ! - Wydarłam się na całe gardło i kopnęłam śmietnik, który stał przy wejściu.
- Czego się pieklisz - Spojrzałam i zobaczyłam JongUp'a - Wsiadaj- Podeszłam do samochodu chłopaka i wsiadłam. - I jak poszło pani detektyw ?
- Ni jak nic się nie dowiedziałam, A kiedy już coś znalazłam spławili mnie - Warknęłam rzucając pieprzony notes przed siebie.
- Odwiozę cię do domu przebierzesz się masz jeszcze dwie godziny przed bankietem chyba zdążysz się ogarnąć ?
- Tak a co z tobą ? - Spytałam - Gdzie twój smoking ?
- Spokojnie leży z tyłu. - Mruknął odpalając samochód. - A teraz powiedz czego się dowiedziałaś ?
- No mówię że niczego kiedy zobaczyłam ten pokój stwierdził że lepiej będzie zakończyć wywiad.
- Uspokój się Hana wiem że denerwuje cię to że nic nie możesz znaleźć ale nic na to nie poradzisz
- Znawca się znalazł - Warknęłam - Jedź już. Kiedy dojechaliśmy do mojego biura, wyszłam z pojazdu trzaskając drzwiami.
- Dziewczyno bo uszkodzisz moje Ferrari 
- Ferrari pff też mi coś - Mruknęłam i podeszłam do drzwi. Zaczęłam szukać kluczy po kieszeniach, jednak nigdzie ich nie było.
- Hana co się stało ?
- Nie mam kluczy, cholera - Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer. 
- Gdzie dzwonisz ?
- Do ciotki, ma zapasowe klucze. - Nagle telefon został mi wyrwany z rąk.  Spojrzałam ma JongUp'a, który zabrał mój telefon i schował do swojej kieszeni. - No co ty robisz ?
- Chodź, pojedziesz do mnie.
- Ale moja sukienka i wszystko jest w środku.
- Załatwię ci kieckę a teraz chodź juz - Złapał mnie za rękę i zaciągnął do swojego samochodu . Wsiadając czułam się nie swojo, że JongUp jest taki dobry. 
- Litujesz się ?  - Spytałam spoglądając na niego.
- Nie, po prostu staram się być lepszy. 
- Członek mafii jest dobry dla pani detektyw, brzmi ciekawie. - Zauważyłam ze chłopak się uśmiechnął. Kiedy dojechaliśmy do domu chłopaka pod drzwiami leżało białe pudło z czarną kokardą.
- Proszę to dla ciebie.
- Dziękuję pieniądze oddam cie później.
- Nie chce pieniędzy Hana. - Mruknął i spojrzał na mnie zbliżając swoja twarz do mojej. 
Nagle poczułam jego usta, które były co raz gorętsze. Kiedy się odsunął oblałam się rumieńcem.
- Wejdź - Odparł otwierając przede mną drzwi. Przekraczając próg zobaczyłam przestrzenny salon i kuchnie. Nie było to duże mieszkanie ale robiło wrażenie. - Jeśli chcesz wziąć prysznic to tam jest ręcznik. 
- Dziękuję - Odwiesiłam kurtkę na wieszak a torbę położyłam ba kanapie. Weszłam do wskazanych wcześniej drzwi przez JongUp'a. Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Spędziłam tam około 15 minut. Kiedy wyszłam zobaczyłam uszykowaną bieliznę i białe pudło.
Otwierając zobaczyłam czarną sukienkę na długi rękaw. Mimo iż moje włosy nie były długie mogłam swobodnie upiąć je w kok. Potem ubrałam sukienkę i szpilki. Kiedy wyszłam zobaczyłam chłopaka miał na sobie czarny garnitur. 
- Wyglądasz pięknie.
- Dziękuje, a ty wyglądasz jak prawdziwy dżentelmen. - Chłopak odłożył szklankę, którą trzymał w dłoni. Podszedł i wyciągnął z kieszeni wisiorek z czarnym kamieniem.
- Tak myślałem że będzie pasował. Możemy jechać. - W drodze do klubu odszukałam w torebce purpurowe zaproszenie. - Hana musimy coś ustalić, jeśli zauważysz coś podejrzanego natychmiast mnie o tym informujesz. 
- Dobrze - Mruknęłam - Traktujesz mnie jak dziecko.
- Lepiej być ostrożnym.
- Dobrze - Kiedy podjechaliśmy pod klub nie było tam dużo ludzi. Podchodząc do jednego z ochroniaży wręczyłam mu list. Wskazał nam w którą stronę powinniśmy iść. Przed pozłacanymi drzwiami zostaliśmy przeszukani, JongUp patrzył na ochronę jak by miał ich wszystkich zaraz pozabijać. Kiedy otwierano nam drzwi znów zobaczyłam znak z nadgarstka. 
- On musi tu być - Warknęłam sama do siebie.
Kiedy weszliśmy na główną sale zobaczyłam coś czego w ogóle się nie spodziewałam. Mężczyźni i kobiety pochłaniali spore ilości pigułek i alkoholu. 
- To jest nie normalne. JongUp czy to nie Bang ? - Chłopak zaczął się przyglądać. 
- Tak poczekaj - Chłopak odszedł a ja zostałam sama. Nagle zobaczyłam mężczyznę który oprowadzał mnie po firmie "Epsilon"
- Witam was moi wierni przyjaciele cieszę się że znów tu jesteście i możecie znów wyruszyć w podroż w nieznane a wszystko to dzięki Hiro Tadashiemu. - Przyjrzałam się i zobaczyłam szefa wydziału kryminalnego. - A teraz bawcie się! - Nagle odeszli spojrzałam i zobaczyłam, że chłopak nadal rozmawia z przyjacielem.
Postanowiłam to sprawdzić. Poszłam na pierwsze piętro i starałam się śledzić ową dwójkę. Jednak zobaczyłam przede mną ochroniarza, który mnie tu wpuścił. 
- Kang Hana mój psie - Odwracając się i zobaczyłam szefa.
- Dlaczego to robisz ?! Sam mnie zatrudniłeś ?!
A teraz okazuje się że współpracujesz z nimi.
- Wybacz moja psinko - Dostałam ogłuszające uderzenie w twarz i straciłam przytomność.
Kiedy się ocknęłam byłam w osobnym pomieszczeniu, przede mną siedział szef wydziału i farmaceuta. Chyba nie zorientowali się ze już wszystko słyszę.
- Zademonstruję ci jak działa nasz narkotyk. Dzięki twojemu wkładowi  eksperyment jest ukończony. Za szybą zobaczyłam około 15 osób które bawiły się i tak samo jak osoby na dole napychali się tabletkami popijając je alkoholem. Mężczyzna zaczął mówić do mikrofonu. 
- Widzę ze bawicie się nieziemsko, to dobrze ostatnio robiliśmy eksperymenty by stworzyć dla was pigułkę bogów, którą nazwaliśmy Necrosis. - Do sali weszło trzech ludzi ubranych w kostium katów. Mieli ze sobą trzy tace jeden z katów zdjął białą chustę. Zobaczyłam stos żółtych okrągłych pigułek.
Kat wziął w dłoń jedną pigułkę i zgniótł ją. 
- Teraz substancja z narkotyku ulotniła się i wchłania się w wasze ciała. Jednak wszystko ma swoją cenę. Necrosis jest nie tyle narkotykiem co trucizną która zabija.  Pierwsze objawy to krwawienie z nosa potem uszy, oczy i umierasz. Ale jeśli istnieje to cudo to musi i odtrutka - Kolejna dwójka katów podniosła chusty gdzie była tylko jedna czerwona pigułka a na drugiej tacy leżała karta z diabłem - Życzę miłej zabawy - Odparł i wyłączył mikrofon. - Tak więc dziękujemy ci za użyczenie modułu. Ale wszystko zawdzięczamy twojej ciekawości na temat wiecznej młodości. Kto by pomyślał że z ciała młodych kobiet można wyciągnąć esencje.
- Ma pan racje, sama nie wiedziałam ze jest to możliwe ale udało się. 
- Rozmawiałem już z szefem wydziału kryminalistycznego. Powiedział, że zatuszuje sprawę śmierci 5 osób.Ah widzę że panna Kang się obudziła. - Kiedy farmaceuta wstał został zastrzelony przez osobę siedzącą na fotelu, która po chwili stała przede mną. Jednak nie znałam go, miał na sobie czarny długi płaszcz i maskę. 
- Kim jesteś ?! - Nic nie odpowiedział, tylko jeszcze bardziej zbliżył broń do mojej głowy, na której był znak węża - Dlaczego to robisz ?!
- Dowiesz się w swoim czasie detektywie Kang. Dowiesz się również prawdy o twoich rodzicach uważaj bo nawet bliższa osoba cie okłamuje - Zamaskowana postać schowała broń i uciekła. Starałam się uwolnić ale na nic. Nagle zobaczyłam JongUpa wbiegającego go sali. Rozciął taśmę, którą miałam oklejoną w okół dłoni.
- Wszystko w porządku ?
- Tak ale ten człowiek mówił mi że dowiem się prawdy o moich rodzicach.
- Nie ufaj mu, skąd możesz wiedzieć że nie oszukał cię. - Postanowiłam nie udzielać się i wyjść z imprezy towarzyskiej. W drodze do domu zadzwoniła moja ciotka mówiąc, że chce się spotkać. Bang zgodził się mnie tam zawieźć.  Przez cała drogę żadne z nas nie podjęło się rozmowy. Nie wypytywał również o to co zobaczyłam za szybą. Kiedy dojechaliśmy do mojego biura, samochód ciotki już tam stał. 
- Dziękuję że mnie odwiozłeś 
- Jeśli coś było by nie tak od razu dzwoń.
- Dobrze, od kiedy tak się o mnie troszczysz.
- Pewnie od momentu kiedy się w tobie zakochałem - Złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Wyszłam z samochodu i poszłam do biura, gdzie czekała na mnie moja ciocia. 
- Hana wszystko w porządku ? 
- Tak.
- Słyszałam o śmierci zastępcy szefa z fabryki "Epsilon" 
- Tak zabiła go zamaskowana postać ta sama, która zabiła rodziców. 
- Oh kochanie spokojnie kiedyś ich złapiesz - Ciotka przytuliła mnie, jednak zobaczyłam coś podejrzanego w jej kieszeni, wyciągając dłoń zobaczyłam moduł, który otrzymała od farmaceuty. 
- To ten sam moduł co... Co to ma znaczyć.
- Cholera wydało się. Bierzcie ją - Poczułam pod nosem śmierdzące coś po którym straciłam przytomność. Kiedy się ocknęłam zobaczyłam moją jedyną rodzinę z rosłym mężczyzną u boku. 
- Co to ma znaczyć? - Spytałam, chciałam wstać jednak środek, który mi podali był bardo silny i zakręciło mi się w głowie.
- Co się stało źle się czujesz ? Haha - Zaczęła się śmiać. - Ale i tak twoja ciekawość musiała kiedyś zostać ukarana detektywie Kang. 
- Gdzie jesteśmy ? 
- W katedrze na piętrze. Jak myślisz co nas tu sprowadza ? Hm - Po mojej głowie zaczęły przeplatać się różne scenariusze. - Nim odpowiesz wyręczę cię chce zabić całą tą elitę tak jak twojego ojca. - Myślałam że się przesłyszałam - Tak kochanie dobrze słyszałaś to ja zabiłam twoich rodziców , lecz nie sama.
3/2/1 - Mruknęła i przez drzwi został wprowadzony JongUp, który natychmiast został przywiązany do krzesła.
- A oto i mój wspólnik- Nie mogłam uwierzyć jeszcze kilka godzin temu wyznawał mi miłość a teraz okazuje się że zabił moich rodziców.
- Nie wierze - Mruknęłam i zaczęłam płakać. 
- To uwierz moja droga. JongUp pomagał mi zamordować twoich rodziców by dokonać mojej zemsty.
- Co oni ci zrobili, to była twoja siostra!
- Która zabrała mi mężczyznę. Mojego męża!
Tak ja i twój ojciec  byliśmy razem a ja byłam w ciąży jednak kiedy doszło do wypadku straciłam je a tym samym zostałam odtrącona przez mężczyznę, którego kochałam. Powiedziałam że nigdy więcej nie będę poniżana! I wynalazłam to. - Kobieta otworzyła skrzynkę zobaczyłam Necrosis. - Ma to na celu zabić całą elitę tak samo zimną i nieokrzesaną jak twój ojciec. 
- Nie tak się umawialiśmy, miałaś zostawić Hanę w spokoju reszta ludzi mnie obchodzi. 
- Wybacz JongUp ale jeśli ona nie zginie nadal będę widziała jej ojca ! - Kobieta wzięła w dłoń narkotyk i włożyła mi go do ust. Poczułam metaliczny smak który rozszedł się po każdym zakamarku mojego ciała.
- Hana wypluj to świństwo! 
- Już za późno Necrosis rozprzestrzenia. Więc JongUp nadchodzi czas pożegnań - Moja ciotka podeszła do walizki wbiła kod, który zamknął pudełko i zaczęło odliczać minuty do wybuchu.
Kobieta wraz towarzyszem opuściła sale. Byłam otumaniona działaniem narkotyku mimo to musiałam uratować ludzi, którzy przebywali w kościele. Wstałam z krzesła i podeszła do walizki unosząc ją.
- Hana pomogę ci ale rozwiąż mnie.
- Zachowujmy się jak byśmy się w ogóle nie znali - Ruszyłam na dach, musiałam pozbyć się tego świństwa. Nagle poczułam lepką ciecz, którą spływała mi z nosa lecz teraz nie mogłam się poddać, brnęłam przed siebie mimo że miałam coraz mniej siły. Obok mnie stanął JongUp, który chciał mi pomóc jednak wymierzyłam w niego bronią.
- Pomogę ci 
- Nie chce sama dam sobie radę
- Musisz wziąć antygen, miałaś pomścić śmierć rodziców - Odparł prawie krzycząc.
- Będą mówili mi wybaczyć - Kiedy byłam już u szczytów schodów krwawienie pojawiło się również z uszu. 
- Hana do choler musisz ro wziąć
- Skąd to masz.
- Lekarz wydziału odkrył co kombinuje reszta, przyszedł do mnie chwilę przed moim porwaniem.
- Odwal się - Burknęłam, a kiedy byłam już na dachu zegar wyświetlił minutę. Szybko wbiłam kod urodzin ciotki, jednak wyskoczył błąd, wbiłam kilka innych dat ale nic z tego. Postanowiłam spróbować i wpisać datę śmierci ojca. Zobaczyłam zielone światełko co oznaczało ze walizka została otworzona a kod był poprawny. Zobaczyłam około stu kapsułek Necrosis i detonator. Wyjęłam małe urządzenie i wyrzuciłam, po chwili wybuchło. Spojrzałam na walizkę ale nic się nie wydarzyło. Położyłam się na zimnej ziemi i spojrzałam w niebo, nagle obok mnie pojawił się JongUp. 
- Bierz to szybko
- Nie marnuj ich musisz mieć dowody
- Mam w dupie dowody wole stracić dowód niż ciebie! - Krzyknął, jednak jego głos docierał do mnie jak przez mgłę. Mimo to nadal patrzyłam na JongUp'a. Potem zobaczyłam ciemność. Czy żałuje ? Nie. Żadnej z moich decyzji.

