sobota, 21 lipca 2018

Story of My Life - BTS - Awake




Po powrocie z wyspy chłopcy wzięli się ostro do roboty. To przed nadchodzącym koncertem, który miał się odbyć na największej scenie w Japonii, jeszcze przed naszym wyjazdem ogłoszono koncert, bilety wyprzedały się w ciągu kilku sekund. Chłopcy ciężko pracowali, postanowiłam zrobić coś dla nich i sprowadzić ich rodziców na kilka dni do ich dormu. Jednak największy problem okazał się z Hoseokiem, który jak sam powiedział został porzucony przez matkę. Nie chciałam go wypytywać o tak bolesne wspomnienia, dlatego postanowiłam poszukać jakiś śladów na własna rękę. Z akt wyczytałam gdzie mieszka ojciec Jhopa, była to zwykła dzielnica jak każda inna jednak miałam delikatny stres przed rozmową z nim. Zapukałam kilku krotnie, za drzwiami usłyszałam ciche "Już idę". Kiedy drzwi się otworzyły zobaczyłam wysokiego mężczyznę, była to starsza wersja Hoseoka.
- Witam w czym mogę pomóc ?
- Dzień dobry jestem Sasza przyjaciółka pańskiego syna Hoseoka. Czy możemy chwilę porozmawiać bardzo by mi na tym zależało - Odparłam delikatnie się uśmiechając
- Oczywiście proszę wejść - Mężczyzna odwzajemnił uśmiech, po wejściu do rodzinnego domu mojego przyjaciela zobaczyłam wiele rodzinnych fotografii w tym z mamą. Hoseok miał wtedy może pięć lat. - To moje ulubione zdjęcie, było zrobione kilka dni po tym jak porzuciła nas.
- Wie pan gdzie teraz jest pańska żona ? - Spytałam
- Niestety nie, chciałbym ale o tamtej pory nie kontaktowała się z nami. Hoseok bardzo cierpiał.
- Wiem czym jest cierpienie - Spojrzałam na mężczyznę i delikatnie się uśmiechnęłam - Też straciłam ukochane osoby mojego brata i matkę.
- Wiem jak si e czułaś - Odparł - Cierpiałaś.
- Bardzo mój brat popełnił samobójstwo nikt nie dowiedział się dlaczego. Moja mama kilka lat po jego śmierci wylądowała w szpitalu psychiatrycznym.
- Współczuje ci dziecko - Mężczyzna podszedł do mnie i przytulił.
- Ale kiedy poznałam Hoseoka i resztę chłopców znalazłam drugi dom. Dlatego proszę pana mam ogromną prośbę czy przyjedzie pan do nas na święta ? Pański syn na pewno był by szczęśliwy.
- Oczywiście moja droga - Odparł i pogłaskał mnie po głowie - To dla mnie ogromna przyjemność
- W takim razie ja już muszę uciekać muszę odwiedzić resztę rodzin - Ukłoniłam się i opuściłam mieszkanie mężczyzny. Jednak nadal martwiła mnie sytuacja jego matki. Postanowiłam popytać kilka osób w okolicy, sąsiadki i w najbliższych sklepach. W końcu trafiłam na jedną kobietę, która udzieliła mi informacji. Mama Hoseoka była chora. Kobieta, która zdradziła mi ową informacje podała mi adres ponieważ tylko ona miała z nią jakikolwiek kontakt. Patrząc na nawigacje stwierdziłam, że pojadę do niej kiedy zatrzymam się u rodziców Jina. Nagle telefon zawibrował, odbierając go usłyszałam krzyki chłopaków.
- Sasza gdzie jesteś mamy nagły wypadek ! - Krzyknął Jimin
- Co się stało ?! - Krzyknęłam wystraszona
- Jesteśmy głodni!! - Wrzasnął V do słuchawki.
- Poprosiłam menadżera, żeby zajął się wami. Ja mam dzisiaj wolne, musze pozałatwiać kilka spraw zobaczymy się jutro - Rozłączyłam się i ruszyła w dalsza podróż, następni byli rodzice Sugi. Kiedy podjechałam pod ogromną rezydencje zorientowałam się, że Yoongi powinien być nazywany Hrabią albo Szlachcicem.
- Witam kim pani jest i jaki jest cel panienki wizyty ? - Spytał lokaj stojący przed drzwiami.
- Muszę porozmawiać z rodzicami Min Yoongiego - Odparłam pewnie - To bardzo ważne
- Rozumiem proszę za mną - Ruszyłam za mężczyzną, który przeprowadził mnie przez ogromny salon i zaprowadził do ogrodu.
- Panie Song co to za dziewczyna ? - Spytał wysoki mężczyzna
- To panienka Sasza mówiła, że musi porozmawiać o pańskim synu Yoongim
- Nie chcę go tu widzieć! Sprowadził na swojego młodszego brata śmierć !
- I czuje się winny - Odparłam - MinYoongi on czuje się winy!
- Jak śmiesz mówić do mnie tym tonem dziewucho ! - Krzyknął mężczyzna - Precz z mojego domu !
- Co tu się do cholery dzieje ! - Odwróciłam się i zobaczyłam kobietę, chyba była to matka Sugi - Dlaczego krzyczysz na tę dziewczynę, przyszła tu w sprawie naszego syna jedynego przypominam ci! Może napijesz się herbaty złotko ? - Zwróciła się do mnie z uśmiechem. Wykapany charakter Sugi.Kiedy usiedliśmy w salonie matka Yoongiego zaczęła temat. - Więc w jakiej sprawie do nas przychodzisz ?
- Już nie długo święta, chciała bym prosić państwa o pojawienie się w dormie chłopaków. Na pewno Yoongi był by szczęśliwy.
- Kochanie to bardzo miłe z twojej strony, że tak o nich dbasz...
- Ale nie zmienia to faktu, że ten bękart przyczynił się do śmierci swojego brata...- Odparł jego ojciec i spojrzał na mnie gniewnie.
- Zdaję sobie z tego spraw panie Min poznałam historię waszego młodszego syna. Yoongi chciał go uratować jednak to była wina porywacza, że wjechał w witrynę sklepu - Odparłam patrząc na ojca mojego przyjaciela - Nawet nie wie pan jak on się czuje przez te lata obwiniał się o jego śmierć. Wszystko było by dobrze gdyby jako ojciec wspierał go. Wiedział pan, że Yoongi próbował popełnić samobójstwo ?
- Nie obchodzi mnie co on robi i jak skończy ze swoim nędznym życiem - Burknął
- Yoongi jest moim przyjacielem,traktuje go jak członka rodziny, której widocznie nie miał... Rodzina jest po to by wspierać się. Ja zapomniałam czym jest ciepły dom, śmiech i radość oraz uczucie, że ktoś cię potrzebuje. Jednak od chwili gdy zaczęłam z nim pracować i wspólnie spędzać z nim i reszta zespołu poczułam się jak w domu to miłe uczucie. Jeśli pan tego nie umie okazać widocznie śmierć pana młodszego syna nie poruszyła pana.
- Jak...
- Mówię to co widzę. Kiedy zmarł mój brat a mama wylądowała w szpitalu dla obłąkanych mój ojciec sam nie dawał rady jednak nigdy nie pozwolił mi odczuć, że to moja wina. Bo mnie kochał. Jeśli pan nie zna tego uczucia proszę nie pokazywać się w święta. - Spojrzałam na kobietę, która patrzyła na mnie ze zdziwieniem i oczami pełnymi łez - Jest pani wspaniałą kobietą, serdecznie zapraszam na święta razem z zespołem i ich rodzinami będzie nam bardzo miło panią gościć. -  Podniosłam się i ruszyłam w stronę wyjścia - Dziękuje za gościnę Panie Min - Mężczyzna spojrzał a mnie i odwrócił głowę. Kiedy wsiadłam do samochodu moje nerwy puściły i zaczęłam płakać, jak można być tak nieczułym to jego syn a on traktuje go jak mordercę. Kiedy już trochę się opanowałam pojechałam do rodziców RapMona, Jimina i JungKook'a byli bardzo mili i serdeczni od razu potwierdzili swoją obecność na święta. Kiedy dojechałam do rodziców Jina była już 20 byłam zmęczona jednak cały dzień za kółkiem to drobna przesada. Jednak jego rodzice kiedy dowiedzieli się o mojej niespodziance zaproponowali nocleg, żebym nie musiała włóczyć się po nocach. Następnego dnia obudził mnie dzwonek telefonu, po omacku znalazłam go i odebrałam.
- Halo?
- Sasza gdzie jesteś strasznie nam się nudzi... - Odparł Kook - Chłopaki siedzą bezczynnie i nic nie robią.
- Mam nadzieję, że wszystko z wami w porządku ?
- Suga mówi, że już nas zostawiłaś. To prawda ? -  Poczułam łzę spływającą po moim policzku.
- Oczywiście, że nie nie długo wrócę. Musiałam jechać na badania do kliniki trochę wszystko się przeciągło ale na święta zdążę - Odparłam wycierając łzy, które leciały jedna za drugą. - Powiedz chłopakom, że kiedy przyjadę w domu ma być błysk nie będę sprzątała na święta sama!
- Tak jest! Trzymaj się Sasza...
- Kookie mam prośbę pilnuj chłopaków, żeby nie robili głupot.
- Dobrze słońce nic się nie martw - Kiedy rozłączyłam się wstałam zjadłam wyśmienite śniadanie matki Jina i ruszyłam w dalszą podróż. Teraz musiałam znaleźć matkę Hoseoka. Pojechałam pod wskazany adres przez kobietę. Zapukałam kilka razy, drzwi otworzyła mi kobieta.
- W czym mogę pomóc ? - Spytała spokojnym głosem
- Jestem Szasza szukam matki mojego przyjaciela Jung'a Hoseoka dostałam namiary od jej dawnej sąsiadki.
- Czy coś się stało mojemu synkowi ?! - Zaprzeczyłam natychmiast głową.
- Już nie długo święta. Chcę zorganizować dla nich niespodziankę, tak dawno nie widzieli się ze swoimi rodzicami. Pomyślałam, że poszukam - Odparłam delikatnie się uśmiechając.
- Wejdź moja droga - Zaprosiła mnie gestem ręki, przekraczając próg domu zobaczyłam na półce jedyne zdjęcie na którym był mały Jhope. Prócz tego wszędzie leżały wycinki z gazet o rozwijającej się karierze BTS.
- Czyli to jednak pani ? - Spytałam, kobieta kiwnęła delikatnie głową. W jej oczach nagromadziło się tyle łez aż zaczęły spływać po jej policzku, podeszłam do niej i mocno przytuliłam. Kiedy kobieta się uspokoiła usiedliśmy na kanapie. - Mam do pani wielką prośbę czy pojawiła by się pani na świętach Hoseok byłby szczęśliwy.
- Raczej wątpię jest ze mnie straszna matka. Zostawiłam go
- Rozmawiałam z nim. Powiedział, że chciałby cię zobaczyć. - Spojrzałam na kobietę, która była zdziwiona - On nadal ma nadzieję, że cię zobaczy. Na każdym koncercie szuka cię wśród tłumu. On obwinia się, że coś zrobił nie tak kiedy z nimi byłam dwa razy próbował popełnić samobójstwo nie rań go bardziej i przyjedź na święta bardzo panią proszę - Odparłam i podsunęłam jej kartkę - To adres dormu chłopaków serdecznie zapraszamy. - Wstałam i wyszłam zostawiając kobietę samą. Ostatnia była rodzina V nie miał wesołego dzieciństwa samo morderstwo ojca wywołało nie tylko na nim ale i na reszcie rodziny duże wrażenia. Kiedy zapukałam do ostatniego domu otworzyła mi mała dziewczynka.
- Dzień dobry kochanie jest twoja mama? - Pokiwała małą główką - Możesz ją zawołać ?
- Mamusiu ! Jakaś pani przyszła - Czekając jeszcze chwilę zauwarzyłam, że wnętrze mieszkania nie wygląda jak melina wręcz przeciwnie wszystko było zadbane i pięknie urządzone. Nagle przede mną pojawiła się kobieta z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Witam w czym mogę pomóc?
- Pani jest siostrą Kim Taehyuna prawda?
- Tak zna pani mojego brata? - Spytała
- Tak chciała bym zaprosić panią i resztę na święta do BTS. Wiem ze to kawał drogi ale chciałam zrobić dla nich niespodziankę  moze pani prezes przenocować u mnie w mieszkaniu to nie  będzie problem
- Oczywiście z wielką przyjemnością.
- Chciała bym również by udzieliła mi pani informacj na temat gdzie leży pański zmarły ojciec - Zobaczyłam zdziwienie ma jej twarzy. - Wiem o problemach waszej rodziny. Proszę się nie denerwować nikt się o niczym nie dowie.
- Proszę wejść zrobię pani herbaty - Kobieta uśmiechnęła się jednak widziałam w jej oczach strach. Kiedy weszłam do środka usiadłam na kanapie. Kobieta krzątała się po kuchni a za nią jej kilku letnia córeczka,  kiedy w końcu usiadła na przeciwko mnie zaczęła mówić
- Tae wspominał o tobie przy ostatniej rozmowie Sasza prawda? Powiedział, że dzięki tobie nie czuje się winny.
- Nie ma o co - Mruknęłam - Bronił siebie i was.
- Szkoda że nie zdążył wcześniej - Spojrzała na swoją córkę, która rysowała obrazek. - SanMi jest moją córką ale została spłodzona przez mojego ojca. - Patrzyłam na nią w szoku. Została zgwałcona! - Chciałam usunąć ciąże jednak nie mogłam ona nie jest niczemu winna...
- Kochanie to nie jest również twoja wina, zostałaś zmuszona. A twoja córeczka jest piękna. Muszę już jechać jeszcze dziś wracam do zespołu...
- Kochasz ich - Spojrzała na mnie
- Tak są dla mnie ważni - Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam dziękując za gościnę. Droga powrotna była okropna, w ostateczności nie pojechałam ma grób ojca Tae, nie zasłużył. Kiedy wróciłam do domu od razu poszłam pod prysznic była 23 więc nie spodziewałam się już  gości.
Siadając na kanapie usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się i poszłam otworzyć za drzwiami stała szóstka chłopaków.
- Nareszcie! - Krzyknął Kook - Jak długo chciałaś przed nami uciekać?!
- Wybaczcie chciałam załatwić wszystko za jednym razem. - Uśmiechnęłam się szeroko - A gdzie Suga?
- Właśnie my do ciebie w jego sprawie. Yoongi on znów zamyka się w sobie. Nie spędza z nami czasu nie odzywa się oraz odświeżył stare znajomości.  Dziś znów zniknął. - Wstałam i chciałam iść się przebrać i go szukać jednak zatrzymał mnie Hoseok.
- Nigdzie nie pójdziesz. Nie  będziesz  się narażać oni są niebezpieczni. - Warknął
- A Suga jest z nimi... Przenocuje się u was dobrze?
- Pewnie chodź - Zamknęłam drzwi i poszłam do dormu chłopaków usiadłam na kanapie i czekałam
- Co ty robisz? - Spytał Jimin
- Poczekam na niego. Zrobię mu piekło! Wy do łóżek jutro macie kolejny dzień treningu - Pozostała szóstka poszła na górę ja czekałam i czekałam w końcu usłyszałam trzask drzwi. Poderwałam się i wtedy zobaczyłam chłopaka, zmienił się na jego twarzy znów była obojętność. - Gdzie byłeś?
- Co cię to obchodzi?
- To, że jestem za ciebie odpowiedzialna!
- Jestem już pełnoletni!  Gówno powinno cię obchodzi gdzie jestem co robię rozumiesz!
- Nie właśnie nie! Zależy mi ma was rozumiesz!
- Zależy ci? Zależy! To gdzie do cholery byłaś! - Wrzasnął - Gdzie byłaś?!
- Musiałam załatwić kilka ważnych spraw. Oraz załatwić wam koncert w Japonii. Bilety,  nocleg myślisz, że to takie prostę?
- Mogłaś to zrobić na miejscu - Warknął
- No niestety ale nie mówimy tu o mnie tylko o tobie - Warknęłam
- Mam dość bycia gwiazdą!
- Chcesz moge powiedzieć menadżerowi, że odchodzisz - Przybrałam poważny wyraz twarzy - Zostawisz wszystko ich również. Przyjaciół, którzy  cieszą się każdą chwilą spędzoną z tobą,  płaczą razem z tobą i śmieją się razem z tobą. Zostawisz ich dla swoich śmieciowatych przyjaciół.
- Nie to nie  tak...
- A jak? Masz dość śpiewania? Nie wciskaj mi kitu bo widzę jak uśmiechasz się tworząc muzykę.
- Nie chcę odchodzić ale powiedziałaś, że kiedy zakończysz naszą terapię odejdziesz! Nie chce, żebyś odeszła!! 
- Suga to nie uniknione...
- Wystarczy że powiesz o umowie o pracę. Prezes na pewno się zgodzi.
- Nie mogę
- Dlaczego?!
- Bo wracam do Polski - Jego mina sprawiała że czułam się winna. Za bardzo się do mnie przywiązali.
- Teraz kiedy poczułem coś do ciebie ty chcesz zwiać?! Jestes nie czuła wiesz.
- Przepraszam. Ale nie rezygnuj z marzeń przez coś takiego Suga. - Wyminęłam go i wróciłam do swojego mieszkania. Byłam zmęczona i wściekła na wszystko co żyje na tym świecie.



Kochani rozdział nie sprawdzony tak że przepraszam ":D

sobota, 30 czerwca 2018

Story of My Life - Bts - Lie



Kilka dni później spakowani i szczęśliwi siedzieliśmy w samolocie. Naszym celem podróży były Malediwy,  wyspa która aż kusiła by ją zwiedzać. Chłopcy obiecali,  że zostawią to co się wydarzyło tylko po to by nie psuć nam wakacji ale miałam co do tego złe przeczucie,  ostatnio zachowywali się spokojnie aż za spokojnie. Rozejrzałam się po samolocie wszyscy spali prócz V który patrzył coś w telefonie. Usiadłam obok niego.
- Co się stało ? - Spytał nie spuszczając oka z gry.
- Mój towarzysz odleciał nim oderwaliśmy koła z pasa startowego. - Chłopak zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Nic dziwnego Jin zażył środki usypiające nie lubi latać.
- Nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć?!
- Wybacz wyczekiwałem tego momentu by zobaczyć twoją minę. - Pacnęłam go w ramię, bo zaczął się ze mnie śmiać. - A w ogóle jak ci się żyje wśród sławy?
- Czy ja wiem od kiedy skończyłam 16 lat nie miałam takiego stracha.
- Czemu 16? - Spytał Taehyung- Bo wtedy mój brat popełnił samobójstwo. Nie wiem dlaczego to zrobił,  po tym wszystkim postanowiłam wyjechać i zostawić przeszłość za sobą.
- A co na to twoi rodzice?
- Rozmawiałam z tatą około miesiąca temu. Powiedział,  że mama wylądowała w psychiatryku. - Odparłam bawiąc się zamkiem od bluzy V.
- Nie chcesz wracać? - Chłopak mruknął widocznie zasmucony.
- Nie tutaj mam ciebie odnajduje w tobie mojego brata mojego brata - Uśmiechnęłam się mimo,  że z oczu leciały mi łzy. Tae bez wahania przytulił mnie. - Dziękuje.
- Wiem, że jesteśmy nieznośni ale zmieniamy się - Odparł głaszcząc moją głowę.  - Chcesz posłuchać mojej solowej piosenki?
- Pewnie! - Chłopak podał mi słuchawkę z której leciała spokojna melodia. To chyba opowiada historię V. Chciałam się go o coś spytać jednak sen zabrał mnie do Krainy Morfeusza. Obudziło mnie szturchanie w ramie,  odwracając głowę zobaczyłam Hoseoka.
- Wstawaj Sasza jesteśmy na miejscu - Kiwnęłam głową i podniosłam się z fotela jednak natychmiast upadłam. Znowu zaczyna się cholerna anemia.
- Ej!  Co się stało? - Spytał Jimin - Blado wyglądasz.
- Zapomniałam wziąć tabletek na wzrost czerwonych krwinek.
- To coś poważnego?
- Tak umieram - Spojrzałam na niego pewnym wzrokiem.  Chłopak zbladł po czym wydarł się.
- Dzwońcie po ambulans Sasza kona!
- Buahahaha - Zaśmiałam się patrząc na jego przerażoną minę. - Fajnie wyglądasz z przerażeniem na twarzy.
- Spadaj - Jimin pacnął mnie w czoło i wyszedł a ja zaraz po nim. Malediwy są tak piękne jak na obrazkach w Google. Przejrzyste wody,  piękne plaże i wielu turystów.
- Jedziemy do hotelu, ogarnąć się a potem na zwiedzanie. - Odparłam - To są karty do waszych pokoi. Zgubcie je a będziecie spać na korytarzu - Warknęłam.
- Jesteś przerażająca - Odparli
- I dobrze - Mruknęłam wchodząc do hotelu,  porozmawiałam z recepcjonistą i wskazał nam drogę do pokoi. Kiedy w końcu weszłam do mojego tymczasowego mieszkania od razu znalazłam tabletki i wzięłam dwie pastylki popijając dużą ilością wody. Nagle usłyszałam pukanie.
- Proszę - Odwróciłam się i zobaczyłam V.
- Kiedyś powiedziałaś że porozmawiasz z nami kiedy chcemy. Dziś w samolocie porównałaś mnie do swojego brata tylko czy on był mordercą? - Spojrzał na mnie z powagą.
- Tae o czym ty mówisz? - Mruknęłam siadając na łóżku.
- Zabiłem swojego ojca Sasza.
- Znęcał się nad wami! Nad twoją siostrą i nad tobą zrobiłeś to by się obronić Tae.
- Jestem mordercą!
- Nie wcale nie jesteś! - Krzyknęłam stając na palcach i patrząc mu ze złością w twarz. Nagle chłopak mnie przytulił.
- Dziękuje Sasza jesteś dla mnie jak siostra poświęcasz się dla nas i traktujesz jak rodzinę - Poklepałam go po plecach.
- Oczywiście braciszku - Po rozmowie z Tae poszłam zobaczyć co robią inni. Wszyscy siedzieli i nagrywało live dla fanów. Jednak brakowało Hoseoka,  ruszyłam do jego pokoju czułam niepokój. Zapukałam kilku krotnie jednak nikt się nawet nie odezwał w końcu wyjęłam zapasowy klucz i weszłam do środka. Zobaczyłam go w łazience jak bierze garść tabletek.
- Hoseok! Zostaw je do cholery...
- Sasza ja nie potrafię - Popatrzyłam na niego ze smutkiem
- Dobrze więc będę brać razem z tobą - Poszłam do swojego pokoju i zabrał tabletki na krew. Kiedy wróciłam do pokoju Jhopa usiadłam ma łóżku i wsypałam sobie na dłoń pastylki
- Przestań!
- Chciałeś brać sam pewnie czujesz się samotny - Mruknęłam i wsadziłam do budzi kilka tabletek i połknęłam.
- Sasza po co to robisz?! Dlaczego?
- Bo jesteś dla mnie jak mój głupi braciszek! I dla was jestem w stanie zrobić wszystko byście przestali się zabijać! - Krzyknęłam biorąc kolejną garść tabletek.
- Przestanę Sasza ale zostaw te piguły!
- Cieszę się JHope - Mruknęłam i poszłam do łazienki oddać wszystko co zjadłam. - To co może idziemy pozwiedzać
- Jesteś nie możliwa wiesz? - Odparł Chłopak zakrywając oczy  z których leciały łzy mimo to uśmiechnął się.
- Wiem - Mruknęłam. Po 15 minutach wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy przed siebie. Postanowiliśmy przenocować w namiotach, rozpaliliśmy ognisko i rozmawialiśmy o głupotach.
Wszyscy zmienili się od czasu kiedy ich poznałam, zaufali mi i chcą stać się przyjaciółmi.
Kiedy zapadła już noc nasze ognisko iskrzyło niczym miliony lamp, siedzieliśmy wokół niego opatuleni grubymi kocami.
- Chcecie coś powiedzieć ? Teraz mamy szanse, że nikt nas nie usłyszy - Mruknęłam patrząc na nich. Pierwszy wstał Hoseok podszedł i wrzucił pudełko z tabletkami do ognia.
- To koniec - Mruknął i uśmiechnął się. Potem Jimin przeprosił Jhopa i obiecał, że nie popełni więcej głupot.
- Mój brat zginął przeze mnie. - Zaczął Suga- Suga wiesz, że to nie prawda - Mruknęłam - Porywacz sam wjechał w witrynę tego sklepu.
- Tyle, że gdybym nie zlecił moim ludziom na szukanie go on by nie uciekał i nie zabił by siebie i mojego brata. - Odparł chłodno Suga patrząc na zapalniczkę w swojej dłoni, którą zapalał i gasił.
- To już przeszłość. Twój brat na pewno nie chciał byś zadręczał się jego śmiercią i żył.
- Sasza ma rację Yoongi wszyscy wiemy, że kochałeś swojego brata ale nie zadręczaj się już tym. Od jego śmierci minęło 6 lat czas najwyższy skupić się na przyszłości a nie przeszłości - Odparł RapMon- Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia ? - Spytałam spoglądając na Bangtanów i zatrzymując wzrok na V - Może ty Taehyun ?
- Nim was wszystkich poznałem mój ojciec bił mnie moją siostrę i matkę. Któregoś dnia nie wytrzymałem i zabiłem go - Spuścił głowę, wstałam z ziemi i usiadłam obok niego. - Po tym uciekłem z domu, kiedy złapała mnie policja miałem w kartach już rozboje uliczne, włamania, bójki i niszczenie mienia publicznego, któregoś dnia chciałam popełnić samobójstwo. Jednak wtedy powstrzymał mnie Jin, wtedy jeszcze go nie znałem, do Jina dołączył Suga, JungKook, Jimin, Jhope i nasz lider, który powiedział "Ej głupcze zejdź stamtąd bo spadniesz, chodź z nami" Pewnie gdyby nie oni nie zawahał bym się skoczyć. Cieszę się, że spotkałem was.
- Nie tylko ty. W szkole byłem zwykłym śmieciem, ludzie śmiali się ze mnie że zostawiła mnie własna matka - Odparł Jhop - Przez całe życie byłem pośmiewiskiem aż spotkałem takiego samego idiotę jak  ja Jimina.
- Byłem idiotą to prawda - Odparł zawstydzony chłopak
- Głodził się bo uważał, że nie zostanie gwiazdą będąc okrągłym jak kulka.
- Ale przeszło mi bo przy Hoseoku nie da się głodować ten  człowiek jadł jeszcze więcej w szkole niż teraz - Krzyknął roześmiany Jimin.
- Mnie uratował Suga - Odparł Kook - Miałem wtedy 14 lat a upiłem się że nie byłem w stanie sam chodzić. Postanowiłem wrócić do domu jednak po drodze zaczepiła mnie jakaś banda.
- Uratowałem młodego bo mi zrobiło się go żal - Zaśmiał się Suga - Stał taki nieobecny. - Spojrzałam na Jina i RapMona.
- A co z wam ?
- My byliśmy obserwatorami - Odparł Jin - Jednak nie mogę znieść jednej rzeczy, że nie byłem wstanie im pomóc wcześniej - Mruknął.
- Hyung ale ty nam pomogłeś. Zawsze gdy nie wiedzieliśmy co robić lub było coś nie tak. Starałeś się z nami rozmawiać, przyjąłeś do swojego domu i dałeś coś do jedzenia. - Jin popłakał się myślał, że jest bezużyteczny a w tym czasie pomógł bardziej niż ktokolwiek.
- Staliście się przyjaciółmi - Mruknęłam - Nie zespołem garstką osób które ze sobą pracują. Staliście się rodziną, czuję, że moja praca dobiega końca...