sobota, 12 listopada 2016

Murder #2

- Teraz zapomnij o wszystkim.
  Objęłam chłopaka za szyje i pocałowałam, ten zrzucił swoja czarną kurtkę a potem czerwoną bluzkę, która opinała jego idealnie wyrzeźbione ciało.
Kiedy brakło mi tchu odsunęłam się Spojrzałam w jego ciemne oczy. Które wyrażały pożądanie.
- Kocham cie - Mruknął, położył moje dłonie na swojej klatce w okolice serca, ale mimo to czułam również gorącą skórę chłopaka. - A ty mnie ?
Tym razem chłopak łapczywie wpił się w moje usta, dzięki swoim silnym ramionom uniósł mnie do góry, a ja oplotłam się w okół jego bioder. Oparł mnie plecami o lodowatą ścianę i zaczął składać na moim ciele pocałunki które zostawiały siny ślad. Minhyuk odpiął mój stanik i rzucił gdzieś w kąt hotelowego pokoju. Postanowiliśmy przenieść się z pozycji stojącej na leżącą, chłopak postanowił zabrać się za moje spodnie.
  Odpiął guzik i suwak a potem zdjął je jednym szybkim ruchem razem z dolna bielizną. Potem zajął się sobą a po chwili mogliśmy cieszyć się namiętnością między nami. Nagle poczułam że po moim policzku spływa łza. Minhyuk to zauważył i zawisł nade mną patrząc mi głęboko w oczy.
- Wszystko będzie dobrze - Mruknął a ja. Kiwnęłam głową. On wszedł we mnie jednym płynnym ruchem. I zaczął się poruszać. Sprawiało mi to niesamowitą rozkosz kiedy wydałam z siebie dźwięk chłopak natychmiast starał się mnie uciszyć głębokim pocałunkiem. Trwało to cała noc. Zasnęłam około czwartej.
PERSPEKTYWA MINHYUKA

Leżałem obok naj cudowniejszej kobiety na świecie. Nawet teraz kiedy śpi jest idealna. Palcem wskazującym zacząłem kreślić różne wzory na jej plecach a kiedy otworzyła oczy poczułem przyjemny dreszcz rozchodzący się po ciele.
- Minhyuk - Mruknęłam - To nie mogło się zdarzyć - Podniosła się szybko i zaczęła ubierać. Podbiegłem do niej i złapałem za ramiona.
- Uspokój się !
- Nie może jeśli...
- Co, żałujesz ? - Zaprzeczyła kręcąc głową - Wiec o co chodzi ?
- Jae... Ja wciąż go kocham Lee - Usiadła na łóżku i zaczęła płakać i wtedy zrozumiałem że ona go kocha że mimo iż  spędziliśmy razem noc to i tak ona kocha go bardziej niż mnie.
- Soo spokojnie, nic mu nie powiemy ja wrócę do JooNy a ty do Jae - Dotknąłem jej policzka a ona się delikatnie uśmiechnęła.
- Dobrze - Mruknęła, kiedy juz wszystko ogarnęliśmy wróciliśmy do domu.

PERSPEKTYWA SOO
Wchodząc do rezydencji zobaczyłam idącego w moja stronę Jae. Poczułam jego silne ramiona.
- Przepraszam! Soo proszę wybacz mi
- Kocham cie ty głupku - Mruknęłam kątem oka zobaczyłam jak Minhyuk podchodzi do JooNy i namiętnie ją całuje.
Kiedy Jae odsunął się ode mnie zwrócił się do Minhyuka.
-  Ty masz natychmiast odejść z tego domu, juz nie należysz do rodziny. IlHoon powiedział że widział cie jak wchodziłeś do hotelu w którym była Soo. Wiem do czego doszło. To wszystko.
- Dobrze - Mruknął Minhyuk, odwrócił się i wyszedł. Jae spojrzał na mnie
- Puśćmy w niepamięć to co się wydarzyło dobrze
- Mhm - Mruknęłam, ale nadal myślałam o chłopaku który przed chwilą opuścił posiadłość

PERSPEKTYWA MINHYUKA

Wyszliśmy razem z JooNą z mojego domu, dziewczyna cały czas szła przy mnie nie mówiąc ani słowa. Była zła za to że zdradziłem ale mimo to nadal była przy mnie.
- Lepiej będzie jeśli odejdziesz - Odparłem i spojrzałem na nią ona kiwnęła głową.
- Jednak zanim odejdę musisz coś dla mnie zrobić - Dziewczyna pstryknęła palcami i natychmiast poczułem jak ktoś łapie mnie za ręce, odwracając się zobaczyłem pięciu żołnierzy. - Pomożesz mi zabić Soo - To co powiedziała odbiło mi się echem po głowie, chciała zabić Soo! Zacząłem się wyrywać chciałem podbiec do JooNy i spoliczkować ją. Jednak zobaczyłem na jej twarzy chęć mordu i zemsty. I w tedy przypomniałem sobie co mówiła Soo o ostatniej kuli i ostatnim żyjącym człowieku. Zrozumiałem że to JooNa. Jeden z jej pachołków nałożył mi na głowę czarny worek i gdzieś mnie zabrali. Przez dobre 10 minut jechaliśmy samochodem a kiedy wyciągnęli mnie z samochodu zaczęli bić, byłem co raz słabszy ale musiałem to wytrzymać dla Soo....