środa, 20 czerwca 2018

Story of My Life - Bts - Reflection




Kiedy dojechaliśmy do miejsca gdzie miał odbyć się fanmeting zobaczyłam tłumy fanek. Wszystkie wykrzykiwały imiona i nazwiska chłopaków, na nich to nie robiło większego wrażenia. Połowa spała a druga połowa słuchała muzyki lub w coś grała. Kiedy Van się zatrzymał chłopaki się ożywili, poprawili swoje maski i rozsunęli drzwi samochodu. Ja zabrałan swoje papiery i ruszyłam do budynku,  odwracając  się spojrzałam na całą siódemkę. Nie byli szczerzy wobec swoich fanów, kiedy BTS weszło do środka weszli do swojej garderoby, ja w tym czasie dopilnowałam by wszystko było gotowe.

Podeszłam do ochroniarza i odparłam 
- Dzień dobry jestem Sasza mam do pana prośbę. Czy jest możliwość by wpuszczać po siedem osób. Nie chce żeby ustawiali się w kolejce. Zauważyłam że  to stresuje chłopaków.
- Jak mógł bym odmówić tak miłej i uroczej kobiecie - Odparł i szeroko się uśmiechnął.
- Dziękuje - Mruknęłam. Potem znalazłam resztę załogi. - Dziewczyny mogę was prosić byście odbierały prezenty chłopaków. Nie ma sensu żeby jedna biegała nad całą siódemką.
- Pewnie żaden problem. - Wszyscy byli bardzo mili. Aż przyszli oni ponurzy i bujający w obłokach.
- Budzimy się do cholery! - Krzyknęłam.
- Dziewczyno nie drzyj się - Warknął Suga,  spoglądając na mnie z wściekłością.
- Dziś prócz głupot spytacie się swoich fanów dlaczego was lubią. Oraz dziś będzie możliwość zrobienia sobie zdjęcia ze swoim biasem.
- Nie ma mowy! - Krzyknął Hoseok.
- Mam pozwolenie od prezesa - Mruknęłam spoglądając w kartki. Usłyszałam niezadowolone szepty.  Po czym wszyscy wyszli na scenę i wykrzyknęli swoje przywitanie. Kiedy fanmeting się rozkręcił stałam i przyglądałam się im,  wszyscy byli szeroko uśmiechnięci. Jednak wiedziałam,  że były to sztuczne emocje. Kiedy zauważyłam że dziewczyny błaga Hoseoka by zrobił sobie z nią zdjęcie a on nadal kategorycznie odmawia. Podeszłam do niego i spojrzałam budzącym strach wzrokiem.
- Czego? - Syknął.
- Czy coś się dzieje? - Spytałam spoglądając na dziewczynę.
- Hoseok Oppa nie chce zrobić sobie ze mną zdjęcia - Mruknęła nie zadowolona. - Nie wiedziałam,  że zawsze roześmiany JHope jest taki sztywny i nie dostępny. - Złapałam Hoseoka za ucho i pociągnęłam zaprowadzając obok dziewczyny.
- Co ty do cholery odwalasz!
- Przeproś - Syknęłam
- Nie mam zamiaru...  - Złapałam jego głowę i pochyliłam przed dziewczyną. - Wybacz...
- Oppa! - Dziewczyna stanęła obok chłopaka i za pozowała. Ja wróciłam na miejsce i nadal przyglądałam się reszcie.
- Kim jest ta kobieta! - Krzyknęła jedna z fanek. - Dlaczego od tak dotyka Jhopa!
- Sasza jest naszą koleżanką.  Dobrą znajomą, której możemy się wyglądać. Dzięki niej już nie długo usłyszycie nasz nowy album - Odparł Suga spoglądając na mnie. Jego mina mówiła, że powinnam być mu wdzięczna, że mnie obronił. Po skończonym fanmetingu zauważyłam,  że Jimin i Hoseok zachowują się dziwnie,  omijają się szerokim łukiem i nie rozmawiają. Kiedy wszyscy siedzieli w garderobie ja i Kook poszliśmy po kawę.
- JungKook powiesz mi o co chodzi Jiminowi i Hoseokowi?  - Spytałam płacąc za napoje. Spojrzałam na chłopaka był zmartwiony. - Chce wam pomoc im szybciej pomogę tym szybciej się mnie pozbędziecie.
- Dziś na spotkaniu z fanami. Jedna z dziewczyn powiedziała, że uwielbia ich za tak dobre dogadywanie. Jednak istnieją sprawy o których nie wie nikt,  prócz BTS.  Znamy się dłużej niż myślisz,  przeżyliśmy zbyt wiele by zaufać sobie nawzajem. Mimo, że wyglądamy jak przyjaciele nie jesteśmy nimi. Więcej nie powinnaś wiedzieć Sasza. - Odparł i odebrał kilka kubków kawy.
- Tyle że ja chcę wiedzieć. - JungKook głęboko westchnął.
- Jimin i JHope byli przyjaciółmi od dawna każdy z nich miał okropne dzieciństwo. Ale pewnego dnia poznali kogoś kogo bardzo pokochali oboje. Jednak ona wybrała JHopa. Pobili się i wtedy ona oberwała nie wspomniała jednak, że miała tętniaka. JHope zabrał ją do szpitala jednak za późno.  Oboje się stoczyli i żyją w nienawiści do siebie.
- Mimo to pracują ze sobą?
- Ja i Suga również nie pałamy do siebie sympatią.
- To dlatego wczoraj poszedłeś go szukać? - JungKook wstał i odszedł.  Kiedy wróciłam do reszty, śmiali się i rozmawiali ze sobą. Nagle obok mnie stanął Jin.
- Mimo nienawiści staramy się  znaleźć światło. - Uśmiechnął się delikatnie i usiadł obok V klepiąc go po plecach.  Nie rozumiałam ich postanowiłam skontaktować się z moim profesorem,  wiem że jemu mogę zaufać i mi pomoże. Następnego dnia pojechałam na uniwersytet porozmawiać z profesorem.
- Dzień dobry proszę pana - Mruknęłam
- O Sasza witam w czym mogę ci pomóc?
- Chcę porozmawiać o chłopakach. - Usiadłam na krześle i spojrzałam na starszego mężczyznę. - Nie potrafię ich zrozumieć. Nie na widzą siebie wzajemnie  a pracują razem i śmieją się.
- Czy dowiedziałaś się czegoś jeszcze?
- Zawinili sobie na wzajem. Jimin jest wrogiem JHopa. Suga nie na widzi JungKooka. Wydaje mi się, że Taehyung nie na widzi sam siebie tak samo Jin. A Rap Mon on się przygląda.
- Co jeszcze? Poznałaś ich historie?
- Tylko Jimina i Jhopa - Mruknęłam.
- Dobrze,  bardzo dobrze Sasza. Spróbuje skonfrontować kłótnie,  wtedy może dowiesz się czegoś jeszcze - Odparł.  Postanowiłam wrócić do dormu chłopaków i porozmawiać z nimi. Wchodząc do mieszkania zobaczyłam karteczkę napisaną przez V mówiącą,  że pojechali na salę po trenować ale w domu zostaje Jimin i Hoseok.
- Chłopaki jesteście?!  - Krzyknęłam jednak nikt mi nie odpowiedział. Poszłam sprawdzić salon i kuchnie jednak i tam nic nie znalazłam. W końcu odważyłam się wejść do ich sypialni. Pierwsza  była sypialnia jednak kiedy do niej zajrzałam zobaczyłam puste opakowania po lekach. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do lidera.
- Sasza co się stało? - Spytał RapMon
- Hoseoka nie ma nawpierdalał się leków i wyszedł! Musicie go znaleźć!
- A co z Jiminem?! - Wbiegłam do pokoju Jimina i usłyszałam szum wody. Pociągnęłam za klamkę i zobaczyłam chłopaka pod wodą,  był już siny.
- O Jezu! - Upuściłam telefon i złapałam go za podkoszulek wyciągając z wody. Kiedy był już na podłodze sprawdziłam tętno było bardzo słabe od razu przystąpiłam do reanimacji. - Dalej Jimin do cholery oddychaj! - Po kilku minutach chłopak zaczął kaszleć i pluć wodą.
- Sasza...
- Co ci do cholery odbiło!! - Spoliczkowałam go w twarz  - No powiedz coś!
- Zimno mi - Mruknął trzęsąc się jak galareta. Pobiegłam do jego sypialni i zabrałam kołdrę, okrywając chłopaka przytuliłam go.
- Lepiej ci ? - Mruknęłam, poczułam tylko jak kiwa głową - Dlaczego to zrobiłeś.
- Nie mam ochoty.... Dalej w to brnąć...Jestem sam nikt mnie nie potrzebuje. Nie mogę patrzeć jak chłopaki krzywdzą się. - Spojrzałam na niego
- Jimin. Chcę wam pomóc, ale nie dam rady jeśli wy nie pomożecie mi. - Nagle mój telefon zadzwonił. Złapałam go i nacisnęłam zieloną słuchawkę. - Halo ?
- Znaleźliśmy Hoseoka ! - Krzyknął Suga
- Przywieźcie go do dormu. Pomogę mu - Mruknęłam i rozłączyłam się. Pomogłam Jiminowi wstać. Zostawiłam go by się przebrał a ja zeszłam na dół i przygotowałam miejsce dla Jhopa. Zadzwoniłam po profesora jego wiedza medyczna i doświadczenie na pewno się przydadzą. Kiedy do domu weszli chłopaki prowadząc prawie nie przytomnego lekomana. - Połóżcie go na kanapie. - Założyłam lateksowe rękawiczki i złapałam latarkę w rękę, poświeciłam mu w oczy i zauważyłam ruch źrenic. - V zagotuj wody.
- O boże ona będzie go kroić ! - Krzyknął spanikowany Kook.
- Nie będę mu płukać żołądek a jeśli się nie pośpieszysz to będziesz kupował mu kwiatki - Złożyłam dwa palce do ust chłopaka powodując wymioty. Zobaczyłam kilka pigułek, które nie zdążyły się  jeszcze rozpuścić. Potem zrobiłam znaną polakom mieszankę na płukanie żołądka. Woda z solą i węglem aktywnym. Zmuszałam chłopaka do picia tego badziewia ale dzięki temu wypłucze wszystkie trucizny jakie połknął. 

niedziela, 10 czerwca 2018

Story Of my Life - BTS - Begins


Tego dnia jak zwykle siedziałam w szkole a ci ludzie zwani nauczycielami marnowali mój czas. Jak można być na drugim roku studiów psychologicznych i nie mieć praktyk? Praca w ośrodku terapeutycznym to dla mnie zdobywanie wiedzy i przyzwyczajanie się do osób chorych, a ja co siedzę i słucham nauczyciela jak prawidłowo robić masaż serca, mimo że zaliczyłam to trzy razy w licem. Durnota i nic więcej. Rodzice mówili zostań w Polsce ojciec załatwi ci dobrą szkołę i będziesz miała zapewnioną pracę jako psycholog. Ale nie Sasza postanowiła rzucić wszystko i przeprowadzić się do Korei gdzie teraz uczęszcza na beznadziejne lekcje reanimacji!
- Widzę, że panna Sasza się nudzi - Spytał starszy wykładowca.
- Troszkę. Podejrzewam, że każdy na tej sali przeprowadzał nie raz reanimacje. A pan mimo to nadal tłumaczy nam na czym to polega - Odparłam pakując książki do torby - Przychodząc do tej szkoły spodziewałam się większych osiągnięć. W Polsce miała bym już staż w jakimś ośrodku a tutaj nadal muszę uczęszczać na pana durne zajęcia.
- To psychologia Panienko. Musisz wiedzieć co myśli twój pacjent. Wiem, że jesteś niecierpliwa ale masz potencjał i dlatego nadal chcę byś uczęszczała na moje zajęcia Sasza. Proszę nie zmarnuj tego.
- Dobrze profesorze przepraszam - Mruknęłam. Poczułam skruchę bo pierwszy raz usłyszałam coś miłego, od kogokolwiek z tej szkoły. Jako polka byłam odbierana jako ta inna ta z zagranicy. Tylko profesor potrafił mi pomóc i nakierował co właściwy kurs. Uspokoiłam się jednak po kilku dniach kiedy to przyszłam do szkoły zostałam wezwana do gabinetu dyrektora w którym zastałam elegancko ubranego mężczyznę.
- Sasza pan do ciebie - Odparł dyrektor.
- Witam cię jestem menadżerem BTS. Sam prezes BIGHIT ma do ciebie prośbę.
- O co chodzi? - Spytałam
- Ostatnimi czasy BTS sprawia nam sporo problemów,  ty jako psycholog powinnaś wiedzieć jak sié nimi zająć.
- Dobrze podejmę się tego ale dlaczego akurat ja? - Mruknęłam.
- Twój profesor to dobry znajomy Prezesa pewnie powiedział mu jaki ma problem a profesor powiedział kogo wziąć. Ma to być dla ciebie praktyka ale również i nauka. Od dzisiaj pracujesz jako psycholog BTS. - Spojrzałam uratowana na obcego mężczyznę i delikatnie się uśmiechnęłam. - Twoje dzisiejsze zajęcia są odwołane czyli możemy już jechać.
- Rozumiem.
- Sasza tylko pamiętaj o egzaminach. Musisz je zaliczyć na koniec roku - Odparł profesor.
- Oczywiście ze będę pamiętać - Podeszłam do niego i przytuliłam - Dziękuje...
- Trzymaj się Sasza i uważaj na siebie - Kiwnęłam głową i wyszłam razem z menadżerem, który tłumaczył mi kilka innych kwestii. Kiedy dojechaliśmy na miejsce zobaczyłam ogromną wytwórnie. Cały budynek był przeszklony co dawało jeszcze lepszy efekt.
- Będziesz uczestniczyła w życiu BTS codziennie od 5 rano do 3 w nocy. Jeśli coś będzie nie tak masz zgłosić się do mnie.  Tu masz swój identyfikator,  dzięki niemu nie będziesz miała problemów z wejściem do wytwórni.
- Dziękuje.
- Prezes wynajął dla ciebie mieszkanie kilka ulic dalej od dormu chłopaków. Dopóki z nami pracujesz będziesz miała mieszkanie za darmo i wypłatę na swoje potrzeby. Tutaj masz cały plan chłopaków na najbliższy tydzień. Powodzenia Saszo - Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę wytwórni. Kiedy przekroczyła drzwi, zostałam zatrzymana przez ogromnego ochroniarza.
- Nie możesz wejść - Warknął
- Ale od dziś tutaj pracuje - Pokazałam mu plakietkę na co on się uśmiechnął.
- Witam na pokładzie.
- Dziękuję - Podeszłam do sekretarki,  która szukała czegoś w komputerze. - Dzień dobry poszukuję zespołu BTS.
- A tak zostałam poinformowana, że ktoś ma dziś do nich przyjdź. Jestem TaeSoo.
- Sasza miło mi. - Posłałam jej delikatny uśmiech.
- Dziewczyno zrób coś z nimi. Jeśli tak dalej się potoczyły to zrujnują BigHit.
- Postaram się.
- Pokój numer 40 - Ruszyłam długim korytarzem mimo, że kilka razy zgubiłam drogę w końcu trafiłam. Wchodząc do sali treningowej zobaczyłam chłopaków,  który z wielkim wysiłkiem trenowali układ do kolejnego teledysku. Usiadłam na kanapie i czekałam kiedy skończą. Ale kiedy jeden z nich mnie zauważył muzyka się zatrzymała.
- Co tutaj robisz? - Spytał wysoki brunet.
- Jeśli jesteś jedną z fanek to nie wiem jak się tu dostałaś!
- Wynoś się stąd!
- Opanujcie emocje! - Krzyknęłam pokazując identyfikator - Jestem Sasza wasza psycholog. Wynajął mnie prezes wytwórni.
- Psycholog? Czy my wyglądamy na wariatów?
- Naskakując na bogu winną dziewczynę tak wyglądacie a nawet zachowujecie się jak chorzy umysłowo - Spojrzałam na nich z powagą - Więc zacznijmy od początku bo będziemy się widywać codziennie. - Jestem Sasza. - Chłopcy mieli chwilę zawahania ale w końcu przedstawili się. Mimo że ich szczegółowy życiorys mam w teczce chciałam żeby zrobili to oni.
- Suga! Hoseok! V teraz wasza kolej. - Trójka wspomnianych chłopaków spojrzała w naszą stronę jednak na każdej z twarzy zobaczyłam szyderczy uśmiech.
- Nie będę pracować z tą idiotką! - Krzyknął Suga - Wszystko ze mną w porządku!
- Ah tak czyli po porwaniu brata nadal masz takie same zdanie czy tylko ukrywasz. Podobno obwiniałeś się o to?
- Przestań...
- Włamanie do sklepu muzycznego też było spowodowane obwinianiem się?
- Przestań...
- A może twoja piromania przez którą chciałeś popełnić samobójstwo kiedy dowiedziałeś się że porywacz twojego brata zabił go?
- Powiedziałem przestań do cholery!! - Uderzył w ścianę milimetr od mojej głowy. Jednak ja nie wzruszona patrzyła na jego rozwścieczone oczy.
- Każdy z nas ma problemy. Inni radzą sobie z tym lepiej drudzy gorzej. Nie jestem tu od karania was wspominając wam wasze grzechy ale od pomocy. Możecie ze mną porozmawiać na każdy temat. Będę mieszkać od waszego dormu kilka ulic. Jeśli będzie taka potrzeba zadzwońcie a ja przyjdę.
- Ona nie boi się Sugi! - Krzyknął Jimin
- Nie mam potrzeby by bać się któregokolwiek z was - Wstałam patrząc na chłopaka z którym przed chwilą miałam sprzeczkę. - Jeśli zacznie cie płakać na oczach swoich fanek mówiąc im o swoich uczuciach zrozumiem, że moje zadanie  jest skończone.  - Odparłam patrząc na nich.
- Pudel! - Krzyknął V - Dlaczego twoje włosy są jak sierść pudla?
- Bo jestem oryginalna. - Odparłam z uśmiechem. - Jutro macie spotkanie z fanami spotykamy się pod dormem o 6 rano według waszego grafiku.
- To może w ramach nowej znajomości pójdziemy coś zjeść? - Spytał lider.
- A sponsorujesz? - Spytał Jin.
- Tak jak zawsze - Wszyscy pobiegli po swoje rzeczy i sekundę później stali na korytarzu.
Zeszliśmy na parter żegnając się z miłą sekretarką. A kiedy wyszliśmy z wytwórni Suga ruszył w swoją stronę nie zwracając uwagi na innych.
- Ale gdzie ty idziesz? - Spytałam
- W swoją stronę - Warknął Yongi - A ty zostaniesz tutaj ofermo!
- Zadzwonię do menadżera!
- Nawet nie próbuj - W sekundzie Suga znalazł się blisko mnie i syknął do ucha - Chyba, że chcesz by zajęli się tobą moi znajomi. Są spragnieni kobiecego ciała. - Poczułam jak włosy stają dęba. - Chyba jednak boisz się mnie.
- Próbujesz mnie na straszyć! - Wtedy zorientowałam się, że reszta już poszła i jestem tylko ja i Suga...
- August kto to? - Usłyszałam niski głos. Spoglądając na osobę stojącą za Sugą zobaczyłam kilku wytatuowanych typków. Na prawdę zaczęłam się go bać zmienił się w oczach malowała się pustka. Oraz coś czego nie mogłam określić.
- W co ty się do cholery wpakowałeś.
- Nie jesteś moją matką by spowiadać ci się co zrobiłem źle.
- Ale Yongi - Chłopak złapał mnie za gardło.
- Wyobraź sobie że sekunda i leżała byś martwa. - Syknął tym swoim niskim gardłowym głosem.
- Sasza! - Odwróciłam się i zobaczyłam Jimina.- Chodź bo nas zostawią. Suga puść ją. - Chłopak uniósł dłonie w geście poddania jednak na twarzy malowało się rozbawienie.
- Pilnujcie waszej pani psycholog bo może coś się jej stać. - Odwrócił się i zniknął w ciemnej uliczce. Chciałam ruszyć za nim jednak zatrzymał mnie Jimin.
- Zostaw go Sasza. Niektórych sprawy lepiej się nie czepiać - Mruknął.
- Ale nie martwicie się o niego? - Spytałam zdziwiona. Jednak chłopak pociągnął mnie za rękaw bluzy i zaciągnął do knajpy gdzie czekała reszta. Jednak apetyt mi nie dopisywał zastanawiałam się co teraz robi Suga.
- Ej pudlu! Lepiej zbierajmy się jutro spotkanie z fanami,  nie możemy się spóźnić.
- Tak masz racje - Odeszłam od stolika ubrałam kurtkę i pożegnałam się z chłopakami po czym ruszyłam w stronę swojego nowego mieszkania. Klucze znalazłam pod wycieraczką a kiedy weszłam do środka poczułam zapach świeżo malowanych ścian. Każdy z mebli paskował do siebie jak puzzle salon był połączony z kuchnią,  mała łazienka i sypialnia. Moje bagaże leżały przy wejściu,  zabrałam je i poszłam pochować moje rzeczy. Kiedy skończyłam było około 24. Usiadłam na kanapie i wtedy usłyszałam telefon.
- Halo?
- Sasza? I jak minął pierwszy dzień? - Spokojny głos menadżera.
- Dobrze są bardzo mili. Myślę, że  się dogadamy - Skłamałam,  ale wydaje mi się, że dobrze zrobiłam. Menadżer podał mi kilka szczegółów związanych z jutrzejszym dniem. Potem postanowiłam iść spać w końcu za kilka godzin stawię czoła tabunowi fanek. Około czwartej rano zadzwonił mój telefon.
Po omacku znalazłam denerwujące urządzenie po czym odebrałam.
- Kto mówi?
- JuneKook zniknął nie ma go w całym dormie! Poderwałam się z łóżka i zdziwiona patrzyłam przed siebie.
- Jak to zniknął! - Ruszyłam do mojej teczki,  po czym znalazłam jego akta. Były samobójca, alkoholizm i bójki.  W jednej z nich zabił kogoś.- Zaraz będę! - Wyskoczyłam ubrałam czarne dresy i za dużą bluzę w tym samym kolorze. Przy wyjściu założyłam buty i sprintem ruszyłam do chłopaków. Kiedy dobiegłam na miejsce wszyscy byli zdenerwowani zniknięciem najmłodszego. - Na co czekacie?  Idziemy go szukać - Warknęłam - Jak myślicie gdzie mógł pójść?
- Możliwe że poszedł szukać Sugi. Martwił się o niego - Odparł Jin.
- RM i V pójdziecie go poszukać w barach. Jin i Hoseok wy sprawdzicie Szkołę i jego stare studio gdzie pracował jako dzieciak,  możecie również zadzwonić do jego rodziców. Ja i Jimin pójdziemy sprawdzić jeszcze jedno miejsce. - Kiwnęli głowami i ruszyli w swoje strony.
- Co teraz?
- Poszedł szukać Sugi wiec najpierw znajdziemy Yongiego potem Kooka - Odparłam,  jednak to nie było takie proste w każdej z ciemnych uliczek czaili się narkomani, złodzieje i wiele innych czarnych charakterów.
- To nie był dobry pomysł Sasza nie znajdziemy Min'a - Odparł załamany Jimin. Wtedy usłyszeliśmy głosy jeden z nich należał do młodziaka. Wbiegłam w jedną z uliczek  i zobaczyłam leżącego JuneKooka który był okładany przez chłopaka który wcześniej był z Sugą.
- Zostaw go! - Krzyknęłam i podbiegłam do poobijanego Kook'a. Złapałam go za ramię i próbowałam podnieść.
- To ty wtedy byłaś z Augustem.
- Z kim do cholery! - Warknęłam - Nikogo takiego nie znam! - Mężczyzna patrzył na mnie z delikatnym uśmieszkiem. Po czym złapał za bluzę i podniósł  do swojej wysokości. - Zostaw mnie... - Swoją wielką łapą przegarnął mi włosy po czym dotknął twarzy.
- August nie obrazi się że się trochę pobawię prawda? W końcu nie ma go tu - Zaśmiał się szyderczo i swoją wielką łapą przegarnął moje włosy po czym dotknął twarzy.
- Zostaw ją!  Sasza uciekaj!  - Krzyknął Kook.
- Jak byś chciał wiedzieć to lewituje nad ziemią! - Krzyknęłam. Chciałam się wyrwać jednak nie mogłam. Nagle usłyszałam gwizdanie i ciche kroki. Podniosłam głowę i zobaczyłam Sugę.
- O widzę że nasza psycholog ci się spodobała to dobrze bardzo dobrze - Odparł kiwając głową.
- Nie masz nic przeciwko? - Spytał małpolud,  który mnie trzymał.
- Nie miał bym, gdybyś poprosił o pozwolenie. Jednak w takim wypadku jestem zmuszony cię ukarać - Suga spojrzał na mnie zimnym spojrzeniem. Z kieszeni czarnej kurtki wyjął nuż po czym źgnął mężczyznę w brzuch - Mówiłem ci Sasza żebyś się nie wtrącała. - Byłam przerażona. Bałam się go jest potworem,  takim że nikomu nie uda się go poskromić. Małpolud puścił mnie a ja podbiegłam do młodziaka. Podniosłam go i ruszyłam w stronę gdzie zostawiłam Jimina.
- Gdzie wy do cholery byliście! Sasza co się stało?? - Spytał łapiąc JuneKooka po drugiej stronie. - Nic. Zadzwoń do reszty niech wrócą do dormu nie mam zamiaru szukać kogoś jeszcze- Warknęłam. Kiedy wróciliśmy do mieszkania chłopaków Jin podszedł do najmłodszego i zabrał go przemyć mu rozciętą brew. Ja usiadłam na kanapie i ukradkiem spoglądałam na Suge,  który wrócił z nami. W końcu wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - Spytał Jimin.
- Do domu muszę przygotować się do fanmetingu. Za piętnaście minut widzimy się pod dormem a wy ogarnijcie się.
- Nigdzie sama nie pójdziesz - Warknął Suga
- Bo co naślesz na mnie swoich małpoludów?
- Nie znałem tego gościa jasne!
- Gówno mnie to obchodzi ale go dźgnąłeś!
- Ratowałem ci dupę!
- Mimo to masz krew na rękach drugi raz do tego nie dopuszczę - Warknęłam i wyszłam trzaskając drzwiami. Kiedy dotarłam do mojego mieszkania wzięłam długą i gorącą kąpiel, nałożyłam makijaż i ubrałam wyjściowe rzeczy. Kiedy wybiła godzina szósta stałam już przed domem chłopaków, po chwili wyszli zaspani i markotni. Ja im pokaże że mając takie życie jak oni mają wiele możliwości...