PERSPEKTYWA SOO

Siedziałam w sypialni wspominając noc z Minhyukiem. Byłam wściekła że Jae wywalił ich z domu. Ale to w końcu on był tu szefem. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi spojrzałam i zobaczyłam SunJae, spuściłam głowę bo nie byłam wstanie spojrzeć mu w twarz.
- Wiem że teraz mnie nie na widzisz ale ktoś ci to przysłał - Podał mi kopertę, była czarna.
- Co to ?
- Otwórz - Muknął Jae, złapałam za kopertę i wyciągnęłam z niej małą karteczkę na której pisało "odtwórz" i pendrive. Wstałam i zeszłam na dół podchodząc do telewizora, podłączyłam małe urządzenie do telewizora i zobaczyłam JooNe a obok niej przywiązany Minhyuk jego twarz wyglądała okropnie miał całą poobijaną.
- Wiem że teraz oglądasz to Soo więc zacznijmy od tego dlaczego to robię
-  Z zemsty - Mruknęłam, teraz pamiętam jej twarz to jest córka tych ludzi
- Pamiętasz zimę 3 lata temu.... Tak jestem Kang SeoJi córka ludzi których ty bezwzględna suka zabiłaś ! Więc teraz ja zabije tego którego tak bardzo kochasz Jeżeli chcesz go zobaczyć przyjedz do portu  - Pstryknęła palcami a po obu jej stronach pojawiło się kilku osiłków i zaczęli bić Minhyuka potem taśma się skończyła. Poderwałam się i wbiegłam na górę za mną Jae.
- Gdzie ty idziesz ?
- Po Minhyuka - Wyciągnęłam z torby dwa czarne pistolety i kilka zapasowych magazynków.
- Nie pozwolę ci - Nie wytrzymałam i odwróciłam się do chłopaka z chłodnym  i obojętnym wyrazem twarz i bronią przytkniętą do jego czoła.
- Nie czekam na twoje pozwolenie i jeśli chcesz żyć nie wchodź mi w drogę.
- Więc to jest twoje prawdziwe oblicze, to jest Soo którą kocha Minhyuk. - Odsunął się w bok, schowałam broń a chłopak złapał mnie w pasie i pocałował. - Ten ostatni raz.
Wyszłam z sypialni i zeszłam na dół gdzie stała reszta.
- Jedziemy z tobą - IlHoon mruknął spoglądając na mnie a potem na resztę. Wsiedliśmy do wspólnego samochodu i ruszyliśmy, siedziałam na pace razem z trzema chłopakami.
- Więc ilu tak dokładnie zabiłaś ?
- Prócz jej rodziny 25 byłam płatnym zabójcą wszystkie zlecenia dawał mi ojciec a  kiedy ojciec SeoJi zabił mojego ojca postanowiłam że to będzie ostatni raz. Zabiłam ich wszystkich ojca matkę i bliźniaków 3-letnich.
- Dlaczego jej nie zabiłaś. I dlaczego mówiłaś ze zrobili ci krzywdę.- Spytał Paniel
- Była prze ćpana stwierdziłam że narkotyk ją zabiję. Jednak myliłam się. Jej ojciec kiedy przyszedł do naszego domu zgwałcił mnie. - Spojrzałam gdzieś w dal  pogłębiając się w myślach. Na port dojechaliśmy po 20 minutach. Była juz noc więc widoczność była ograniczona. Ale chciałam jak najszybciej znaleźć chłopaka. Przeszukując budynki nigdzie nie było śladu po Minhyuka. Za to wszędzie były pełno ludzi SeoJi
- Paniel Eunkwang i Changsub idźcie na górne wierze stamtąd będziecie obserwować.
- IlHoo i reszta chodźcie ze mną - Wybiegając na główny plac. I wtedy znalazłam go wisiał  głową w dół, na ziemi widniała duża kałuża krwi.Minhyuk zauważył mnie i krzyknął.
- Uciekaj! Odejdź stąd.
- Przepraszam że wplątałam cie w to. - Zobaczyłam że chłopak zaczyna płakać. Usłyszałam klaskanie nerwowo zaczęłam szukać źródła i wtedy zobaczyłam ją.
- Wiedziałam że przyjdziesz Soo
- SeoJi...
- Tak, nareszcie możemy się spotkać i zakończyć to raz na zawsze 
- Zdechniesz jak twoja nędzna rodzina - Obie wyjęłyśmy pistolety jednak ona dodatkowo wzięła katanę. Odwróciłam się i zobaczyłam ze za mną stoi 3 a nie 2 mężczyzn, Jae, który stał gdzieś z tyłu spoglądał na mnie z delikatnym uśmiechem. Ponownie spojrzałam na dziewczynę która była już blisko mnie. Odbezpieczyłam magazynek i posłałam pierwszą kule w jej kierunku, jednak nie trafiłam SeoJi zaczęła machać swoim mieczem w moją stronę jednak zapomniała że jestem zabójcą i nie boje się zginąć. Jednym silnym pchnięciem powaliła mnie na ziemie i przestrzeliła prawe ramie. Moja broń spoczywała w okolicy jej serca.
- Żegnaj pozdrów swojego ojca w piekle - Nacisnęłam spust a oczy dziewczyny zrobiły się puste. Podniosłam się i otrzepałam zakrwawiona i poprzecinaną koszule z piasku. Podbiegłam do Minhyuka który juz leżał na ziemi i mocno kaszlał.
- Juz wszystko dobrze - Mruknęłam i nachyliłam się nad chłopakiem 
- Kocham cie Soo
- Ja ciebie też - Od tamtego czasu minął rok. Ja i Minhyuk jesteśmy razem i teraz czekamy na naszego małego szkraba. Nie mieszkamy juz w rezydencji teraz sprawują tam władze chłopcy. A Jae odszedł zaraz po akcji słuch po nim zaginął.
- I co jak sprawuje się w roli męża ?
- Perfekcyjnie a ja.
- Seryjna morderczyni w roli żony brzmi pociągająco - Zaśmiał się i pocałował mnie. Tym razem nad rzeką Han nie byłam już sama. 

czwartek, 10 listopada 2016

Murder 1#

Stało się to późną zimą, dokładnie 24 grudnia. Dzień w którym każdy powinien spędzać czas ze swoja rodziną. Jednak nie ja, teraz kiedy dokonałam mojej zemsty mogę nazwać się mordercą. Ostatni krok do upragnionego spokoju było samobójstwo, nie chciałam już więcej cierpieć. Biały śnieg, światła samochodów i ulicznych lamp oraz ja, stojąca na moście nad rzeką Han, a w mojej dłoni czarna broń, która widziała zbyt wiele śmierci. Teraz miała wykonać ostatni strzał. Jednak usłyszałam spokojny głos. Spojrzałam chłodno i zobaczyłam chłopaka z czerwonymi włosami.
- Co zrobisz jeśli twoje samobójstwo ci się nie uda i przeżyjesz?
- Spróbuje ponownie - Warknęłam
- Chodź ze mna, pomogę ci zapomnieć o wszystkim - Chłopak wyciągnął do mnie rękę ja również ale celując w niego bronią, zdziwiłam się ponieważ obcy nawet się nie cofnął.- Jeśli jesteś zabójcą dlaczego mnie nie zabiłaś?
- Nic mi nie zrobiłeś
- I myślisz ze mierząc bronią we mnie wystraszę się ? - Zaczął się głośno śmiać a potem znów na mnie spojrzał - Chodź ze mną znam miejsce i ludzi gdzie będą traktowali cie jak normalnego człowieka jak członka rodziny. Zabiorę cie gdzieś gdzie nie będziesz mordercą - Nie wiem co mnie przekonało by z nim iść ale zeszłam z barierki mostu i schowałam broń do pochwy - Oddaj go, nie pozwolenie ci więcej go dotykać - Wręczyłam chłopakowi broń - Jestem Minhyuk.
- Soo...