Jak wam mija weekend ? Ja w końcu coś napisałam :D Jak wam się podoba?
Miłego tygodnia !


czwartek, 3 maja 2018

Przygoda na Wattpad

Ostatnimi czasy myślałam by zacząć pisać opowiadania na Wattpadzie i właśnie dziś podsyłam wam screna do pierwszego opowiadania

I'm a Monster

Opowiadanie z BTS i VIXX
Kryminał pomieszany z Mafią

Hanami i jej przygoda w mrocznym Seul
Czy uda jej się pokonać swojego największego wroga i uda się zakończyć spór trwający pięć pokoleń?

Serdecznie zapraszam !!
~ShinWersonAki~

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Księżniczka i Łobuz - Bobby Part2

Znalezione obrazy dla zapytania bobby runaway gif





W domu czekał na mnie ojciec i matka spojrzałam tylko ukradkiem na Chae, która unikała mojego wzroku. Spojrzałam na ojca pewnym wzrokiem.
- Gdzie byłaś ?! - Wrzasnął
- Na imprezie zostałam zaproszona przez znajomego. Nie chciałam iść na kolejny sztywny bankiet.
- Jak ty się odzywasz do nas ! - Poderwała się matka i podeszła do mnie - Poszłaś sobie na imprezę wiedząc, że jesteś zaręczona ! Jak w ogóle śmiałaś czujesz się w ogóle winna !
- Nie w końcu poczułam co to znaczy być nastolatką. Nigdy nie pozwalaliście mi na wyjście gdziekolwiek!
- A co z teatrem ? lub filharmonią?
- Kogo w tym wieku interesuje coś takiego. - Warknęłam - I jeszcze zaręczyliście mnie bez pytani czy go kocham ! Nie chce go zranić dlatego cały czas udaje.
- Niestety decyzja została podjęta TarRim a patrząc na twoje zachowanie nie mam innego wyjścia jak przyśpieszyć wasz ślub.
- Nie zgadzam się - Odparłam
- Niestety nie masz tu nic do gadania TaeRim. Uroczystość odbędzie się za dwa tygodnie - Odparł ojciec i wyszedł - Aha od dzisiaj masz ochronę, która nie spuści cię z oka. - Poszłam na górę gdzie zadzwoniłam do Bobbyego po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Halo kto mówi ?
- Tu Rim...- Odparłam łamiącym się głosem - Bobby zabierz mnie stąd...
- Ale co się stało ? - Spytał zdenerwowany - Rim co się stało ?!
- Za dwa tygodnie wychodzę za mąż. Nie chce tego!!
- Uspokój się. Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy już po ciebie jadę - Odparł i się rozłączył. Z szafy wyjęłam torbę i spakowałam kilka ubrań na zmianę kosmetyki oraz wszystkie oszczędności. Nagle do mojego pokoju wbiegła Chae
- Tae co ty robisz ?
- Jak widzisz pakuje się. Nie zostanę w tym domu dłużej mam dosyć bycia księżniczką.
- Co do tego miałam cię kryć jedna twój tata i Donghyuk się zorientowali przepraszam - Mruknęła zalewając się łzami, przytuliłam ją i mruknęłam.
- Więc teraz mnie kryj i nic nie mów. Powiedz, że jestem załamana i płacze - Odparłam uśmiechając się do niej szeroko nagle dostałam sms od Bobbyego "Jestem wyjrzyj przez okno" Podeszłam do okna jednak nikogo nie zobaczyłam, nagle głowa Bobbyego pojawiła się między liśćmi jednego z ogrodowych krzaków. - Nie wiem czy wrócę Chae
- Rozumiem uciekaj. Kochasz go ?
- Chyba tak - Wyrzuciłam torbę przez okno a ja sama zeszłam po ozdobie ogrodowej. Kiedy stanęłam na ziemi chłopak mnie przytulił. - Kocham cię 
- Cieszę się - Odparł - Chodźmy już Mino czeka w samochodzie. - Kiedy wsiedliśmy do samochodu Mino powitał mnie ciepłym uśmiechem.
- Co księżniczko uciekasz od złej czarownicy ?
- Tak dokładnie - Mruknęłam przytulając się do Bobbyego. Było około 2 w nocy kiedy dojechaliśmy do domu chłopaka, był dość spory i nowocześnie urządzony. - Postaram się jak najszybciej coś znaleźć nie będę się narzucać - Jednak nim skończyłam chłopak mnie przytulił.
- Zostań ze mną i nie uciekaj 
- Dobrze. Zostanę - Odparłam.  Minęło 10 dni a ja nadal byłam u Bobbyego za trzy dni miał odbyć się mój ślub jednak nie wiedziałam,  że po kocham go tak mocno,  każdy dzień spędzaliśmy na rozmowach i wygłupach jednak tego dnia Bobby zabrał mnie w spokojne miejsce. Byliśmy gdzieś na obrzeżach miasta leżeliśmy na masce samochodu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Kiedy przyszedł wieczór stanęłam nad rzeką Han wokół nas były tylko góry ani jednej żywej duszy. Nagle wpadłam do wody wepchnięta przez Bobbyego, usłyszałam jego rechot tuż za mną. Wstałam woda sięgała mi do pasa jednak wszystko co miałam na sobie przemokło, chłopak wyciągnął do mnie rękę chcąc mi pomóc wyjść jednak na złość wciągnęłam go do wody.
- Zrobiłaś to specjalnie !
- Ależ oczywiście - Chciałam wyjść jednak chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Jego zimne dłonie dotknęły moim pleców - Kocham cię
- Ja ciebie też księżniczko - Zaśmiałam się i wróciliśmy do domu, cali przemoczeni przemierzaliśmy dom chłopaka. Godzinę później stałam na balkonie pociągając papierosa.
- Gdzie to znalazłaś ? - Spytał Bobby ze śmiechem
- Kupiłam, ostatnie wydarzenia mnie przerosły - Mruknęłam, chłopak stanął za mną i odebrał mi używkę.
- Nie ucz się - Syknął i zaciągnął się - Księżniczko.
- Nie nazywaj mnie tak - Stanęłam na palcach i go pocałowałam, chłopak był lekko zdziwiony jednak po chwili oddał pocałunek jednak bardziej namiętny. Chłopak wprowadził nas do pokoju i przyparł mnie do ściany jego pocałunki schodziły wzdłuż mojej kości policzkowej aż do szyi.
- Zerwałaś zaręczyny ? - Zdjęłam z palca pierścionek i położyłam na półce
- Tak - Chłopak poczuł, że nie będzie się czuł winny jeśli teraz do czegoś dojdzie. Nakierował nas na łóżko w między czasie pozbywając się swoich i moich ubrań. Ta noc była wspaniała. 
Kiedy obudziłam się rano chłopak nadal był obok mnie.  Nie wiedziałam,  że moje życie może się zmienić. Wstałam i założyłam bluzkę chłopaka po czym wyszłam na balkon,  mogło być około 6:30 miasto dopiero budziło się do życia. Nagle poczułam dłonie,  które mnie oplotły w pasie. 
- Jak sie spało? - Spytał chłopak 
- Krótko - Odparłam tylko i weszłam do pokoju ubierając swoje rzeczy. 
- Krótko jest 16 skarbie 
- Mniejsza z tym - Odparłam 
- Rim może zrobimy dzisiaj imprezę? 
- Tak pewnie niech wpadną chłopaki - Chłopak uśmiechnął się szeroko i wykonał kilka telefonów po czym wyszedł zrobić małe zakupy.  Ja postanowiłam posprzątać w mieszkaniu,  kilka godzin później przyszedł Mino i reszta jednak okazało się, że spotkanie z kumplami przerodziło sie w imprezę z różnymi rodzajami alkoholu i jointami. Jednak nie chciałam dostawać i również zaczęłam tańczyć jednak nie chciałam alkoholu i innego świństwa. Około godziny 21 Bobby był juz nieźle wstawiony nie zwracał nawet uwagi czy patrzę na niego kiedy inne ździry lepiły się  do niego. Poszłam do kuchni i zaczęłam płakać. 
- Co się stało? - Spytał Mino łapiąc mnie za ramię - księżniczko? 
- Nie widzisz co on robi? Dwa tygodnie tyle wytrzymał bez bzykania innej... - Odparłam wycierając oczy. 
- Słuchaj Bobby teraz jest pijany.  Jutro powiesz mu. 
- I co tak będzie cały czas? Będzie ze mną i co dwa tygodnie inna? 
- TaeRim to nie jest twój świat.  Jeśli nie chcesz być krzywdzona przez Bobbyego lepiej będzie jeśli wrócisz do swojego świata do bycia idealną księżniczką. - Mino miał racje to nie mój świat. - Odwieść cię? 
- Nie wezmę taksówkę dziękuje. Zaproszę cie na mój ślub - Odparłam wychodząc z kuchni zabrałam pierścionek zaręczynowy i moją Torbę po czym opuściłam mieszkanie chłopaka. To dla mnie za wiele. Jadąc taksówką Bobby cały czas do mnie wydzwaniał,  podjeżdżając pod mój dom czułam strach że ojciec mnie wyrzuci,  kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam go dumnie stojącego u szczytu schodów. Nie chciałam tego ponieważ cały czas kochałam Bobbyego jednak to nie moja bajka musiałam dokończyć to co zaczęłam.  Upadłam na zimną,  marmurową posadzkę. 
- Wybacz mi ojcze! Błagam Wybacz mi moją zniewagę! - Usłyszałam jak schodzi ze schodów i staje przede mną. 
- A co ze ślubem? 
- Ślub... Wyjdę za Hyungwona - Mężczyzna ukucnął i mnie przytulił. 
- Cieszę się że zrozumiałaś swój błąd. Hyungwonowi po wiedzieliśmy że wyjechałaś do cioci w Chinach wszystko przemyśleć. 
- Rozumiem przepraszam tato - Mężczyzna mocno mnie przytulił,  kiedy spojrzałam na resztę domowników podeszłam do mamy 
- Wróciłaś moja kochana księżniczka 
- Kocham cie mamo - Odparłam wycierając słone łzy. Wchodząc do swojego pokoju nadal o nim myślałam,  jednak szybko zasnęłam. 
Następnego dnia kiedy sie obudziłam wzięłam długi prysznic byłam zbyt zdenerwowana,  by móc normalnie funkcjonować,  wchodząc do pokoju zobaczyłam Hyungwona siedzącego na łóżku.  
- Tad?  Wszystko dobrze? 
- Tak przepraszam ale musiałam to wszystko przemyśleć. 
- Twój tata mówił,  że byłaś w Chinach u cioci. 
- Tak jeszcze raz przepraszam.  Od dziś zaczynamy przygotowania do ślubu. 
- Ale jesteś pewna? - Spytał podchodząc do mnie 
- Tak  jestem pewna - Odparłam i delikatnie sie uśmiechnęłam,  po szybkim śniadaniu pojechałam z mamą i Chae by wybrać suknie ślubną,  potem wybór sali i dodatki,  mama zrobiła listę gości i spis potraw. Kiedy w końcu miałam chwilę wytchnienia poszłam z ChaeLee na kawę. 
- Więc powiesz w końcu co się stało? - Spytała z ciekawością
- Bobby nigdy nie będzie wobec mnie szczery. Przez dwa tygodnie było wspaniale jednak wczoraj była impreza i tam zobaczyłam go z jakimiś lalusiami. Mino powiedział,  że to nie moja bajka. 
- I miał racje kochanie Hyungwon cały czas sie o ciebie martwił. Powinnaś o nim jak najszybciej zapomnieć. 
- Wiem - Mruknęłam. Nagle usłyszałam głos osoby, która tak bardzo kochałam,  odwróciłam się i zobaczyłam Bobbyego 
- Rim!  - Wstałam, wyjęłam pieniądze i położyłam na blat, chciałam uciec - Zatrzymaj się cholera! - Złapał mnie za nadgarstek i odwrócił twarzą do niego
- Zostaw mnie! 
- Dlaczego wróciłaś do domu? - Widziałam smutek w jego oczach. 
- Rozmawiałam z Mino i ma racje pochodzimy z dwóch różnych światów. Musze skończyć moją bajkę, która skończy się żyli długo i szczęśliwie. 
- TaeRim przestań w końcu udawać że nic sie nie stało!  
- Jeśli nie pamiętasz wczorajszego wieczoru powinieneś przestać pić! 
- TaeRim!!  Wytłumacz mi błagam dziewczyno ja cie kocham do cholery. - Krzyknął
- Wczoraj!  Najebałeś się tak,  że nie zwracałeś uwagi na laski które cie obmacywały na moich oczach! To chyba wystarczy! Po jutrze wychodzę za mąż. 
- Pocałuj mnie ostatni raz... - Zbliżyłam sie do niego i pocałowałam - Kocham cie pamiętaj. 
- Teraz już nic tego nie zmieni Bobby - Odparłam i razem z Chae wróciliśmy do  samochodu. 
- To był on? - Spytała dziewczyna ja kiwnęłam tylko głową i zaniosłam się płaczem. 
- Kocham tego dupka! 
- Już spokojnie Hyungwon też jest kochany - Dziewczyna przytuliła mnie, jednak to na nic. 
Po powrocie do domu zobaczyłam Hyungwon,  który czekał na mnie z bukietem kwiatów i szerokim uśmiechem.
- Jak ci minął dzień kochanie? 
- Jestem strasznie zmęczona te przygotowania do ślubu są strasznie męczące. - Chłopak przytulił mnie do siebie. 
- Dziękuje, że wróciłaś skarbie - Chłopak cmoknął mnie w czoło.  W jego objęciach czułam się obco, to nie były ramiona w których czułam się bezpiecznie. Niedziela bardzo szybko nadeszła od samego rana byłam w biegu jednak mimo to nadal myślami byłam przy Bobbym. Za godzinę będę już panią Chae żoną wpływowego,  młodego milionera,  będę musiała do końca życia nosić się z gracją.  Jednak jest jedno ale dziecko Bobbyego,  nikt o tym nie wie prócz Chae wiem że ona mnie nie wyda. Stojąc w pokoju gdzie moja mama i druhny pomogły mi się ubrać,  wyczesać i umalować. Kiedy w końcu zostałam sama,  dotknęłam delikatnie brzucha 
- Przepraszam kochanie że z twojej mamy jest taki nieudacznik. Jestem jedną z tych niedobrych księżniczek. - Nagle usłyszałam za oknem rozmowę Hyungwona z moim bratem. 
- Macie pilnować kościoła, Bobby na pewno się pojawi.  A ja mam zamiar dzisiaj ożenić się z twoją siostrą. 
- Spokojnie 
- Spokojnie? Wiem,  że TaeRim była u niego te dwa tygodnie. I nawet głupia gadka twojego ojca mnie nie oszuka! - Przeraziły mnie jego słowa, kiedy dowie się prawdy, że noszę dziecko Bobbyego będzie kazał je usunąć. Jednak teraz juz za późno, wyszłam z pomieszczenia i poszłam przed wejście do kościoła gdzie czekał na mnie tata. 
- Gotowa kochanie? - Kiwnęłam głową i  złapał ojca pod rękę. - Jestem pewien że czeka cie wspaniała przyszłość kochanie. 
- Tak mam nadzieje - Kiedy weszliśmy do kościoła usłyszałam marsz weselny na końcu stał Hyungwon ubrany w odświętna garnitur. W ławkach zauważyłam siedzącego Mino i resztę bez Bobbyego. Stając przed moim przyszłym mężem czułam stres kiedy doszło do "Jeśli ktoś ma wobec tego sprzeciw niech powie teraz lub zamilknie na wieki" Wtedy usłyszałam głośne krzyki spojrzałam i zobaczyłam Bobbyego,  który był bity przez HanBina i resztę w tym mojego brata. 
- Mino!  Pomóż Bobbyemu! - Chłopak w garniturze wybiegł z resztą gdzie rozgrywała się cała akcja.  Chciałam wybiec i zobaczyć co z chłopakiem jednak zatrzymał mnie mój narzeczony.  
- Dokończymy ceremonie i pójdziesz. 
- Nie kocham cie! Nigdy nie darzyłam cie jakimkolwiek uczuciem.  Kiedy poznałam jego zrozumiałam czym jest owe uczucie i jaka wspaniała istota może powstać. Jestem z nim w ciąży Hyungwon. - Krzyknęłam - ChaeLee zadzwoń po karetkę - Wybiegałam z kościoła,  wzrokiem odnalazłam Bobbyego, który leżał w kałuży krwi. Kucnęłam przy nim jednak bałam się go dotknąć.
- Tae karetka już jest ! - Bałam się o niego, nie wiedziałam że Hyungwon był by do tego zdolny, szok był tak wielki, że zrobiło mi się słabo w ostatniej chwili złapał mnie Mino
- Hej Księżniczko wszystko w porządku ?!
- Jedziemy do szpitala ! - Krzyknęłam, wsiadłam do samochodu z chłopakami i pojechaliśmy za ambulansem. Kiedy dojechaliśmy do szpitala akurat wwozili Bobbyego na sale operacyjną.- Panie doktorze co z nim ?!
- Na razie nie mogę nic powiedzieć - Zrobiło mi się słabo,  w ostatniej chwili usiadłam na krzesłach pod salą. W granicach 15 minut przyjechał Donghuk i ChaeLee. 
- Co z nim? - Krzyknęła dziewczyna 
- Nie wiem - Odparłam płacząc - Operują go. A co do ciebie - Wskazałam na brata - Jeśli on umrze ty i Hyungwon będziecie winni nie zapomnę ci tego! 
- TaeRim nie wiedziałem,  że Hyungwon posunie się do czegoś takiego. Chodź po jedziemy do domu przebierzesz się i przywoioze cie. 
- Nigdzie nie  jadę - Wróciłam na miejsce i modliłam się by żył. Po kilku minutach przyszedł Mino i reszta wszyscy namawiali mnie bym jechała do domu i odpoczęła albo chociaż przebrała. Jednak ja byłam zbyt uparta i nigdzie się nie wybieram!  5 godzin później z sali operacyjnej wyszedł lekarz. 
- Co z nim? 
- Miał dużo urazów wewnętrznych,  wszystko udało się zatamować,  jeśli przeżyje 24 godziny będzie  dobrze. Jest jedno ale. 
- No niech pan mówi - Ponaglił go Mino
- Uraz głowy był zbyt duży pacjent nie będzie was pamiętać. - Poczułam się słabo, w ostatniej chwili złapał mnie Taehyun. To był jakiś koszmar. 
- Chodź pojedziemy do ciebie zmienisz ubrania - Taehyun wyprowadził mnie ze szpitala tam zobaczyłam ChaeLee. 
- Kochanie przywiozłam ci cos na zmianę nie będziesz cały czas chodzić w sukni ślubnej. Pomogę się jej przebrać 
- Tylko nie kombinuj wystarczająco przeszła
- Wiem za kogo ty mnie masz! - Poszłam do łazienki i zdjęłam ciężką suknie - Jak się czujesz? 
- Bobby stracił pamięć.  To koniec ja i dziecko zostaniemy same. 
- TaeRim nie zapomina się  osób,  które się  kocha. Donghuk chce cię przeprosić. 
- Teraz to i tak nic nie da - Odparłam poprawiając bluzkę,  która należała do niego. 
Kiedy wróciłam pod sale reszta tez tam była.  Usiadłam na krześle i czekałam,  kiedy w końcu przewieźli go na sale siedziałam przy nim dzień i noc przez okrągły miesiąc, okazało się,  że to skutki po operacji śpiączka. 
- Kochanie jak długo będziesz tu jeszcze siedzieć to już miesiąc - Odparła mama 
- Tak długo aż się nie obudzi,  spokojnie jestem pod stałą opieką ginekologa. 
- Ale jaki to ma sens! 
- Może dla ciebie nie ma ale ja mam nadzieje,  że gdy nie obudzi będzie mnie pamiętać.  Chłopaki się o mnie troszczą dbają bym nie opuściła żadnego posiłku,  brała witaminy. Mimo, że nie znam ich długo są dla mnie jak prawdziwa rodzina której nigdy nie miałam. 
- Czyli co wyrzekasz się  nas? 
- Tak - Oburzona mama wstała i opuściła salę. Spojrzałam na chłopaka,  który patrzył na mnie swoimi ciemnymi oczami. - Bobby?! 
- TaeRim... - Podniosłam sie i spojrzałam na niego. On pamięta. - Co się stało? 
- Spałeś miesiąc.  Ale pamiętasz mnie!! 
- No tak był bym głupcem gdybym zapomniał kobiety którą kocham. - Chłopak spojrzał na mnie i pocałował. 
- Ale od teraz musisz stać sie odpowiedzialny. Zero innych lasek stała praca. 
- Co sie stało TaeRim? 
- Jestem z tobą w ciąży głupcze! - Dopiero teraz spojrzał na mój dobrze widoczny brzuch 
- Ty chyba żartujesz? - Wiedziałam zostawi mnie - To wspaniale kochanie! 
- Co?! - Spytałam zdziwiona. Chłopak złapał mnie za twarz. 
- To wspaniale kochanie załatwię wszystko z twoimi rodzicami  będziemy prawdziwą rodziną. 
- Na razie musisz wyzdrowieć - Odparłam
- No nie wierze księżniczka osiedliła Łobuza - Zaśmiał się Taehyun 
- Mniejsza z tym trochę przerobiłem wasze mieszkanie. 
- Co? - Spytaliśmy oboje 
- No musiałem zrobić miejsce dla dzidziusia- Odparł Mino głaszcząc mnie po brzuchu. 
- Nie dotykaj jej brzucha!!  - Warknął Bobby odtrącając rękę Mino - To ja twój tata księżniczko. 
- Skąd wiesz że będzie dziewczynka? 
- Mam przeczucie - Jednak moja bajka skończyła się dobrze,  ja i Bobby będziemy żyć długo i szczęśliwie... 