3 LATA PÓŹNIEJ
Obudziłam się i zobaczyłam mojego ukochanego SungJae - głowę koreańskiej mafii hakerskiej. Myślałam, że to Minhyuk był całym moim światem, ale kiedy przyprowadził mnie tu trzy lata temu i poznałam Jae wszystko się zmieniło. Choć Minhyuk udaje, że jest mu to obojętne to widzę jak patrzy na mnie i na swojego przykaciela. Kocham Jae, jednak wciąż nie mogę zapomnieć o wcześniejszych uczuciach do Minhyuka. Dotknęłam jego twarzy, ten leniwie otworzył swoje ciemne oczy.
- Czy moje kochanie się wyspało? - Spytał zachrypnięty, kiwnęłam głową i pocałowałam go. W stając ubrałam się w czarne rurki oraz czarną bluzkę.  To samo zrobił Jae. Ja poszłam do łazienki i zaczęłam wykonywać podstawowe czynności. Nagle do pomieszczenia wbiegł SungJae rozbierając się. Kiedy juz nie miał koszulki podszedł do mnie.
- Yook SungJae masz natychmiast przestać się rozbierać!
- Masz czelność grozić szefowi mafii?
- Masz czelność grozić morderczyni? - Spytałam i zobaczyłam złość na jego twarzy natychmiast odsunął się ode mnie. - Co się stało?
- Nie jesteś morderczynią. - Dotknął delikatnie mojego policzka - To co stało się zimą trzy lata temu, mieliśmy puścić to w niepamięć.
-Jae jak mogę puścić to w niepamięć ?
Zabiłam ludzi.
- Którzy robili ci krzywdę, działałaś w samoobronie kochanie.
- Tak masz racje -  Jae złożył na moich ustach motyli pocałunek, którego odwzajemniłam, wysunął dłonie pod moją bluzkę głaszczac mnie po plecach. Dotykając jego torsu czułam gęsią skórkę. Wywołało to u mnie śmiech.
- Chodźmy do sypialni.
- Zostańmy tutaj - Mruknął mi do ucha. Złapałam za sprzączkę od jego paska i wtedy ktoś wszedł do pokoju. To był jedyny minus mieszkając w domu mafiozy musiałam się liczyć z tym że nie będziemy mieć prywatności. Szybko zapięłam stanik a SungJae założył bluzkę.
  Stanęłam przy lusterku i zaczęłam układać moje włosy sięgające do ramion. Jae poszedł do pokoju w którym z kimś rozmawiał, wychodząc zobaczyłam Minhyuka, był z nim również Ilhoo i Paniel.
- Co się stało ? - Spytałam
- Soo idź z Minhyukiem na śniadanie dołączę później
- Ale co....
- Proszę cie idź - Jae kiedy chciał potrafił być groźny wystarczy spojrzeć w jego oczy  i widzisz jak budzi się bestia. Minęłam go i wyszłam z pokoju a czerwono włosy zaraz za mną. Szliśmy w ciszy przez ogromny dom nagle Minhyuk mruknął.
- Dobrze ci się z nim pieprzy?
- A co zazdrosny ? - Warknęłam spoglądając na niego
- Zazdrosny. Zazdrosny dlatego ze stoisz tu dzięki mnie - Odparł - Dlaczego nie może być tak jak kiedyś Soo?
- To co raz utracone nigdy nie powróci.
- Ah tak czyli tak się sprawy maja, to dobrze bo jutro jako narzeczona Jae musisz powitać moja dziewczynę. Wie o wszystkim ze jestem w mafii i tym podobne.-  Patrzyłam na Minhyuka jak wtedy na moście z obojętnością.
- Jeśli czujesz ze to ta jedyną w porządku
- Ty byłas moją jedyna
- Skończmy juz temat dobrze - Nagle stanął niebezpieczne blisko.
- Chce ten ostatni raz poczuć twoje cieple usta - Dotknął mojego policzka - Chce przytulić moją Soo którą tu przyprowadziłem. - Nagle poczułam gorący pocałunek, złapał mnie za twarz bym nie mogła uciec, kiedy w końcu odepchnęłam go natychmiast spoliczkowałam.
- To był ostatni raz - Warknęłam - Kiedy mnie dotknąłeś
- Masz racje ostatni - Wyminął mnie i odszedł, nagle poczułam kłująco-duszący ból w klatce musiałam się uspokoić i głęboko oddychać, tylko ja wiem że jestem chora nie chciałam by się martwili. Skierowałam się do jadalni gdzie był już Changsub, Eunkwang i Hyunsik.
- Gdzie reszta ? - Spytał Lim
- Została z SunJae mieli jakąś sprawę do obgadania dojdą później. - Usiadłam i zaczęła pochłaniać śniadanie, po 15  minutach reszta przyszła, również Minhyuk.
- Dzień dobry wszystkim - Odparł Jae i usiadł obok mnie - Jak się wszystkim dzisiaj spało.
Wszyscy zaczęli sie wypowiadać -  Chciałem wam ogłosić że Minhyuk jutro przyprowadzi do nas swoją dziewczynę, chce żebyście się zachowywali odpowiednio - Nie wytrzymałam i wstałam od stołu kierując się do ogrodu. Miałam już dość tej myśli że Minhyuk ma dziewczynę, widocznie wcześniejszy pocałunek nic dla niego nie znaczył, był tylko zachcianką. Nagle zobaczyłam obok mnie Jae.
- Przepraszam - Mruknęłam i położyłam głowę na jego ramieniu
- Wiem że Minhyuk wiele dla ciebie znaczy, ale jesteś moja a ja nie słynę z tego że dziele się, a szczególnie jeśli kogoś tak bardzo kocham jak ciebie - Wiedziałam że nie będzie to łatwe. Ale prędzej czy później musiało się to wydarzyć.
- Rozumiem 
- Dzisiaj mamy do załatwienia pewna sprawę wrócimy późno
- Gdzie jedziecie ? Mogę z wami ?
- Nie zostaniesz w domu 
- No ale Jae 
- Zostajesz!
- Jak zwykle zostawiasz mnie w tym więzieniu samą, też mam czasami ochotę wyjść stąd !
- Soo uspokój się, jutro zabiorę cię na zakupy.
- I myślisz ze mnie tym przekupisz ? Myślisz ze jestem z tobą dla pieniędzy ! 
-  Jesteś ze mną bo mnie kochasz - Dokończył i pocałował mnie. 
- Jestem z tobą bo wiem ze beze mnie nie dasz sobie rady - Uśmiechnęłam się  i wtuliłam się niego.
- Tak masz racje - Mruknął, przez cały dzień siedziałam z reszta i przyglądałam się jak cos planują ale żaden z nich nie był łaskawy mi powiedzieć o co chodzi. Około godziny 23 wszyscy wyjechali a ja zostałam sama w pustej rezydencji. Postanowiłam poczekać na nich. Zdecydowałam się ze poczytam książkę i obejrzeć kilka seriali. Jednak około godziny 2 w nocy zasnęłam. Obudził mnie wyraźny zapach kwi. To zapach który znałam najlepiej.
Otworzyłam i zobaczyłam SungJae. 
- Co się stało ?!
- Nic kochanie śpij. 
- Nie -  Dotknęłam jego twarzy i zaczęłam dokładnie oglądać, zobaczyłam że jego warga jest w fatalnym stanie a ramie w jeszcze gorszym.
- Zostałeś postrzelony. Gdzie wy do cholery byliście !
- Nie denerwuje się. Byliśmy po to - Pokazał mi mały pendrive.
- I tylko dlatego narażałeś życie swoich przyjaciół ?! - Krzyknęłam - A przede wszystkim swoje!
- Uspokój się Soo dzięki temu cudeńku włamiemy się do każdego komputera w mieście nie mówiąc nic o bakach.
- Daj mi spokój - Podeszłam do szafki gdzie trzymałam potrzebne rzeczy do zrobienia opatrunku, gazy, watę wodę utlenioną, igłę i nić. Zeszłam na dół do kuchni i wlałam do metalowej misy gorącej wody kiedy wróciłam do pokoju Jae starał się zdjąć swoją czarną skórzaną kurtkę i koszulę. - Daj pomogę ci - Mruknęłam i podeszłam do niego. Powoli rozsunęłam zamek i zdjęłam ciężką kurtkę a potem koszule. Zobaczyłam czerwona plamę na ramieniu. 
- Jesteś zła ? - Nie odzywałam się chce żeby wiedział ze jestem wściekła. - Soo - Złapał mnie za podbródek i skierował w swoją stronę.
- Głupek - Mruknęłam i zostałam cmoknięta w czoło, kiedy opatrzyłam jego ramie on już spał. Wyszłam po cichu z pokoju zobaczyć co z resztą, która siedziała w salonie.
- Jak się czujecie ? Ktoś potrzebuje pomocy
- Nie Jae ucierpiał najbardziej ochronił Minhyuka przez strzałem. Skierowałam wzrok na chłopaka, który natychmiast spojrzał w druga stronę. Postanowiłam wrócić i zobaczyć co Jae. Uchylając cichutko drzwi do naszej sypialni zobaczyłam że chłopak nadal odpoczywał. Położyłam się obok niego i zasnęłam. Rano obudził mnie krzyk dochodzący z dołu, podnosząc się zobaczyłam że Jae nie ma. Poderwałam się z łóżka i pobiegłam na dół. Wszyscy siedzieli w salonie.
Jae coś mówił. 
- Soo wstała ! - Krzyknął Paniel. Wszyscy spojrzeli na mnie a ja zrozumiałam dlaczego było tu tak głośno. Na kanapie obok Minhyuka siedziała jego dziewczyna, piękna miała długie włosy i czarne oczy. - Przywitaj się. Zeszłam ze schodów i stanęłam przy Jae.
- Witamy w rodzinie - Wymamrotałam od niechcenia - A ty powinieneś teraz odpoczywać.
- Spokojnie czuje się juz lepiej 
- A jeszcze 4 godziny wcześniej jęczałeś z bólu w sypialni, idziemy.
- Widzę ze przez ten czas mój Minhyuk był w dobrych rękach. - Zanotowało się we mnie jak usłyszałam tak suke. Zabrałam Jae i wróciliśmy do sypialni. Pomogłam chłopakowi się położyć, i usiadłam na skraju łóżka. 
- Hej kotek co jest ? - Spytał i dotknął mojego ramienia. 
- Paradujesz przy obcej suce bez koszuli
- Jesteś zazdrosna ? - Spytał zbliżając się do mnie.
- Nie 
- Ehe wiesz o czym ostatnio myślałem ?
Spojrzałam na niego a na twarzy Jae pojawił się ogromny uśmiech. - Chciałbym by po naszym domu latały małe szkraby.
- Chcesz mieć dzieci ?! - Chłopak kiwnął głową a mnie zamurowało, ja nie chce mieć jeszcze dzieci jestem za młoda.
- A musimy się tak spieszyć ?
- Nie, ale obiecaj ze to przemyślisz ?
- Tak obiecuje - Mruknęłam a potem Jae zasnął. Leżałam obok niego i bawiłam się pendrive, który wczoraj przywieźli. Dlaczego był taki ważny? Co posiadał? Na żadne z tych pytań nie odpowiedziałam. Postanowiłam schować pendrive do prywatnego sejfu. Podeszłam do śpiącego chłopaka i cmoknęłam go w czoło. Zabrałam moją torbę i wygodne ubrania. Postanowiłam wyjść na strzelnice. Starałam się wymknąć cichaczem jednak nakrył mnie IlHoon.
- Gdzie się pani wybiera?
- Idę do miasta - Odparłam
- A może wybierasz się na strzelnice ?
- Nie mów Jae proszę - Mruknęłam spoglądając na chłopaka, który nie wyglądał na zadowolone go. - Proszę IlHoon
- A może nie chcesz patrzeć na JooNe ? Dziewczynę Minhyuka.
- Hmm i jedno i drugie - Odparłam - Powiedz ze jestem w galerii 
- A jak wrócisz zrobisz coś dobrego ?
- Zgoda - Odparłam - Wyminęłam go i wyszłam ciesząc się wolnością i brakiem nadzoru. Droga na strzelnice była prosta, może dlatego że często ja odwiedzałam. Wchodząc zobaczył minęł pani siedzącej w recepcji
- Mam karnet na nazwisko Yook Soo
- Rozumiem - Kobieta zabrała moją kartę i odbiła , weszłam do szatni i zmieniłam ubrania na wygodniejsze. Z mojej szafki wyciągnęłam czarna broń tą sama, która zabrał mi Minhyuk, otworzyłam magazynek i zobaczyłam ostatnia kule widocznie była dla kogoś przeznaczona skoro została jedna. Odłożyłam broń do skrytki i wzięłam zapasową. Podeszłam do wyznaczonego stanowiska ustawiłam się i zaczęłam strzelać. Raz za razem słyszałam huk wystrzału który przypominał mi o tym co zrobiłam. O tym ze zabiłam. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Spoglądając zobaczyłam jakiegoś chłopaka, który stroił różne dziwne miny.
- Część słonko - Mruknął 
- Zabierz rękę - Warknęłam - Jeśli nadal chcesz mieć swoi łeb na karku.
- Jaka ty groźna, lubię takie. - Poczułam jego dłoń na nodze, nie wytrzymałam i skierowałam broń w stronę jego głowy - Nie zrobisz tego 
Wycelowałam w ścianę za głową chłopaka i strzeliłam. Zobaczyłam ze twarz chłopaka zrobiła się biała.
- Ty suko! - Przez strzał wszystko mi się przypomniało cała krzywda jaką mi wyrządzono moja twarz przybrała chłodny wyraz ten sam co trzy lata temu. Tym razem skierowałam bron w stronę mężczyzny. 
- Proszę tylko nie suko
-  Przepraszam ale nie zabijaj mnie.
- Panno Yook! - Zobaczyłam recepcjonistkę, która mnie tu przyjmowała. - Co pani wyprawia 
- Obmacywał mnie
- Muszę zadzwonić do Jae - Wiedziałam że kobieta znała każdego z naszej paczki i wiedziałam że będę miała przerąbane. Po 30 minutach do pomieszczenia wszedł wściekły Jae. Spojrzał na mnie a potem na kobietę.
- Co się stało?
- Pani Soo groziła klientowi bronią 
- Nie groziła bym gdyby mnie nie obmacywał!
- Cii - Warknął chłopak - Proszę - Podał pieniądze kobiecie a potem złapał mnie za rękę biorąc moja torbę w drugą. Szliśmy w ciszy wiedziałam że był wściekły miał tak napięte mięśnie że widoczne były przez koszule. Wsiedliśmy do samochodu postanowiłam się nie odzywać by nie pogorszyć swojej sytuacji.
- Dlaczego wyszłaś z domu ? Dlaczego!
- Nie krzycz na mnie ! - Wrzasnęłam - Zatrzymaj się nie wracam do domu.
- Nie pieprz głupot - Mruknął, zdenerwowana otworzyłam drzwi od samochodu bezczelnie patrząc na reakcje Jae, który natychmiast zatrzymał auto.
- Co ty dzisiaj odpierdalasz Soo zachowujesz sie jak wariatka!
- Bo wszystko mi się przypomniało, o tym co mi robili ludzie, których zabiłam i.... - Wykrzyczałam przez łzy - wiem ze jeszcze ktoś z nich żyje ostatnia kula należy do niego! Ale wiesz co mnie boli najbardziej ! Że chłopak którego kocham mi nie wieży! Ten facet mnie dotykał, obmacywał! SungJae! - Chłopak patrzył na mnie zdziwiony, ponieważ rzadko można było zobaczyć u mnie łzy.
- Wrócę jutro chce to wszystko przemyśleć 
Jae odwrócił się i nic nie odpowiedział po prostu odjechał. Ja dotarłam do hotelu i zakwaterowałam się na jedną noc. Było około 22 kiedy mój telefon zaczął wibrować
- Halo?
- Soo gdzie jesteś ?
- Pokłóciłam się z Jae dzisiaj śpię w hotelu.
- Poczekaj zaraz mi powiesz co się stało będę za 15 min - Rozłączył się a  ja zdziwiona wpatrywałam się w telefon. Potem wzięłam butelkę alkoholu i zaczęłam ją powoli pić. 15 minut później do mojego pokoju wbiegł czerwono włosy chłopak.
- Przestań oddaj tą butelkę - Odparł i wyrwał mi mój alkohol z dłoni.
- Zostaw mnie i wracaj do swojej dziuni a mnie zostaw samą! Jak zawsze ! Morderca nie może być szczęśliwy. - Chłopak złapał mnie za twarz i skierował w swoja stronę.
- Nie jesteś sama. - Chłopak pocałował mnie - Ja jestem z toba i nie mam zamiaru zostawiać.
A teraz powiedz co się stało ?
- Poszłam na strzelnice, był tam facet który mnie obmacywał przypomniało mi się wszystko oraz to ze jedna osoba z nich nadal żyje. - Minhyuk dotknął mojego policzka a potem znów pocałował 
- Teraz zapomni o wszystkim...