środa, 10 stycznia 2018

Księżniczka i Łobuz - Bobby Part 1

Znalezione obrazy dla zapytania bobby runaway   gif





Żyjąc od małego w cieniu utalentowanego brata w końcu zrozumiałam że jestem czarną owcą w rodzinie.Kocham taniec ale nie byle jaki HipHop R&B Rap i Breakdance To życie nie jest dla mnie zaczynam się dusić moje marzenia są jak bańka mydlana, która w każdej chwili może prysnąć. Od małego byłam wytykana i poniżana przez rodziców, ponieważ to mój brat a nie ja przynosił szacunek naszej rodzinie. Jego trofea, medale i dyplomy wisiały w całym domu. Jako bogacze musieliśmy zawsze mierzyć wysoko, rodzice zapisywali mnie na różne zajęcia począwszy od malarstwa i śpiewania przez pianino i skrzypce. Jednak nie lubiłam tego i przestawałam chodzić w tajemnicy przed nimi.Teraz mimo mojej pełnoletności nadal jestem kontrolowana przez rodziców, a na domiar złego dowiedziałam się że zostałam zaręczona! Punktualnie o 7 usłyszałam budzik mojego telefonu, kiedy go wyłączyłam powoli zsunęłam się z łóżka i wlepiłam wzrok w jeden punkt. Potem spojrzałam na mundurek elitarnej szkoły.
- Kolejny dzień bycia księżniczką - Mruknęłam. Po ubraniu mundurka nałożyłam makijaż. Wychodząc z mojego pokoju zobaczyłam ChaeLee.
- Dzień dobry Tae
- Jedziesz do szkoły ? - Spytałam
- Niestety dzisiaj jadę załatwić kilka spraw związanych ze ślubem  - Mruknęła dziewczyna wzruszając ramionami - O której wczoraj wróciłaś ?
- Dwudziesta trzecia trochę późno ale długo ćwiczyłam.
- Twoi rodzice nie byli zadowoleni powiedziałam im że musiałaś zostać dłużej w szkole.- Dziewczyna puściła do mnie oko i poszła do pokoju. ChaeLee jest narzeczoną Donghyuka. Ale bardzo dobrze się rozumiemy. Schodząc na dół usiadłam przy stole gdzie czekało już na mnie śniadanie.
- Panienko dzisiaj na śniadanie...
- Dziękuje możesz odejść - Mruknęłam i włączyłam tv. Oczywiście kogo zobaczyłam mojego brata na wywiadzie przełączając na inny program znów jego szpetna morda i znów i znów!
- Cholera!! - Wydarłam się - Zemdliło mnie przez te jego gębę. Wychodzę.
Zabrałam plecak i wyszłam wsiadając do limuzyny. - Zawieź mnie do szkoły proszę.
- Oczywiście - Kiedy tylko ruszyliśmy założyłam słuchawki i pochłonęła mnie muzyka. Chciała bym chodź na jeden dzień być taka jak wszyscy, normalna nastolatka z normalnymi problemami, które sama muszę rozwiązać. Kiedy dojechałam do szkoły zobaczyłam mojego narzeczonego.
- TaeRin słonko proszę to dla ciebie - Hyungwon mój potencjalny narzeczony, który całe życie chodzi uśmiechnięty, podszedł do mnie cmoknął mnie w policzek i wręczył kwiatka. Był ode mnie 2 lata starszy. Jednak patrząc na nas z boku to ja wyglądałam na tą mądrzejszą.
- Nie okazuj tego za bardzo. - Mruknęłam i wyminęłam go wchodząc do szkoły.
- No ale czemu ? Przecież jesteśmy....
- Nie wspominaj proszę szpetna morda mojego brata zepsuła mi dzisiaj humor żeby twoja śmiałość nie zepsuła go jeszcze bardziej.
- Przepraszam TaeRim. - Mimo że bardzo go nie lubię nie potrafiłam się na niego gniewać.
- Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? - Spytałam spoglądając na chłopaka.
- Dzisiaj przecież jest bankiet i oboje musimy na nim być. - Spojrzał na mnie poważnie
- Hyungwon a musimy tam iść ?
- Potwierdziłem już naszą obecność będziemy tam tylko godzinę lub dwie.
- Ale ja nie chce tam iść - Odparłam naburmuszona,
- Słońce też cię kocham - Cmoknął mnie w czoło i odszedł.
- Cholera! - Krzyknęłam rzucając plecak na ziemię
- Tae! - Spojrzałam i zobaczyłam moją znajomą Soo - Co taka nie w humorze od rana.
- Rodzina mnie denerwuje i jeszcze on - Wskazałam na odchodzącego chłopaka
- Powinnaś być szczęśliwa wszyscy w koło traktują cię jak księżniczkę masz najlepszego narzeczonego na ziemi a twój brat...
- Szpetna morda leci dzisiaj na każdym kanale w Tv miłego oglądania.
- Tae spokojnie chodź bo się spóźnimy -  
Po kilku godzinnych zajęciach mogłam  wrócić do domu i zacząć się szykować na bankiet. W moim pokoju już wisiała łososiowa  sukienka kloszowana z czarną górą. Kiedy ją ubrałam  usiadłam przed lustrem upięłam włosy w kok i nałożyłam makijaż. Wychodząc zobaczyłam Hyungwona, który czekał na mnie ubrany w czarny garnitur.
- Pięknie wyglądasz. - Odparł uśmiechając się do mnie szeroko.
- Dziękuje możemy już jechać - Mruknęłam, było mi nie wygodnie w tej sukience ale musiałam wytrzymać godzinę.
- Twoi rodzice są już na miejscu czekają na nas
- Super jedźmy jak najszybciej zostanę godzinę wracam.
- Jak sobie życzysz - Uśmiechnął się Hyungwon.  Po trzydziestu minutach byliśmy już pod pałacem kultury. Chłopak pomógł mi wysiąść z samochodu, oczywiście z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Zobacz JooHeon - Chłopak wskazał palcem na przyjaciela swojego i Donghyuka. Chłopak był playboyem co wieczór z inną panią. I jak widać dziś znów była inna.
- Cześć wam to jest Tani - Wskazał na blond włosą piękność.
- A co słychać u Soni ? - Spytałam specjalnie by skompromitować chłopaka. Tani spojrzała na JooHeona spoliczkowała go i odeszła.
- TaeRim ! - Wrzasnął wściekły chłopak spoglądając na mnie.
- Należało ci się.
- Hyungwon zostaw ją dopóki możesz jak wytrzymujesz z taką wiedźmą. - Chłopak zaśmiał się całkowicie lekceważąc słowa HanBina.
Kiedy weszliśmy na sale od razu za uwarzyłam ChaeLee i Donghyuka, którzy już szli  w naszą stronę.
- O Jezu idzie - Warknęłam wyprostowałam się i spojrzałam na brata. W głowie szalało mi tysiąc myśli.
- TaeRim Hyungwon jesteście, rodzice już nie mogli się was doczekać. Pięknie wyglądasz siostrzyczko.
- Dziękuje - Mruknęłam patrząc na chłopaka.
- Chodź zatańczymy musimy porozmawiać. - Niechętnie złapałam  chłopaka za dłoń i zaczęliśmy wirować wśród innych par.
- Coś się stało ?
- Rodzice chcą nas przedstawić ważnej osobie
- Rozumiem mam nad sobą panować będę  cichutko jak zawsze.
- Nie mów tak siostrzyczko. Ale dla naszej firmy to będzie bardzo ważne. Idziemy. - Tak jak powiedział Donghyuk poszliśmy do rodziców.
- Nareszcie jesteście. - Odparł mój ojciec przytulając brata i mnie. - To jest prezes firmy Sashima i za wszelką cenę chciał poznać nasze dzieci. - Moim oczom ukazał się brzuszasty mężczyzna w okrągłych binoklach.
- Bardzo miło mi poznać ty jesteś Donghyuk jak mnie mam a ty to...
- To nasza kochana księżniczka TaeRim - Ukłoniłam się i uśmiechnęłam się w stronę mężczyzny.
- Czym się interesujesz ? - Spojrzałam na przerażonego ojca
- Literaturą i malarstwem.
- Coś wspaniałego. Macie wspaniałe dzieci.
- Tak prawdziwe skarby. - Dokończyła mama. Aha fajnie kłamiesz. Po rozmowie poszła odszukać Hyungwona, byłam już zmęczona i chciałam wracać do domu. Chłopak stał z HanBinem i jego kolejnej ofierze to chyba miała być kelnerka.
- Hyungwon możemy już wracać do domu ?
- Tak oczywiście - Odparł chłopak żegnając się z przyjacielem. Po całym dniu byłam zmęczona a dodatkowo ten bankiet kompletnie mnie wykończył. Kiedy podjechaliśmy pod dom Hyungwon pomógł mi wejść do domu a potem wrócił do siebie.
Wczołgałam się po schodach do łazienki by wziąć szybki prysznic. Po tem szybko trafiłam do łóżka. Następnego dnia wstałam i zeszłam na dół, rodzice i brat siedzieli już przy stole.
- Dzień Dobry - Mruknęłam przecierając oczy.
- Usiadź już TaeRim - Ojciec jak zwykle oschły. Donghyuk uśmiechnął się do mnie. Usiadłam obok niego, po śniadaniu zaczęły się rozmowy rodzinne.
- Mamo ja już muszę iść do szkoły. Hyugwon niedługo przyjedzie.
- Właśnie TaeRim planujecie już waszą wspólną przyszłość?
- Zdecydowaliśmy porozmawiać o tym jak oboje skończymy Szkołę.
- Rozumiem miłego dnia - Mruknęła kobieta, wróciłam do swojego pokoju ubrałam mundurek i skończyłam szykować się do szkoły. Nagle mój telefon zawibrował, zobaczyłam numer chłopaka.
- Już wychodzę - Mruknęłam i wyszłam z domu
- Dzień Dobry słonko
- Cześć - Mruknęłam - Musimy dzisiaj jechać do szkoły?
- Tak musimy - Znowu zaczyna tą swoją gadkę.
- Dobra nie ważne - Mruknęłam, dojeżdżając do szkoły czekała na mnie już moja przyjaciółka.
- Miłego dnia TaeRim
- Dziękuje - Wysiadłam z samochodu i podeszłam do Soo przytulając ją.
- Jak było na wczorajszym bankiecie?
- Nudno jak zwykle. - Mruknęłam idąc w stronę szkoły - A co u ciebie?
- Jest dobrze od jutra będę chodziła na zajęcia aktorstwa.
- Ja już byłam na różnych zajęciach ale przestałam chodzić. Nie są zachwyceni a jednak. - Nagle obok mnie przeszedł chłopak wręczając mi jakąś ulotkę. Spojrzałam na kartkę i zobaczyłam napis
"Illegal ricing" - Co to? 
- Nie wiem nie lubię angielskiego - Wcisnęłam kartkę w kieszeń kurtki i poszliśmy na lekcje. W połowie Koreańskiego do mojej klasy wszedł szofer mówiąc mojemu nauczycielowi,  że zostałam zwolniona przez mojego ojca i muszę pilnie jechać do domu. Kiedy siedziałam w samochodzie szofer zaczął się głośno śmiać. 
- Ale ma panienka minę spokojnie.  Pańska matka powiedziała że krawcowa musi zdjąć miary na sukienkę ślubną. 
- Słucham? - Wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer do mojego narzeczonego.- Hyungwon czy ty wiesz coś o sukni ślubnej? 
- Tak twoja mama miała cie zabrać na zdjęcie miary. 
- Po co?!  Jeszcze nie planuje my ślubu! 
- Kochanie spokojnie jeszcze o tym porozmawiamy - Odparł
- Nie mam zamiaru żenić się w tak młodym wieku!  - Rozłączyłam się - Zatrzymaj się! Powiedz mojej matce że dziś nie mogę bo mam test! - Wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę szkoły, jednak zorientowałam się,  że jestem w środku jakiegoś zadupia. Nagle obok mnie zatrzymał się  się ścigacz osoba siedząca na maszynie przyglądała mi się i po chwili przemówiła. 
- Podwieźć cię gdzieś? - Spytał
- Nie,  nie trzeba dam sobie radę - Odparłam i ruszyłam przed siebie jednak chłopak zajechał mi drogę
- Może jednak podwieźć? 
- Dlaczego jesteś taki nachalny? 
- Bo widzę że księżniczka jest smutna. Czy coś się stało? - Spytał po czym ściągnął kaska, był przystojny i męski ciemne oczy jasno rude włosy a uroku dodawały mu jego chomicze zęby. - Widzę,  że twój humor nie należy do najlepszych.  Więc co ty na to bym zabrał cie w piękne miejsce, które poprawi ci humor? 
- Nie jestem pewna... 
- Nie daj sie prosić - Odparł delikatnie się uśmiechając. - Jestem Bobby 
- TaeRim - Chłopak podał mi kask,  który założyłam na Głowę,  kiedy wsiadłam na maszynę chłopak ruszył jednak to nie była wolna jazda chłopak miał mocno przekroczoną prędkość. Jednak czułam się jak normalna nastolatka. Kiedy zatrzymaliśmy sie zobaczyłam góry,  był to przepiękny widok. - Łaaa
- I co humor sie poprawił? 
- Słuchaj nic nie zmieni mojego życia.  Od małego byłam traktowana jak księżniczka,  teraz muszę wyjść za mąż bo mój ojciec tak chce. - Odparłam opierając sie o maszynę chłopaka. 
- Księżniczka? 
- Tak dokładnie.  Chciała bym uciec gdzieś z daleko by nikt mnie nie znalazł - Mruknęłam patrząc na góry. 
- Może i nie uciekniesz daleko ale przyjdź  Spojrzałam na chłopaka ze zdziwieniem.  Wręczył mi kartę wstępu taką samą jak dzisiaj rano. 
- Nie wiem czy dam radę,  rodzice mnie nie puszczą - Odparłam
- Rodzice wcale nie muszą wiedzieć - Uśmiechnął się - Proszę przyjedź. 
- Nic nie obiecuje - Spojrzałam na telefon i zobaczyłam kilkanaście połączeń nieodebranych od Donghyuka - Musze wracać do domu pewnie już mnie szukają. 
- Odwiozę cię - Bobby był normalny facetem nie tak jak wszyscy inni w moim otoczeniu.  15 minut później byłam pod moim domem. Wchodząc do domu czekał juz na mnie mój ojciec.
- Gdzie byłaś? 
- Ze znajomymi na mieście - Odparłam
- Twoja matka odchodziła od zmysłów,  miałaś przyjechać z szoferem. 
- Nie skończyłam szkoły i nie będę na razie myśleć o ślubie! - Nagle ojciec mnie uderzył, kolejny raz. - Taka jest twoja obrona umiesz tylko udawać tyrana. 
- Idź do swojego pokoju - Wbiegłam po schodach i trzasnęłam drzwiami do swojego pokoju. Z wielkimi nerwami poszłam pod prysznic,  kiedy wyszłam zobaczyłam Hyungwona  na moim łóżku. 
- Czego chcesz? - Spytałam susząc włosy 
- Twoi rodzice chcą bym cię namówił do.. 
- Wynoś się stąd nie mam ochoty o tym rozmawiać! - Krzyknęłam rzucając ręcznik gdzieś na bok. Chłopak wyszedł nie mówiąc nawet słowa,  skuliłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Kiedy się już trochę uspokoiłam wyjęłam kartę wstępu,  którą dał mi Bobby położyłam ją na biurku i wtedy do pokoju weszła ChaeLee. 
- Gdzie byłaś? Twój ojciec jest wściekły - Spojrzałam na nią z szerokim uśmiechem 
- Poznałam chłopaka... 
- Coo?  Opowiadaj szybko! 
- Cicho bo ktoś jeszcze usłyszy - Usiadłam na łóżko - Ma na imię Bobby nie jest z naszej szkoły. Dostałam zaproszenie na illegal ricing jutro - Odparłam szczęśliwa. 
- Nie wierze dostałaś wejściówkę od tak? 
- Mhm to wspaniale ale nie wkręcaj sie za bardo Tae masz narzeczonego. 
- Wiem ale dzisiaj jak z nim gadałam czułam się normalnie.  Nie jak księżniczka jak nastolatka Chae. - Odparłam przypominając sobie chwile spędzone z chłopakiem. 
- Jutro są urodziny Donghyuka wiesz o tym 
- Chae będziesz mnie kryć? - Spojrzałam na nią - Prosze ostatni raz - Złożyłam ręce w błagalnym geście. 
- Ostatni raz jaki masz plan? 
- Będę udawać chorobę - Zaśmiałam się 