                     ~~C.D.N~~

wtorek, 25 października 2016

Ghost

Wszystko zaczęło się gdy umarłam... Nie miałam bolesnej śmierci, byłam chora na białaczkę. Więc porównałam to do snu. Teraz wystarczy iść do sądu ostatecznego i już będę w niebie . Jednak kiedy doszłam do końca nikogo nie było.
-  Halo jest tu kto ? - Spytałam - Halo!
- Nie krzycz słyszę cię - Spojrzałam i zobaczyłam człowieka siedzącego na tronie, w białej szacie. - A więc nareszcie się spotykamy  JiNa umarłaś zdajesz sobie z tego sprawę
- Tak niestety.
- Przykro mi ale taka jest kolej rzeczy . 
- Rozumiem - Odparłam.
- A wie patrząc na twój życiorys miałaś trochę grzechów niektóre mniejsze inne większe. Musisz odpokutować w czyśćcu.
- A nie ma innego sposobu.
- Panie mogę coś zaproponować  ? - Znikąd pojawił się starszy człowiek.
- Słucham cię - Odparł bóg.
-  Niech przekona mojego wnuka do powrotu.
- Hmm nie wiem czy jej się to uda, wiesz ze jest uparty.
- Podejmę się tego - Odparłam i uśmiechnęłam się do Boga.
- Dobrze.
- Więc co mam zrobić.
- Musisz sprowadzić z Chin wnuka tego człowieka. Nazywa się Luhan i nawet po śmierci dziadka nie pojawił się w domu rodzinnym. Przekonać go do tego by zatęsknił.
Bóg dotknął mojej głowy i pokazał historię chłopaka. 
- Masz na to 29 dni - Odparł.
- Dużo czas dam rade spokojnie. Ale chwila gdzie ja go znajdę.
-  Teraz znajduje się w Chinach a dokładnie w Pekinie powodzenia a i jeszcze jedno przeniesiesz się tam jako duch i tylko on będzie cie widział.  
- Czyli będę duchem - Odparłam zawiedziona 
- Tak
- Oke więc zaczynamy.
- Zamknij oczy - Posłuchałam Boga, a już po chwili byłam w obcym miejscu, pośród ludzi którzy mnie nie widzieli. 
- No po prostu kurna świetnie - Burknęłam, jednak w głowie miałam obraz chłopaka więc zaczęłam go szukać. Pierwsza myśl to hotel. Tam za pewne zatrzymują się takie gwiazdy.
 W głowie zaświtała mi pewna myśl pstryknęłam palcami. Jednak nie przeniosła się w inne miejsce - Cholera w filmie to działało, no nic trzeba iść piechotą. 
Kręciłam się po mieście przez dobra godzinę aż trafiłam na dziewczynę która powiedziała 
"Luhan" podeszłam do niej i spojrzałam co trzyma w dłoni. Była to kwadratowa płytka a na niej chłopak z mojej głowy. 
- Znalazłam! Przepraszam gdzie mogę go znaleźć - Patrzyłam na dziewczynę ale nagle przypomniałam sobie że ona mnie nie widzi. Głęboko westchnęłam i weszłam do hotelu pod którym stały dziewczyny. Przechadzałam się po holu w poszukiwaniu chłopaka, podeszłam do recepcjonisty i spojrzałam w książkę adresową. I nagle zauważyłam.
"Pan Luhan pokój 213" 
- Ekstra dziękuje to idę - Odparłam i weszłam do windy. Stałam w samym końcu kwadratowego pudła. Dziwnie się czułam z tym że nikt mnie nie widzi. Wysiadłam z windy dokładnie na 32 piętrze. Zaczęłam się rozglądać i poszukiwać danego pokoju.
- 208,209,210,211,212 - Mruczałam pod nosem - 213 - Zobaczyłam dwóch rosłych mężczyzn ubranych w czarne garnitury - A wy mnie nie widzicie - Mruknęłam i zaśmiałam się pod nosem. Ruszyłam przed siebie i przeszłam przez zamknięte drzwi - Ale czad, podoba mi się bycie duchem.
- Co tu robisz ?! - Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka na oko 25 cm wyższego ode mnie. Miał blond włosy i ciemne tęczówki. - Ochrona ! - Do pokoju wbiegły małpiszony które stały przed drzwiami.
- Co się stało
- Zabierzcie tę dziewczynę jak mogliście ją tu wpuścić !
- Ale o czym pan mówi, przecież tam nikogo nie ma - Odparł jeden z nich
- Pewnie ćwiczy pan nową rolę nie przeszkadzamy - Odparł z uśmiechem drugi i obaj wyszli.
W pokoju nastała grobowa cisza, usiadłam na łóżku i patrzyłam na chłopaka.
- Kim ty do cholery jesteś?! Czym!
- Duchem - Odparłam uśmiechając się - Przysłał mnie tu Bóg trochę nagrzeszyłeś mam ci pomóc wrócić na dobrą drogę inaczej pójdziesz do piekła tak jak ja. - Chłopak złapał telefon i wybrał numer. Po chwili zaczął mówić
- Dzień dobry proszę umówić mnie na wizytę do doktor Kim tak tutaj Luhan. Dzisiaj na 16 ? Dobrze dziękuje. 
- Z kim rozmawiałeś ?
- Z moim lekarzem. Chwila! Ty nie istniejesz. -
Nagle chłopa klasnął w dłonie. - Już wieem  to jakieś Reality Show. Dobre, gratuluje - Chłopak podszedł i złapał mnie za rękę. Ja i on bardzo się zdziwiliśmy
- Ty możesz mnie dotknąć?!
- Tak co oznacza ze jesteś człowiekiem
- Jeśli jestem człowiekiem to skąd wiem ze teraz jeden z twoich goryli ogląda filmik porno 
Luhan podszedł do drzwi i zobaczył swojego goryla, kiedy znów wszedł do pokoju odparł
- Ty na prawdę jesteś duchem - Chłopak jako by trochę pobladł
- No przecież mowie - Warknęłam
- Cholera! - Chłopak opadł na fotel i schował twarz w dłoniach. - Ale nie będziesz mnie nawiedzać ? I czy tylko ja mogę cię dotykać?
- Zależy jak bardzo będziesz mnie denerwować i tak ty mnie możesz dotknąć. 
- Będę starał się jak najmniej - Odparł - Ale do psychologa i tak pójdę
- Tak z chęcią na to popatrzę - Odparłam. 
Kiedy Luhan kręcił się po domu ja siedziałam na łóżku i przyglądałam się chłopakowi.
- Nie patrz tak na mnie - Warknął
- To co mam robić ? - Spytałam
- Poczytaj książkę masz tam całą biblioteczkę
- Kiedy żyłam nie lubiłam czytać... Chyba
- Pamiętasz cokolwiek z twojego życia - pokręciłam głową.
- Ani ale przed przybyciem do ciebie poznałam twojego dziadka, zlecił mi zadanie związane z tobą - Odparłam i Spojrzałam na chłopaka który przeglądał papiery popijając kawę.
- Zapomnij nie pojadę do domu dziadka.
- Ale to dla niego ważne.
- Nie i przestań się wtrącać w moje życie.! Proszę - Wredny cham i prostak.
- Muszę jeśli nie będę się wtrącać ty skończysz w piekle a ja przez ciebie też. - Warknęłam.
- Co za dziewucha nie wyżyta - Chłopak spojrzał na zegarek i zabrał swoją kurtkę.
- Mogę jechać z tobą?
- Nie ty zostajesz
- Luhan tu jest cholernie nudno. - Odparłam 
- Nie zostań! - Warknął i zamknął drzwi. 
- Co za cham mówi do mnie jak do psa - Podeszłam do okna i zeskoczyłam lądując w czerwonym Ferrari Luhana. Kiedy on wsiadł i mnie zobaczył oparł głowę o kierownice 
- Musiałaś ?!
- Tak jedź już po się spóźnisz - Odparłam i uśmiechnęłam się do niego. Kiedy ruszyliśmy otworzyłam okno, jak na ducha czułam wiele wiatr we włosach, promienie słoneczne. 
- Co tak się cieszysz -  Spytał nagle chłopak
- To przyjemne uczucie 
- Nie zachwycają się tak - Chłopak przyśpieszył. Po chwili byliśmy u doktor Kim
Weszłam z Luhanem do gabinetu i usiadłam na parapecie, chłopak położył się na kozetce i co chwile spoglądał na mnie. 
- Pani Kim ostatnio mam zwidy widzę dziewczynę.
- Jak ona wygląda
- Aktualnie siedzi na parapecie. Ma krótkie poszarpane białe włosy szmaragdowe oczy, nie jest Azjatką, ma bardzo bladą twarz.
- Możesz przestać mnie opisywać tej kobiecie!
- Ubrana jest w czarne jeansy biała bokserkę i czerwono czarną koszulę w kratkę obwiązaną wokół pasa....
- Przestań - Nie chcący zwaliłam doniczkę z parapetu a kobieta odwróciła się ze strachem w oczach.- Przegiąłeś! - Krzyknęłam stojąc obok chłopaka. 
- Co denerwujesz się z tego powodu ?
- Tak! Zacząłeś nie z tym duchem co trzeba.
Postanowiłam wrócić do domu i tam narozrabiać. Poczułam się skrzywdzona tym że mówił komuś o mnie. Kiedy byłam już w hotelu usiadłam na łóżku i zaczęłam grzebać w jego rzeczach. Wiem że to nie grzcznie ale przegiął.
Kiedy już się uspokoiłam usiadłam na parapecie i patrzyłam w niebo. 
- Może byś mi pomógł.
- Przecież dziadek Luhana mówił ci że nie będzie łatwo. A ciebie zdenerwowało to że opisał cię psychiatrze.
- Tak, widzi mnie tylko on i...
- Zabolało cie to ?
- Tak - Mruknęłam
- Powiedz mu o tym i bierz się za misje. Zostało ci 28 dni - Potem bóg zniknął. A chwile potem w drzwiach pojawił się Luhan.
- Pannie obrażalskiej przeszło? - Spytał, postanowiłam się nie odzywać i nadal siedzieć  na parapecie. - Na prawdę jesteś zła ? 
Chłopak głęboko westchnął i podszedł do mnie. - Przepraszam, nie powinienem mówić komuś o tym że ty tu jesteś 
- Jedź do rodzinnego domu.
- Nie...
- Dlaczego? - Spytałam
- Nie chce wracać do przeszłości. - Odparł i odszedł
- Nie tylko ty. - Ale tego juz nie usłyszał, podszedł do lodówki i zaczął gotować 
- Jesteś głodna.
- Mówią na ciebie jelonek a przypominasz łosia duchy nie jedzą.
- A no tak - Odparł i wrócił do poprzedniej czynności. - A w ogóle jak masz na imię
- JiNa...Chyba - Mruknęłam
- Mhm więc JiNa jutro jadę na spotkanie z fanami więc nie będzie mnie cały dzień
- Czyli znów mi powiesz siat nie rusz nie dotykaj. - Odparłam siadając na blacie kuchennym. 
- Nie to nie tak - Mruknął nakładając sobie ciepłe jedzenie na talerz, nie wyglądało zbyt apetycznie. - Po prostu nie będę się mógł skupić.
- Będę siedzieć cichutko będę stała gdzieś za twoimi plecami.
- Zgoda ale nie będziesz nic do mnie mówiła
- Tak jest - Zasalutowałam a Luhan się uśmiechnął. - Idź lepiej spać, jutro musisz wcześnie wstać.
- Tak tylko pójdę wziąć prysznic. 
Kiedy chłopak poszedł do łazienki, ja poczułam ulgę kiedy chłopak porozmawiał ze mną jak z człowiekiem żyjącym. Usiadłam na fotelu i chyba zasnęłam. We śnie byłam obserwatorem jakiegoś wydarzenia widziałam mężczyznę i małego chłopca byli szczęśliwi. Nagle przeniosłam się do innego miejsca zobaczyłam ciemne pomieszczenie i dużo ludzi stali przy grobie kobiety, zobaczyłam tego samego chłopczyka co przedtem. 
- Co się stało? - Spytałam ale przypominało mi się ze jestem duchem. Zobaczyłam ze do smutnego chłopczyka podchodzi dziewczynka
- O cholera to ja - Zdziwiłam się - To ja a kim on jest - Spytałam.
- Ja nie wiem czy ty jesteś tak głupia - Spojrzałam w bok i zobaczyłam Boga.
- A co ty tu robisz ?!
- No muszę ci pomoc przecież ty nie idziesz naprzod. Masz racje to ty a to Luhan
- Luhan?
- Tak znaliście się. Tutaj zmarła jego matka jednak dowiedział się ze miała kochanka. Jego ojciec popełnił samobójstwo i został tylko z dziadkiem który oddał go jego ciotce na wychowanie. Przez niech Luhan tak nienawidzi swojej rodziny iż nie ma zamiaru nawet wracać do Korei.
- Straszne - Ale co ja tam robiłam
- Matka Luhana była przyjaciółką twoje matki.
Czułam smutek w sobie
- Dlaczego czuje smutek?
- Ponieważ tego samego dnia dowiedziałaś się że jesteś chora.
- Ah to pewnie dlatego - Mruknęłam
- Czas się budzić JiNa - Spojrzałam na boga i kiwnęłam głową. Obudziłam się. Nadal było ciemno, spojrzałam na łóżko i zobaczyłam Luhana. Podeszłam do niego i dotknęłam jego policzka, był taki ciepły.
- Przykro mi -Mruknęłam. Kiedy chłopak wstał śniadanie już było na stole. - Smacznego
- Zrobiłaś je dla mnie.
- Tak to cos w rodzaju obietnicy że nie będę psocić - Odparłam a ja uśmiechnęłam się. Kiedy chłopak zjadł śniadanie poszedł się ubierać. Nagle poczułam przeraźliwy ból w klatce piersiowej.
- JiNa wszystko dobrze - Zobaczyłam Luhana i postanowiłam się uśmiechnąć. Jednak powtarzało się to co raz częściej po 26 dniach bolało bez przerwy. A ja nie chciałam odejść chyba pokochałam Lucjana i za wszelką cenę chciałam zostać z Luhanem. Aktualnie grałam z Luhanem z 10 pytań. Byliśmy na 8.
- Jak zmarłaś?
- Byłam chora na białaczkę, jednak nie bolało moja kolej dlaczego nie chcesz wrócić do rodzinnego domu.
- Moja mama...
- Pytam się dlaczego nie chcesz wrócić 
- Nie chce żeby wspomnienia powróciły.- Nastała cisza między nami, nagle poczułam ból w klatce, jak by rozgrywało mi płuca.
- Luhan zostało mi mało czasu to boli co raz mocniej proszę jedzmy do twojego rodzinnego domu.
- Co ci jest ? 
- Czas mi się kończy, muszę się przyzwyczaić do tego spędzę resztę nędznego życia w piekle
- Co ?! Dlaczego ?
- Moją rolą było to byś pojechał do rodzinnego domu nie udało mi się więc muszę się z tym pogodzić.
- Poczekaj już jedziemy ? - Luhan zerwał się i złapał telefon słyszałam że zabukowało bilet zaczął się pakować, wrzucał do torby byle jakie rzeczy a potem podszedł do mnie. - Pojedziemy tam tylko żeby nic cię nie bolało dobra ?
- Nie zostańmy już nie zdążymy
- Damy radę - Dzięki pomocy Luhana szybko dotarliśmy do samolotu, tam zaczęliśmy rozmawiać.
- JiNa co się zmieniło że zaczęłaś się źle czuć ? -Spytał Luhan, widziałam w jego oczach że się martwi
- Pewnie za bardzo wczułam się w role ducha - Mruknęłam zmęczona
- To tak też można ? - Spytał zdziwiony chłopak, a ja tylko kiwnęłam głową - Prześpij się
Zamknęłam powoli  oczy i zasnęłam. Nie chciałam go zostawiać, poczułam coś do niego lub zazdrościłam że żyje. Jedno z dwóch na pewno. Nie wiem ile spałam ale usłyszałam słowa kierowane od Luhana żebym się obudziła otworzyła oczy. Posłuchałam ten ostatni raz wiedziałam że kiedy następnym razem je otworzę nie zobaczę już rozpromienionej twarzy chłopaka.
- Jesteśmy na miejscu - Wyjrzałam za okno i zobaczyłam pas startowy - Chodźmy już
Wyszliśmy  z samolotu i odjechaliśmy jego prywatnym samochodem. Do końca podróży zostało nam 15 minut. Luhan co chwile na mnie spoglądał.
- Patrz na jezdnie - Odparłam, kiedy Luhan się zatrzymał wiedziałam że byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam dobrze zadbany domek. Widziałam że Luhan patrzył na niego i nie mógł oderwać wzroku. Wspomnienia wracały.
- Wszystko ci się przypomina ? - Chłopak kiwnął głową - Wejdź do środka
- Choć ze mną - Wyciągnął do mnie rękę a ja złapałam ją swobodnie. Nie chciałam go zostawiać. Dlaczego musiałam umierać. Poczułam że po moim policzku spływa łza.
- Tęskniłeś za tym wszystkim ? - Spytałam
- Tak bardzo - W oczach chłopaka zobaczyłam łzy poszedł na tył domu, gdzie stał grób jego dziadka. Uklęknął i zaczął się modlić. I wtedy to nastąpiło, zaczęłam znikać. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Wiesz co pamiętam z mojego życia ? Że spotkałam tutaj chłopca który bardzo cierpiał po stracie mamy. To byłeś ty już wtedy się znaliśmy - Luhan spojrzał na mnie i pokręcił głową
- Nie możliwe - Odparł
- Dziękuje Lulu za to że byłeś. Że nie kazałeś mi odchodzić, że mogłam się w tobie zakochać i poznać cię takiego jaki jesteś - Odparłam i dotknęłam jego ramienia, wstał i przytulił mnie. Płakałam tak bardzo, już tęskniłam za nim mimo że jeszcze trzymałam go w ramionach.
- Nie możesz odejść. Nie teraz kiedy wiem że bez ciebie nie będzie to samo - Mruknął, stykając nasze czoła. - JiNa nie możesz mnie teraz zostawić rozumiesz.
- Przepraszam - Kiedy chłopak to usłyszał nachylił się i pocałował mnie, mimo że byłam duchem czułam jego usta na swoich, czułam jego emocje, i czułam to że mnie kocha. Nie wierzyłam że człowiek może zakochać się w duchu. Spojrzałam na swoją rękę, która już do połowy zniknęła.
- Dziękuję dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem. Kocham cię.
- Ja ciebie też - I wtedy wszystko się skończyło. Otwierając oczy po raz kolejny zobaczyłam Boga, który stał u przyglądał się mi uważnie.
- I jak to jest ? - Nic nie odpowiedziałam ponieważ jeszcze nie otrząsnęłam się z tego że straciłam kogoś ważnego. - JiNa, taka jest kolej rzeczy.
- Wiem- Mruknęłam - Ale dlaczego tak to strasznie boli ?
- Bo tak wygląda miłość. Chodźmy już. Wykupiłaś swoją duszę od złego. - Wiedziałam że nie ma już odwrotu dlatego poszłam za Bogiem z nadzieją że jeszcze się spotkamy.