TIME SKIP 

Następnego wieczoru leżałam w łóżku "chora" czytałam na internecie że surowy ziemniak działa cuda i to prawda. Gorączka dochodziła do 38° 
- I jak sie czujesz kochanie? - Spytał Hyungwon siadając na łóżku 
- Dobrze jedź do Donghyuka prezent dla niego leży na biurku.  Jedź sie zabawić 
- Nie lepiej zostanę z tobą. 
- Ale będzie zły wiesz jaki on jest - Odparłam spoglądając  na chłopaka ze smutkiem - Tym bardziej HanBin znowu by źle o mnie pomyślał. 
- No dobrze wrócę z takimi rodzicami - Cmoknął mnie w czoło i opuścił pokój.  Chwile później Chae przyszła. 
- Masz mi o wszystkim mówić.  Jeśli Hyungwon będzie chciał jechać do domu zatrzymaj go,  mów że dobrze sie czuje i śpię.  - Dziewczyna kiwnęła głową i wyszła.  Kiedy dom był już pusty wyskoczyłam z łóżka i podeszłam do szafy i wylosowałam czarną bokserkę i kloszowaną czarną spódnice do połowy uda czarne rajstopy i buty na wysokim obcasie.  Poprawiłam włosy nałożyłam makijaż,  wychodząc z domu założyłam malinową marynarkę. 
Wsiadłam w taksówkę i pojechałam na docelowe miejsce imprezy. Musiałam dojść jeszcze kawałek jednak kiedy dotarłam na miejsce zobaczyłam około trzysta osób 4 czarne samochody,  z oddała słychać było głośną muzykę byłam na normalnej imprezie. Nagle zostałam zatrzymana przez ochroniarza. 
- Ma pani wejściówkę? - Podałam mu kartkę zobaczyłam zdziwienie na jego twarzy - Gość z sekcji VIP Życzę miłej zabawy. - Kiwnęłam głową i poszłam w tłum ludzi kiedy dotarłam do głównej atrakcji,  zobaczyłam jak dwa samochody zataczały koła. W jednym samochodzie zobaczyłam Bobbyego widać,  że kochał to co robi. Kiedy wyszli z samochodów chłopak od razu mnie zauważył,  podbiegł do mnie i przytulił. 
- A jednak Przyszłaś! 
- No oczywiście - Odparłam ze śmiechem 
- Chodź napijemy się
- Nie mogę - Chłopak spojrzał na mnie - Zwiałam z domu. 
- Porwałem księżniczkę ze strasznego zamczyska. 
- Tak można tak powiedzieć - Chłopak zapoznał mnie ze swoimi przyjaciółmi między innymi Mino,  JooHeona,  Guna i Taehyuna polubiłam ich ale mimo to nie zapominałam że nigdy nie będę należeć do tego świata. 
- TaeRim co się stało? - Spytała Bobby 
- Powinnam już wracać - Mruknęłam 
- Zostań jeszcze chwilę chłopaki cie polubili. 
- Też ich bardzo lubię - Nagle do moich uszu doszła moja ulubiona piosenka - Chodź zatańczymy. 
- Weź Mino on lubi tańczyć 
- Bobby chodź - Złapałam go za rękę  i siłą wyciągnęłam na parkiet. Chłopak objął mnie w pasie i spojrzał na mnie,  poczułam dziwne mrowienie w brzuchu.  Czy to możliwe,  że zakochałam się w nim. Piosenka była spokojna,  oparłam głowę o jego klatkę piersiową,  przysłuchując jak bije jego serce. 
- Zostań ze mną Rim... 
- O czym ty mówisz wiesz,  że nie mogę - Mruknęłam 
- Zerwij zaręczyny i ucieknijmy - Był tak blisko mnie. - Kocham cie
- Bobby znamy sie od wczoraj to nie możliwe byś tak szybko poczuł coś do mnie 
- A jednak - I w tej chwili nasze usta sie złączyły, nie był nachalny robił to delikatnie. - TaeRim zostań ze mną.
- Bobby muszę wracać teraz - Odsunęłam się od niego i podeszłam do chłopaków, którzy już byli nieźle wstawieni. Zabrałam marynarkę i odeszłam nic nie mówiąc. W drodze do mój telefon zaczął wibrować, bez spojrzenia kto dzwonił odebrałam telefon - Halo ?

- Gdzie jesteś byłaś obłożnie chora !! - Tata tak myślałam
- Byłam na imprezie za 15 minut będę w domu - Rozłączyłam się i patrzyłam na mijające budynki. kiedy taksówka stanęła pod moim domem zapłaciłam i weszłam do domu gdzie zaczęła się moja gehenna.