PERSPEKTYWA LUHANA (chwilowa )
- Już jej nie ma - Poczułem jak JiNa odchodzi, jak ciężar z moich ust znika. Bałem się otworzyć oczu, bo wiedziałem że już jej nie zobaczę. Jednak kiedy już to zrobiłem zacząłem płakać. Właśnie straciłem coś co znaczyło dla mnie wszystko. Jednak miałem nadzieje że jeszcze kiedyś się spotkamy jeśli nie tu na ziemi to tam w górze. Odchodząc zobaczyłem leżącą na ziemi czerwoną bransoletkę z zielonym kamieniem po środku, Na którym widniał grawer "JiNa". Założyłem ja na nadgarstek i powiedziałem - Kocham cię - Wiedziałem że usłyszy, potem wróciłem do domu. Jednak brakowało mi jej już na zawsze.

środa, 12 października 2016

Do You Love My? Say I Love You Part 4

Przez dłuższą chwilę staliśmy bez ruchu, dopiero po chwili otrzeźwiałam i odepchnęłam chłopaka
- Mamo ! Tato co tu robicie ?
- Mieliśmy cię odwiedzić ale widzę że ty zamiast się uczyć mizdrzysz się z jakimś chłopakiem pod domem.
- Ah proszę państwa to nie tak...
- A jak chłopcze inaczej to nie wygląda
- Mamo tato to jest Jiwon moj kolega z klasy
Spojrzałam na chłopaka, który rozglądał się dookoła próbując nie zwracać na siebie uwagi. Kiedy dźgnęłam do w żebra ponownie spojrzał na moich rodziców i kiwnął głową głupkowato się uśmiechając.
- No powiedz coś! - Krzyknął mój ojciec
Bobby stanął na baczność i zasalutował 
- Nazywam się Kim Jiwon chodzę do liceum medycznego za 2 lata startuje na uczelnie w Seul.
- Lekarz co ? Dobrze może wejdziemy do środka - Spytał ojciec.
- Tak już idę- Podbiegłam do domu otwierając drzwi.
- Jiwon wejdziesz - Spytała moja mama. Błagałam w duchu żeby się nie zgodził, a ten jak na złość kiwnął głową i podszedł do drzwi wchodząc za moimi rodzicami.
- Co ty odwalasz?! - Krzyknęłam szeptem.
- Pomagam...- Odparł i poszedł. Kiedy siedzieliśmy w domu nastała cisza, którą przerwała mama.
- Więc Jiwon chcesz być lekarzem
- Tak proszę pani - Mruknął, po jego minie było widać że w duchu śmieje się wniebogłosy
- Czy ty i MinHee jesteście blisko - Spytał nagle ojciec. Bobby który akurat pił wodę zaczął głośno kaszleć. 
- Nie...Jesteśmy tylko znajomymi nic więcej nie musicie się państwo martwić.
-  Mieć w rodzinie lekarza to żaden wstyd. - Ta rozmowa szła w złym kierunku - Nie to co Mino
- Tato?! 
- Proszę pana proszę nie krytykować mojego przyjaciela w mojej obecności.
- Jak to przy.... Hee czy ty umawiasz się z człowiekiem gangu! Jak możesz mówiłem ci że ludzie ich pokroju...
- Ludzie naszego pokroju nie biją członków swojej rodziny.
- Jiwon proszę przestań 
- Nie Hee dlaczego masz płaszczyć się przed swoim ojcem. Nie pozwolę na to. Proszę opuścić to mieszkanie natychmiast.
- Nie!! Jiwon ty stąd wyjdź!! Wystarczająco pomogłeś - Zmierzyłam chłopaka wzrokiem. Zrozumiał że za dużo powiedział. Zabrał kurtkę i wyszedł trzaskając drzwiami. 
- Tato przepraszam - Spojrzałam na niego ale widziałam że już podnosi rękę. Po chwili poczułam piekący policzek. 
- Masz czas do końca tygodnia na spakowanie i wracasz do domu - Wrzasnął i razem z matką wyszli. Usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do Guna.
- Halo? - Usłyszałam jego niski zachrypnięty głos. - MinHee?
- Tak. Gun możemy się spotkać?
- Tak pewnie za 10 minut pod twoim blokiem.
Gun wiedział że ojciec mnie bije nie miałam się komu wygadać i tak jakoś padło na niego. Jednak nadal nie wiedział prawdy o swojej siostrze. Zabrałam kurtę i wyszłam na dwór.
Stałam pod drzwiami i tak jak obiecał, chłopak pojawił się po 10 minutach.
-  Co się stało?! - Spojrzał i złapał mnie za policzek - No mów
- Ojciec...Bobby wpieprzył się i wszystko pogorszył.
- Zabije kiedyś śmiecia... Hee chciałem cię przeprosić za co mówiłem dzisiaj rano, poniosło mnie.
- Rozumiem wybaczam - Odparłam 
- Może jedziemy gdzieś spędzić razem czas ? - Spojrzałam na chłopaka i kiwnęłam głową. Podeszliśmy do czerwonego ścigacza, wsiadłam na niego a zaraz potem Gun, od ruchowo złapałam go za kurtkę. Jednak przypomniał mi się wtedy Bobby, wtedy byłam z nim.
- Coś się stało
- Nie nic jedźmy już - Jadąc tą cudną maszyną czułam się wolna bez zbędnej ingerencji rodziców. Jedna rzecz była dla mnie nieswoja że jestem tu z GunHee a nie z Jiwonem. Przez cały dzień kręciliśmy się tu i tam. Przez całe życie nie naśmiałam się tyle co z GunHee. 
Około godziny 17 siedzieliśmy w pięknym parku, oddalonego od Seul jakieś 2 godzinie. Jednak chciałam pogodzić się Bobbym i chciałam wrócić do domu.
- Gun możemy wrócić do domu.
- Ani! Aish właściwie chciałem z tobą porozmawiać - Spojrzałam na chłopaka i nie wiedziałam jak zareagować.
- O czym?
- Chodzi o to że zauważyłem jak się czuje gdy z tobą jestem i widzę że ty też się dobrze z tym czujesz. 
- Gun... Przepraszam ale traktuje się cię jak przyjaciela, któremu mogę się wygadać. Źle mnie zrozumiałeś - Chłopak wstał i zaczął nerwowo chodzić w jedną i drugą. - Minahe.
- Jiwon? Prawda? - Kiwnęłam głową - Chcesz skończyć jak SooYoun.
- To ze twoja siostra zginęła. To był wypadek.!
- Skąd wiesz a może...
- Myślisz że Bobby zrobił by to specjalnie...Za takiego potwora go masz ! Jak możesz!
- W takim razie zrobię to co on mojej siostrze
Gun podszedł do motoru i wsiadł na niego.
- Przestań! Co ty sobie myślisz !
- Robię to co do mnie należy - Odjechał zostawiając mnie samą. Pobiegłam na pierwszy lepszy przystanek autobusowy i poczekałam na kurs do Seul. Wybrałam numer do Mino.
- Halooo - Usłyszałam zachrypnięty głos brata.Prawdopodobnie dopiero mi wstał.
- Gdzie jest Jiwon!?
- Nie wieeem a co?
- Jedź go szukaj ! Gun powiedział że zemści się za śmierć siostry. Jeśli coś mu się stanie ty będziesz za to odpowiedzialny! Bo to on krył twoją dupę!
-  A ty gdzie jesteś? - Spytał. 
- Ja... W okolicy Pusan
- Gdzie ?! - Spytał zdziwiony - Mniejsza czekaj tam ktoś pod ciebie podjedzie. 
-  A ty szukaj Bobbyego.
- Co ty tak...
- Mino proszę - Mruknęłam, zbierało mi się na płacz - Powstrzymaj Guna.
- Dobrze ale już nie płacz 
- Dobrze przepraszam - Wytarłam oczy i usiadł na przystanku i zaczęłam czekać. Z minuty na minutę czas ciągnął się co raz dłużej. W końcu po godzinie czekania pod przystanek podjechał chłopak widziałam go już z Mino więc podeszłam i wsiadłam na motor.
- Szukają ich ?
- Tak spokojnie Hee jedźmy już - Odpowiedział 
I ruszył, bałam się że Gun zrobi coś Jiwonowi w zemście za siostrę. Po godzinie byliśmy pod moim domem.
- Idź do domu
- Co ?! Nie, ja pomogę szukać
- Idź do domu MinHee kiedy ich znajdziemy przyjedziemy do ciebie.
- Nie ! Nie rozumiesz ja muszę go znaleźć!
Nagle w mojej kieszeni poczułam wibracje wyciągnęłam telefon i zobaczyłam "Mino"
- Mino - Nacisnęłam zieloną słuchawkę - Halo!
- Hee czy Thomas jest jeszcze z tobą?
- Tak.
- Niech przywiezie cię do szpitala...
- Jiwon?!
- Razem z GunHee ścigali się Gun zajechał mu drogę ten zaczął kozłować i teraz trwa operacja. 
- Zara tam będę - Czułam że płacze.
- Hee nie płacz 
- Przecież nie płaczę 
- Wszystko z nim będzie dobrze - Kiwnęłam głową. Kiedy się rozłączyłam ukucnęłam i zaczęłam płakać. Potem pojechaliśmy do szpitala. Wpadłam do szpitala szukając sali operacyjnej. Kiedy stanęłam zobaczyłam cały gang. 
- Gdzie on jest?! Chce się z nim zobaczyć - Odparłam
- Nadal go operują - Podeszłam do Mino i przytuliłam go. - Mówiłem nie płacz. I uspokój się.
- Jak mam nie płakać skoro facet którego kocham leży teraz na sali operacyjnej!!!. I jeszcze nie wiem co z nim jest!!
- Kochasz go
- Tak! Kocham tego wrednego chuja! - Krzyknęłam i wtuliłam się w brata.
Przez kilka godzin siedziałam pod salą operacyjną, reszta próbowała mnie zabrać do domu na wszelkie sposoby jednak nie chciałam i nadal siedziałam wyczekując końca. Kiedy lampka nad salą zasnęła moje myśli przybrały czarne barwy. Doktor, który przeprowadzał operacje wyszedł i spojrzał na mnie.
-  Pani jest spokrewniona z pacjentem?
- Tak - Odparłam zmęczona, wstałam i podeszłam do lekarza 
- Co z nim ?
-  Jest dobrze, oczywiście stan krytyczny nie zginie z dnia na dzień. Ale ważne że żyje.
- Mogę się z nim zobaczyć
- Dobrze ale tylko chwilę - Odparł lekarz. Ubrałam specjalny fartuch i weszłam na OIOM i zobaczyłam Jiwona podpiętego pod aparaturę. Usiadłam na krześle przy jego łóżku. Nie wiem czemu ale złapałam jego zimną rękę. Siedziałam tam prze godzinę potem zostałam wyproszona. Przez tydzień przychodziłam do Jiwona i czekałam aż się wybudzi ze śpiączki. Dnia siódmego w niedzielę poszłam do niego ale miejsce gdzie leżał było puste.
- Przepraszam czy Kim Jiwon został przewieziony na inną salę?
- Tak zaraz panią zaprowadzę - Po długim czekaniu miła pielęgniarka zaprowadziła mnie na trzecie piętro powiedziała że mam szukać pokoju 13. Idą po kolei patrząc na drzwi w końcu trafiłam na dany pokój. Stałam jak idiotka i nie wiedziałam czy wejść czy lepiej poczekać na Mino. Kiedy chciałam odejść drzwi się otworzyły a przede mną stanął przyjaciel z gangu chłopaków.
- O MinHee - Wskazałam mu żeby był cicho
- Wiedziałem że przyjdziesz!! - Usłyszałam krzyk z sali, zaglądając zobaczyłam przytomnego i całego zabandażowanego chłopaka. Weszłam do sali i usiadłam przy chłopaku, łapiąc go od ruchowo za rękę.
- Przyszłam bo...
- Się martwiłaś, tak wiem. Mino był u mnie i mi powiedział że płakałaś. -  Jiwon dotknął mojej twarzy - Nie chce żebyś płakała przez takiego gnoja jak ja.
- Przestań nie mów tak...
- Przepraszam za to że wkurzyłem twojego ojca prze zemnie oberwałaś. Przepraszam że pozwoliłem by Gun był w pobliżu ciebie. Przepraszam że... Kocham Cię.
Zbliżyłam się do chłopaka i pocałowałam go. Na reszcie doczekałam się. Kochałam go i nie chciałam żeby mnie zostawiał.
- A więc ? - Spytał 
- Co ? - Chłopak dotknął mojego policzka. Patrzył mi w  oczy uśmiechając się promiennie.
- Kochasz mnie czy jestem ci obojętny. 
- Tak tak, może kiedyś. A ty jak się czujesz. ?
- Kiedy przyszłaś jest już o wiele lepiej.  Chłopak nachylił się i pocałował mnie Poznałam go, na początku nie na widziałam go ale kiedy poznałam go bliżej. Zakochałam się.

czwartek, 6 października 2016

Do You Love Me? Say I Love You Part 3


- Bobby krył mnie i SooYoun. To ja byłem wtedy z nią, nie Jiwon. To ja spowodowałem jej śmierć
Nie wierzyłam w to co on do mnie mówił, nie chciałam w to wierzyć.
- I dlatego odszedłeś ?
- Ojciec powiedział że pomoże mi ale mam się do ciebie nie zbliżać. Tak uniknąłem więzienia.- Mino była załamany nie wiedziałam co mam zrobić jednak siostrzany instynkt po prostu kazał mi go przytulić i tak też zrobiłam. - Przepraszam MinHee nie chciałem cię zostawić, gdybym wiedział że dzieje ci się krzywda był bym przy tobie. Nawet gdybym miał trafić do więzienia.
- Dziękuję - Mruknęła. Kiedy razem wyszliśmy z sali każdy poszedł w swoją stronę. Po tym wszystkim wiem że Gun nie może dowiedzieć się prawdy. Jakieś trzy godziny później wyszłam ze szkoły i podbiegła do mnie Sonia
- Hee chodźmy na imprezę - Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. - No chodź to będzie takie tylko spotkanie. Zero alkoholu zero narkotyków co ty na to proszę zgódź się...
- No dobra mogę iść - Odparłam
- To chodźmy- Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i po chwili siedziałam w samochodzie Soni. Przez całą drogę dziewczynie nie zamykała się buzia, nagle zauważyłam że równo z naszym samochodem jedzie czarny ścigacz od razu rozpoznałam Jiwona
- Cholera ! Sonia błagam zatrzymaj się - Krzyknęłam - Albo nie jedź za nim - Wskazałam na czarny ścigacz.
- Ale po co - Spytała oszołomiona dziewczyna
- To Bobby - Odparłam - Jedzie na główne ulice Seul.
- No to co. Dziewczyno ja rozumiem że on ci się podoba ale nie wolno przesadzać Jedziemy na imprezę.
- No ale Sonia
- Bo okrzykną cię mianem prześladowcy - dziewczyna skręciła autem przeciwną stronę Gdzie jechał Bobby. Po godzinie Byliśmy już na miejscu gdzie miała odbyć się impreza. Weszłam do obcego mi domu wystraszona rozglądałam się na wszystkie strony w poszukiwaniu Soni jednak dziewczyna zniknęła. Nagle poczułam stuknięcie w ramię odwracając się zobaczyłam młodego przystojnego chłopaka był ubrany elegancko co świadczyło o jego wysokiej pozycji.
- Hej znamy się?
- Nie przyszłam tu z koleżanką ale zniknęła.
- Jak koleżanka ma na imię? 
- Sonia... - Odparłam a chłopak uśmiechnął się co świadczyło o tym że zna dziewczynę.
- Spokojnie ma tu kolegę. Jestem Nikodem
- Nie jesteś Koreańczykiem
- Nie przyjechałem z Włoch 
- Ah Włochy piękny kraj - Odparłam 
- Może kiedyś cię tam zabiorę - W głowie zapaliła mi się czerwona lampka 
- Nie dziękuję tu jest mi dobrze. - Odparłam 
Ale mimo to obecność chłopaka robiła się natrętna. Po godzinie znalazła się Sonia, siedzieliśmy przy basenie i rozmawialiśmy. 
-  O widzę że już się znacie.
- Tak polubiłem twoją koleżankę - Nikodem objął mnie w pasie ale ja podskoczyłem jak poparzona mówiąc że idę po wodę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam sms-a do Soni " Możemy już iść" poczułam wibracje " Nikodem cię lubi zostańmy jeszcze chwilę" 
- Cholera -  Byłam zła że nie mogłam teraz być z Mino żeby jakoś temu zapobiec. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, wszyscy ucichli 
Usłyszałam krzyk i głośne otworzenie drzwi zobaczyłam Mino i Bobbyego wszyscy byli uśmiechnięci mam nadzieje że z Gunem wszystko dobrze.
- Czy tu jest dziewczyna o imieniu MinHee!! Hee chodz do braciszka!
- MinHee - Zobaczyłam Bobbyego który wskazuje na mnie palcem. Przepchnął się przez tłum i stanął przy mnie. - Widziałem jak na mnie patrzysz kiedy jechałem motorem. Bałaś się? Zależy ci? 
- Zostaw mnie dupku - Warknęłam i wyszłam do Soni stanęłam przy basenie. Bobby podszedł tak blisko. Chciałam się cofnąć i wtedy chlup! Wpadłam do basenu a chłopak zaraz za mną. Poczułam jego dłonie pod moją koszulką. Był taki delikatny jak by dotykał szlachetnego kamienia. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiech chłopaka. Chciałam wypłynąć na powierzchnie ale on mnie trzymał zaraz miało braknąć mi powietrza. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował oddając mi trochę swojego tlenu. Kiedy mnie puścił wypłynęłam i wyszłam z basenu. Zaraz za mną Bobby
- Chcieliście pobić rekord Guinessa - Rozglądając się zobaczyłam chyba cały gang MOBB. 
- Co do cholery ?! -Krzyknęłam - Więcej was matka nie miała ! - Wstałam i podeszłam do Soni.- Możesz mnie odwieść do domu. - Dziewczyna okryła mnie kurtką i wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Zdenerwowana, morka i zmęczona wracałam do domu krzycząc najróżniejsze słowa i przekleństwa.
- Co się stało tam pod wodą?
- On...mnie...pocałował! - Krzyknęłam i ukryłam twarz w dłoniach.
- No dobraaa jesteśmy krok do przodu - Odparłam Sonia i skupiła uwagę na drodze, nagle zobaczyłam jak kilkanaście dwukołowców jedzie po obu stronach samochodu. - Dziewczyno ty na prawdę sprawiasz problemy.
- Moja wina ? To ten nadęty dupek - Odparłam kiedy wszystkie ścigacze nas minęły obie odetchnęliśmy z ulgą. Kiedy podjechaliśmy pod blok podziękowałam dziewczynie i weszłam do mojego mieszkania. Poszłam pod prysznic i starałam się uspokoić, jednak czułam się dziwnie nadal pamiętam akcje z Bobbym. Czyżby...się...zakochała ?
- Nie to jest nie możliwe i zabronione muszę skupić się na szkole - Kiedy już trochę ochłonęłam usiadłam przy stole i zaczęłam pic kawę do późna uczyłam się spać położyłam się o drugiej w nocy.
Ze snu wyrwał mnie budzik okazało się że zasnęłam przy stole, szybko spakowałam książki i wyszłam z domu. Chowając klucze do domu poczułam czyjąś obecność. Odwracając się zobaczyłam GunHee
- Hej gdzie wczoraj byłaś - Spytał uśmiechając się promiennie- Na imprezie z koleżanką - Odparłam
- Proszę niby taka grzeczna a jednak imprezy w głowie. - Spojrzałam na chłopaka.
- Nie prawda a... właściwie co tu robiłeś pod moim domem ? - Spytałam
- Może czekałem na ciebie - Chłopak podszedł bliżej - Chciałem cię zabrać do knajpy ale widocznie miałaś lepsze zajęcie.
- Hee?! - Odwracając się zobaczyłam Bobbyego -  Długo czekasz ? - Podszedł i stanął między mną a Gunem.
- Widzę że Jiwon dba o twoje bezpieczeństwo . Ciekawe dlaczego nie dbał tak o SooYoun
- Nie wspominaj tego co było. Mówiłem ci SooYoun umarła ponieważ facet wyjechał mi pod koła. Nie mogłem zapanować nad pojazdem i stało się. Teraz i tak nic nie przywróci jej życia.
- A co jeśli zabiorę ci MinHee jak wtedy będziesz się czół co Jiwon...
- Nie oddam jej - Warknął chłopak co bardzo mnie zdziwiło.
- A co jeśli zabiorę ją tak ja ty SooYoun nie zapominaj o tym dobrze ? - Nie poznawałam Guna stał się inny może dlatego że siostra była dla niego ważna. Ale Bobby...jego wyraz twarzy jego napięte mięśnie wszystko mówiło mi że był wściekły. Kiedy Gun odszedł bałam się zareagować.
- Jiwon...hej wszystko dobrze - Chłopak przycisnął mnie do ściany i mruknął
- Proszę trzymaj się od niego z daleka - Odparł
- MinHee co ty wyprawiasz ?! - Odwróciłam się i zobaczyłam rodziców.